• ółążść‡

Właściwie to ...dlaczego nie czytasz Pisma świętego?

PIELGRZYMKA DO GRUZJI

Informuję wszystkich zapisanych na pielgrzymkę do Gruzji, że wobec zbyt małego zainteresowania nasza pielgrzymka zostaje niestety odwołana.

Refleksja

Bóg objawił się nam, jako bezbronne dziecko, wzbudzając we wszystkich pokoleniach chrześcijan nie tylko podziw, ale i czułość, nie tylko wdzięczność, ale i miłość, nie tylko radość, ale i uwielbienie. Uwielbienie, które staramy się w każdym czasie, nie tylko w okresie po Bożym Narodzeniu, wyrażać modlitwami, kolędami, pastorałkami, częstszym uczestnictwem w mszy, a – co najważniejsze – w Eucharystii.

To uświadamia nam na nowo bliskość Boga, który stał się człowiekiem i słabym dzieciątkiem. Ale w świecie nierzadko bywa odmiennie, inaczej. I chociaż dzisiaj św. Paweł, zwracając się do Koryntian, a tym samym pośrednio do nas, uświadamia nam nasze powołanie do świętości oraz zapewnia, że Pan nasz, Jezus Chrystus, będzie w tym dążeniu każdego umacniał, to nie zawsze owo powołanie jest umiejętnie odczytywane przez ludzi. Czasami jest tak, że płomień powołania jest gaszony, powodując wręcz odwrotne stany emocjonalne.

Ewangelia prowadzi nas nad brzegi Jordanu, gdzie Jan Chrzciciel przygotowuje ludzi do spotkania z Jezusem, który rozpoczynał swą publiczną działalność. To, co czyni Jan, jest przez jednych zauważane, doceniane, a przez innych gaszone, tłumione. Dobrze rozumie to Chrzciciel wołając: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata” (J 1,29b), gdy zauważa Chrystusa zbliżającego się do Jordanu. Dla ludzi, którzy znali ofiarę baranka związaną z nocą wyjścia Izraela z niewoli egipskiej, słowa te były szczególnie dobrze zrozumiałe.

To wskazówka dla nas, dla tych, którzy chcą dążyć do świętości, dla tych, którzy wbrew przeszkodom, wbrew trudom, pragną kroczyć dalej drogą, którą im wyznaczył Jezus Chrystus. Naszym zadaniem jest dążenie do świętości, czyli pełnienie woli Bożej. A to wymaga pracy nad sobą, solidnej pracy, wyrzeczeń, wiernego wypełniania prawa Bożego i wskazań Ewangelii. Tym, którzy taką drogą podążają, sam Jezus daje radość i pokój, siłę i moc pokonywania trudności.

„Baranek Boży, który gładzi grzechy świata” – te słowa słyszymy, gdy mamy się zbliżyć, aby przyjąć do naszych serc Chrystusa w Komunii eucharystycznej. To nam pozwala uświadomić sobie, kto jest przyczyną zgładzenia grzechów i w czyim imieniu następuje odpuszczenie grzechów.

Piotr Blachowski

Opowiadanie

Migdałowiec

Migdałowiec, prosty, wysoki i triumfalny, skierowany z godnością w stronę nieba, wyrastał ponad cały ogród.

Był szczęśliwy, kiedy powabne papugi o żywych kolorach i eleganckie sikorki o dobrych manierach spacerowały po jego gałęziach. Nosił z radością na swoich ramionach szczygły, słowiki i wiele innych śpiewających ptaków.

Ale pewnego dnia na jego gałęzi pojawił się dudek. Przyłożył do kory swoje ucho i usłyszał pod nią wielkie mrowisko składające się z malutkich, ale żarłocznych larw zagnieżdżonych pod jej powierzchnią. Wsadził swój długi, zakręcony dziób pod korę migdałowca i zaczął wydobywać i zjadać larwy.

Migdał pogrążył się w przerażającym smutku. To straszne ptaszysko, które penetrowało swoim dziobem jego wnętrze i niszczyło doskonałą piękność, było naprawdę nie do wytrzymania.

Dumny migdałowiec robił wszystko, aby przegnać dudka, i pewnego dnia wreszcie mu się to udało.

Od tego momentu żyjące w nim małe larwy mogły znów rozwijać się w spokoju i rozprzestrzeniać powoli po całym wnętrzu.

Kilka dni potem, nocą, wystarczyło już tylko lekkie dmuchnięcie wiatru, by dumny migdałowiec rozsypał się w proch.

Jeśli ktoś „zachodzi ci za skórę” i stara się pokazać wszystkie twoje ułomności i nieprawidłowości, nie obrażaj się na niego. Bądź mu raczej za to wdzięczny.

Refleksja

Żyjąc z innymi ludźmi na co dzień, jesteśmy zdani na siebie i przekraczanie naszej ograniczoności może dokonywać się tylko przez budowanie na fundamencie, którym jest przebaczenie. Gdzie nie ma przebaczenia między ludźmi, tam nie ma miłości. Prorok Izajasz, zapowiadając w wizjach mesjańskich tego, który ma przyjść, uczy nas nie sentymentalizmu, ale twardego stąpania po ziemi. Jako poeta wyraża prawdę o Mesjaszu: „Nie będzie wołał ni podnosił głosu, nie da słyszeć krzyku swego na dworze. Nie złamie trzciny nadłamanej, nie zgasi knota o nikłym płomyku”. Delikatność to nie infantylizm. Ciepło wypływające z bliskości zobowiązuje do stałej przemiany swojego serca. Zniechęcenie i załamanie, które swoją przyczynę ma w utracie zaufania do drugiego człowieka, w zranieniu, można uleczyć przez budowanie na Przymierzu, którym jest wzajemne przebaczenie.

„Znacie sprawę Jezusa z Nazaretu”. Ewangelia, czyli dobra nowina o Jezusie Chrystusie, to opowieść o Bogu, który stał się człowiekiem, o Jego ziemskim życiu, nauczaniu, o męce, śmierci i zmartwychwstaniu. Można powiedzieć, że znamy tę historię. Ale czy jest dla nas historią tak bliską, abyśmy mogli powiedzieć, że jest naszą własną, rodzinną i czy jest tak dobrą, aby była dla nas karmiącą i dającą życie? Czy potrafię nie tylko słuchać Ewangelii w Kościele w czasie Mszy św., ale czasami otworzyć księgę i samemu zagłębić się w lekturze? Wydaje się, że nie może być karmiąca i nie może być dobra, jeśli nie jest odczytywana osobiście przeze mnie. Czy potrafię pozwolić się jej pociągnąć tak, aby mnie wchłonęła, aby stała się cząstką mojego życia, mojej codzienności.

„To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?” Jakże szczere jest to wyznanie Jana. Określające tak jednoznacznie wzajemną jego, i naszą, relację do Jezusa. W czasie każdej Mszy Świętej, kiedy kapłan przed Komunią unosi Ciało Chrystusa i mówi: „Oto Baranek Boży, oto ten, który gładzi grzechy świata”, to wypowiada słowa, które Jan powiedział, ujrzawszy Chrystusa wchodzącego do rzeki Jordan, aby przyjąć chrzest. My Jego potrzebujemy dużo bardziej niż On nas. On bez nas może się obejść i łatwo możemy to sobie wyobrazić, ale my bez Niego nie jesteśmy w stanie nic dobrego zrobić. Bez Niego nas by w ogóle nie było.

o. Tomasz Dostatni OP

 

Opowiadanie

Drzewko oliwne

Wszyscy pamiętają chwile bólu i żałoby, zniszczenia i zagrożenia podczas trzech dni ulewnego i nieustającego deszczu na Wybrzeżu Jońskim. Żywioł dotknął wiele miejscowości. Najgłośniejszym wydarzeniem było nagłe i nieoczekiwane zniszczenie kempingu Le giare, z trzynastoma ofiarami śmiertelnymi.

Tamtej straszliwej nocy w Roccella nadmiar wody oderwał od starego zamku, położonego nad zamieszkanym miasteczkiem, olbrzymi blok skalny. Niewątpliwie zmiażdżyłby on kilka położonych poniżej domostw. Ale skała napotkała na swej drodze mocne drzewo oliwne o głęboko wrośniętych korzeniach, które zmieniło tor jej spadania, kierując ją na opuszczony i walący się domek, całkowicie go niszcząc. Drzewo oliwne stawiło opór i ocaliło leżący nieco poniżej zamieszkały dom.

Można sobie wyobrazić lęk, a zarazem wdzięczność tej rodziny. O poranku, tuż po wschodzie słońca, mogła się ona przekonać, że doświadczyła prawdziwego cudu. Drzewo oliwne było odarte z kory i poranione, ale było tak mocne i wytrzymałe, że powstrzymało uderzenie i ocaliło życie ludzi, których dom leżał dokładnie na drodze głazu.

Ci ludzie przypomnieli sobie, że dwa lata wcześniej, kiedy na stoku wzgórza poniżej zamku wybuchł pożar, pobiegli ratować to drzewo przed płomieniami. Teraz zdumieni i wdzięczni stwierdzili”

- Dwa lata wcześniej my uratowaliśmy drzewo oliwne przed pożarem, teraz ono uratowało nasze życie!

Między nami a stworzeniem istnieje pełna zależność. Jeden dla drugiego, w bardzo ścisłej wzajemności, w nieustannym oddziaływaniu na siebie. Jeżeli my ratujemy stworzenie, stworzenie ratuje także nas! Pamiętajmy o tym także wtedy, gdy znów będziemy chcieli spalić w piecu różne folie czy plastiki…

Refleksja

Pycha jest źródłem wielu, jeśli nie wszystkich, ludzkich grzechów. Szatańskie: „nie będę służył” - mimo upływających wieków nie straciło swej aktualności. Dlatego w drugim czytaniu z dzisiejszej niedzieli znajdujemy słowa św. Pawła, który w Liście do Efezjan oddaje cześć Chrystusowi. Na jego wyznaniu można oprzeć chrześcijańską koncepcję mądrości. Mimo, że świat jest niechętny wszelkim przejawom uniżenia, wyznawcy Chrystusa oddają chwałę Zbawicielowi. Paradoksalnie ten akt nie umniejsza ich godności, ale ją potwierdza, a nawet wzbogaca.

Liturgia Słowa zachęca nas dzisiaj, byśmy przyjęli postawę pokory. Człowiek uznający swą małość i zależność od Boga staje się wielki i silny.

Doskonale rozumiał to św. Jan. Jego pouczenia są przeniknięte wielkim bogactwem myśli teologicznej. W Prologu do swojej Ewangelii zawarł hymn na cześć Jezusa Chrystusa. To właśnie mądrość, chyba w większym stopniu aniżeli wiedza, pozwoliła mu oddać Zbawicielowi chwałę: „I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy”.

Troska o prawdziwą religijność domaga się praktycznego dopowiedzenia. W jedynie słownym uznaniu Bożej wielkości kryje się wielkie niebezpieczeństwo. Ludzie dojrzali nie mogą tylko poprzestać na deklaracjach. Wiara nie polega ani na uznaniu Boga za rzeczywistość ani na samym tylko wyartykułowaniu właściwej hierarchii bytów. Tak naprawdę nasz stosunek do Boga wyraża się w naszych postawach.

Dlatego, przeżywając kolejną niedzielę okresu Bożego Narodzenia, jesteśmy szczególnie powołani do stawiania sobie pytań o konsekwencje. Czy z Bożego żłóbka wyłaniają się konkretne zobowiązania? Czy potrafimy przekładać naszą modlitwę na postanowienia i wysiłki? Czy zależy nam na Bożej pomocy nie tylko gdy trudno realizować swoje plany i pragnienia, ale także, gdy trzeba być posłusznym Bożej woli?

Atmosfera świąt kojarzy się z bardzo błogim klimatem. Pomagają w tym choinkowe ozdoby i dźwięczne kolędy. Chrystus przyszedł na świat w bólach rodzenia. To nie przypadek. Chrześcijaństwo nie jest sielanką. Wymaga też ofiary.

ks. Marek Łuczak

Opowiadanie

Dla kogo?

Jedno z opowiadań żydowskich mówi o mądrym rabinie boją¬cym się Boga. Pewnego wieczoru, po dniu spędzonym nad księgą starych proroctw, rabin postanowił wyjść na ulicę i odprężyć się w czasie przechadzki.

Idąc powoli drogą leżącą na uboczu, spotkał pewnego stróża, który długimi i zdecydowanymi krokami chodził tam i z powrotem przed ogrodzeniem bogatej posiadłości.

– Dla kogo tak chodzisz? – spytał zaciekawiony rabin. Stróż wymienił nazwisko swego pana. Potem zapytał:

– A ty dla kogo chodzisz?

To pytanie głęboko zapadło w serce rabina.

A ty, dla kogo wędrujesz? Dla kogo przeznaczone będą wszystkie kroki i niepokoje nowego roku? Dla kogo żyjesz?

Refleksja

Św. Józef słyszy głos Bożego wezwania: „Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę…”. I co robi? „On wstał, wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu (wrócił do ziemi Izraela)”. Krótko, konkretnie, po męsku. Zrobił to, co było trzeba. Bez zbędnych słów, ceregieli, marudzenia, użalania się na los. Co działo się w nim? Możemy sobie wyobrazić, że – jak każdy, kto kocha – toczył walkę z pokusami męskiego egoizmu, wygody, małej stabilizacji, prawa do swojego szczęścia… Co by Maryja zrobiła bez Józefa?

Powtarzające się czterokrotnie greckie słowo, tłumaczone jako „wstań”, można również oddać jako „obudź się ze snu”. Bóg obudził w Józefie ojca, wezwał, by był silniejszy niż noc, która w Biblii jest symbolem działania mrocznych sił zła. To samo słowo oznacza również powstanie z martwych. Kiedy człowiek poddaje się słowu Boga, budzi się do życia, przeżywa swoje małe zmartwychwstanie.

Emigracja nie sprzyja rodzinie. Zwłaszcza wtedy, gdy wyjeżdża nie cała rodzina, ale sam ojciec czy matka. Wiedzą o tym dobrze ci, którzy wyjechali na dłużej za granicę. Wiele zależy od duchowej dojrzałości na miarę św. Józefa, od słuchania sumienia, które podpowiada, co jest dobre, a co złe w danych okolicznościach. Bywa, że wyjazd za chlebem czy z innych względów jest konieczny. Bywa odwrotnie, że trzeba jak najszybciej wrócić, aby się kompletnie nie pogubić. Ci, którzy doświadczyli smaku emigracji, mogą w historii Świętej Rodziny odnaleźć coś z własnej historii. Bóg, który stał się człowiekiem, doświadcza losu przymusowego emigranta. Zna smak wygnania z ojczyzny.

Ceniony wychowawca Josh McDowell mówi trzeba pracować nad budowaniem więzi rodzinnych, w przeciwnym wypadku jedynymi wychowawcami będą telewizja i Internet. Jak to robić? Sześć rad dla rodziców: afirmujcie, potwierdzajcie uczucia dzieci (to daje im poczucie autentyczności); akceptujcie bez warunków (to daje poczucie bezpieczeństwa), doceniajcie (to daje poczucie znaczenia); okazujcie uczucia (to daje poczucie, że są kochani); bądźcie dostępni, miejcie czas (to daje poczucie ważności); uczcie zasad (to uczy odpowiedzialności), ale pamiętajcie: zasady bez więzi prowadzą do buntu i odrzucenia.

ks. Tomasz Jaklewicz

 

Na wesoło

Pewien niedowiarek postanowił zakpić ze starego proboszcza.

- Przepraszam księdza – mówi – jak to możliwe, by ksiądz, człowiek wykształcony i inteligentny, wierzył w opowiadanie o Jonaszu? Czy to możliwe, by człowiek mógł żyć trzy dni w brzuchu wieloryba?

- A bo ja wiem? – odpowiada proboszcz. – Zapytam go o to, gdy będę już w niebie.

- A jeśli Jonasz przypadkiem trafił do piekła? – pyta niedowiarek.

- W tym wypadku pan go zapyta o to – odpowiada stary proboszcz.

 

Jaka jest ulubiona kolęda świeżo upieczonych rodziców?

- Cicha noc.

Opowiadanie

Tajemniczy dar

Świt w Betlejem. Ostatni pielgrzym odszedł, a gwiazda, która wskazywała drogę Trzem Królom, znikła. Najświętsza Maryja Panna spoglądała z czułością na śpiące Dzieciątko.

Nagle stare drzwi stajenki powoli otworzyły się ze skrzypieniem. Wydawało się, że uchylił je raczej podmuch wiatru, a nie czyjaś ręka. Na progu ukazała się stara kobieta w łachmanach, z twarzą zasłoniętą przez wielki, czarny płaszcz.

Maryja wzdrygnęła się, jakby ujrzała jakąś złą wiedźmę. Jezus spał nadal. Osiołek i wół skubały siano ze stojącego przed nimi żłobu i nie spojrzały nawet na przybyłą.

Maryja przypatrywała się jej. Każdy krok nieznajomej wydawał się trwać wieki. Staruszka zbliżała się do żłóbka, wreszcie do niego dotarła. Dzieciątko Jezus otworzyło nagle oczy i Maryja zdziwiła się, gdy w oczach Dziecka i kobiety ujrzała to samo światło nadziei. Staruszka pochyliła się nad Dzieciątkiem. Maryja wstrzymała oddech. Przybyła poszperała, szukając czegoś w swych łachmanach. Wydawało się, że potrzebuje całych wieków, by to znaleźć. Maryja nadal spoglądała na nią z niepokojem. Wreszcie, po bardzo długim czasie, staruszka wyciągnęła przedmiot, który pozostał jednak ukryty w jej dłoni, i dała Dzieciątku.

Po wszystkich podarunkach pasterzy i Trzech Króli, czym mógł być ten tajemniczy dar?

Maryja widziała jedynie plecy staruszki pochylonej nad prowizoryczną kołyską Jezusa.

Potem staruszka wyprostowała się, jakby uwolniona od ogromnego ciężaru, który ją przygniatał do ziemi. Ramiona uniosły się, głowa wyprostowała i dotykała prawie sklepienia, jej oblicze w cudowny sposób odmłodniało, a włosy stały się miękkie i lśniące niczym jedwab. Gdy oddaliła się od żłóbka, aby zniknąć w ciemności, z której wyszła, Maryja mogła wreszcie zobaczyć tajemniczy dar. W rączkach Jezusa połyskiwało czerwone jabłko. Tą kobietą była Ewa – pierwsza kobieta, matka żyjących – która oddała Mesjaszowi owoc pierwszego grzechu. Teraz, z Jezusem, narodziło się nowe Stworzenie.

I wszystko mogło rozpocząć się na nowo.

Kochani Parafianie i Goście!

     Oto znów dane nam jest przeżywać tajemnicę Bożego Narodzenia! Jest to tajemnica  Bożej Miłości, tajemnica pochylenia się Boga nad ludzką niedolą, a także tajemnica pokory Boga i afirmacji człowieczeństwa. Warto i trzeba być człowiekiem skoro sam Bóg zechciał tym człowiekiem się stać! Niech ten historyczny fakt, który dzieje się nieustannie umacnia nas we wzajemnej miłości i szacunku, a także będzie źródłem prawdziwego pokoju, nadziei i radości.

Błogosławionych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia!

Kliknij by wysłuchać

List abpa G. Rysia do młodych  

Duchu Świety przyjdź!



Opowiadanie

Milczenie

- Dość! Mam ich naprawdę dość!

Wszyscy w niebie wstrzymali oddech. Nikt nie widział nigdy dotąd tak zagniewanego Jezusa. To właśnie On grzmiącym głosem okazał swój boski gniew.

- Przez trzydzieści trzy lata przebywałem wśród ludzi, mówiłem im wielokrotnie, że czyny są tysiąc razy ważniejsze od słów. Dlatego zostałem ukrzyżowany. Tłumaczyłem na wszystkie sposoby, że to nie po słowach i pustych ceremoniach będą oceniali moich uczniów, ale po tym, w jaki sposób będą okazywać miłość.  Prawie nikt tego nie zrozumiał! Głoszą kazania, śpiewają wzruszające hymny, uczestniczą w przejmujących nabożeństwach, a tak mało czynią!

- Co zamierzasz zrobić, Jezu? – spytał nieśmiało jakiś anioł.

- Odbiorę im mowę… Jak to się stało z Zachariaszem, ojcem Jana Chrzciciela!

Tak zdecydował Jezus i odebrał wszystkim chrześcijanom zdolność mówienia. Nagle w całym świecie wśród wszystkich wierzących w Chrystusa zapanowało wielkie milczenie.

W pierwszym momencie ludzie zdumieli się. Wielu pobiegło do aptek, by kupić syrop i pastylki na ból gardła. Popyt na zioła i miód też był ogromny. Potem zaczęto się martwić, aż w końcu ludzi ogarnęło przerażenie. Jak mogli modlić się bez słów? Jak mogli powiedzieć Jezusowi i bliźnim, że ich kochają? Wielcy teolodzy nie mogli nawet wypowiedzieć słowa „transsubstancjacja” (czyli „przeistoczenie”), a kaznodzieje bez wzniosłych określeń i głębokich pojęć czuli się bezrobotni. Zwykli ludzie nie potrafili się kłócić. Co gorsza, nie wiedzieli, jak wyrazić solidarność, pociechę, współczucie i jedność. W wyniku przemyśleń doszli do prostego wniosku: „To, czego nie możemy wypowiedzieć słowami, możemy przekazać za pomocą czynów”.

Wielu tak właśnie sądziło. Wybitni mistrzowie słowa stali się spontaniczni i szczerzy, nauczyli się wyrażać siebie, posługując się spojrzeniem, uśmiechem, czułością, gestami dobroci. Na wydziałach teologicznych uniwersytetów otwarto stołówki i schroniska dla biednych i bezdomnych. Również nauka katechizmu stała się radosna, przeplatana zabawą. Wielu czuło się zawstydzonych, wspominając, jak łatwo kłamało się za pomocą słów. W niektórych gazetach ukazały się artykułu zatytułowane „Patrzcie, jak oni się miłują!”.

Coraz więcej ludzi uznawało taki sposób wyrażania wiary za bardzo interesujący. Przyciągała ich atmosfera przyjaźni, pokoju, prawdziwej gościnności, jaką oddychało się wśród uczniów Jezusa. Gdy po pewnym czasie Jezus zwrócił im możliwość posługiwania się słowami, byli niemal zasmuceni. W czasie wielkiego milczenia doświadczyli, ile czułości jest w wierze chrześcijańskiej.

Opowiadanie

Łza pustyni

W Marrakeszu pewien misjonarz zauważył leżącego człowieka, który głaskał ręką piasek, a ucho przykładał do ziemi. Misjonarz zainteresowany tym dziwnym zachowaniem, zapytał:

- Co pan robi?

- Towarzyszę pustyni i łączę się z nią w jej samotności i płaczu

- Nie wiedziałem, że pustynia płacze.

- Płacze każdego dnia. Ma wielkie pragnienie – chciałaby być pożyteczna dla człowieka i zamieniać się w ogromny ogród, w którym byłoby uprawiane zboże, rosłyby kwiaty oraz pasałyby się owce.

- Mam do pana prośbę. Proszę powiedzieć pustyni, że rolę, która została jej powierzona, wypełnia bardzo dobrze. Jej otwarta przestrzeń pozwala mi zrozumieć, jak mali jesteśmy przed Bogiem. Kiedy patrzę na jej piasek, wyobrażam sobie miliony ludzi, którzy zostali stworzeni jako równi sobie, i myślę, że nie zawsze świat traktuje ich w sposób jednakowy. Wzniesienia pustynne pomagają mi medytować. Kiedy widzę wschodzące na horyzoncie słońce, moja dusza wypełnia się radością, a ja czuję się bliżej Boga.

Następnego ranka misjonarz ponownie spotkał mężczyznę w tym samym miejscu i w tej samej pozycji.

- Czy przekazał pan pustyni wszystko to, co wczoraj jej przekazałem?

Człowiek przytaknął głową.

- I nadal płacze?

- Tak. Teraz płacze, ponieważ tysiące lat żyła w przekonaniu, że jest całkowicie bezużyteczna, i cały ten czas zmarnowała na przeklinaniu Boga i swojego losu.

- Niech więc pan jej powie, że również człowiek często sądzi, że jest bezużyteczny. Rzadko odkrywa sens swojego przeznaczenia i myśli, że Bóg był wobec niego niesprawiedliwy.

- Nie wiem, czy pustynię przekonają te argumenty – powiedział człowiek

- Doszliśmy do chwili, aby zrobić to, co czynię wtedy, kiedy mam wrażenie, że ludzie stracili już nadzieję. Pomódlmy się.

Uklękli i obaj się pomodlili.

Następnego dnia, kiedy misjonarz odbywał poranny spacer, w miejscu, w którym wcześniej spotykał owego człowieka wytrysnęło źródło. W kolejnych miesiącach stawało się coraz większe i mieszkańcy okolicy wybudowali wokół niego studnię.

Beduini nazwali tę studnię Łzą Pustyni. Mówią, że wszyscy, którzy piją z niej wodę, potrafią zamienić swoje cierpienie w powód do radości.

Plan

Podczas Wniebowstąpienia Jezus rzucił okiem w kierunku ziemi znikającej w ciemności. Tylko nieliczne, maleńkie światła błyszczały nieśmiało w mieście Jeruzalem. Archanioł Gabriel, który przybył na powitanie Jezusa, zapytał:

- Panie, co to za światełka?

- To moi uczniowie, zgromadzeni na modlitwie wokół mojej Matki. Mam plan, że jak tylko wstąpię do nieba, wyślę im mojego Ducha Świętego, aby te drżące płomyczki stały się nieugaszonym ogniem, powoli rozpalającym miłość wśród wszystkich narodów ziemi!

Archanioł Gabriel ośmielił się ponownie zapytać:

- A co zrobisz, Panie, jeśli ten plan się nie powiedzie?

Po chwili ciszy Pan odpowiedział mu łagodnie:

- Ale Ja nie mam innego planu...

 

Jesteś małą lampeczką, drżącą pośród niezmierzonego mroku. Ale stanowisz część Bożego planu. I jesteś niezastąpiony. Ponieważ nie ma innego planu.

Ideały

Pewien mistrz uczył, że nie można żyć bez ideałów, celu, marzeń. Aby wytłumaczyć nieustraszonemu młodzieńcowi niezbędność ideałów, wskazał mu błękitną linię horyzontu.

- Tam masz dojść, to twój cel!

Młodzieniec szedł szybkim krokiem. Dotarł do pierwszych wzgórz, ale błękitna linia przesunęła się na górski łańcuch. Młodzieniec ruszył w dalszą drogę, ale błękitna linia była już za górami, na końcu rozległej niziny. Rozczarowany wrócił do mistrza.

- Gdy robię dziesięć kroków, horyzont także przesuwa się do dziesięć kroków. Jak długo bym nie szedł, nigdy do niego nie dojdę!

- Tak, tak właśnie jest!

- Po co zatem ideały?

- Właśnie po to, aby cały czas iść.

Kiedy rzeka przestaje płynąć, staje się bagnem. Podobnie dzieje się z człowiekiem.

Modlitwa do Ducha Świętego odmówiona przez papieża Franciszka:

Duchu Boży, Panie, który jesteś w moim sercu i w sercu Kościoła, Ty, który prowadzisz Kościół naprzód, kształtując go w różnorodności, przyjdź. Potrzebujemy Ciebie jak wody, aby żyć: zstąp na nas ponownie i naucz nas jedności, odnów nasze serca i naucz nas kochać tak, jak Ty nas kochasz, przebaczać, jak Ty nam przebaczasz. Amen.

Drwale       

Dwóch drwali pracowało w tym samym lesie przy wyrębie drzew. Pnie drzew były ogromne, wytrzymałe i mocne. Obaj używali swych siekier z taką samą wprawą, ale każdy z nich używał innej techniki. Pierwszy uderzał w drzewo z niesłychaną wytrwałością, raz za razem, nie zatrzymując się, chyba że tylko na kilka sekund, by złapać oddech.

Drugi co godzinę robił przerwę w pracy.

O zmierzchu pierwszy był w połowie dzieła. Napocił się porządnie i nie dałby rady pracować nawet pięciu minut dłużej.

Drugi, choć to niewiarygodne, kończył ścinanie swego drzewa. Rozpoczęli razem i obydwa drzewa były dokładnie takie same.

Pierwszy nie wierzył własnym oczom.

- Nic z tego nie rozumiem! Co godzinę odpoczywałeś. Jak to możliwe, że skończyłeś tak szybko?

Tamten odparł z uśmiechem:

- Widziałeś, że co godzinę robiłem sobie odpoczynek. Nie zauważyłeś jednak, że wolny czas wykorzystywałem, aby podostrzyć siekierę.

Twój duch jest jak siekiera. Nie pozwalaj mu zardzewieć. Ostrz go trochę każdego dnia.

1. Zatrzymaj się na dziesięć minut, aby posłuchać muzyki.

2. Gdy tylko możesz, spaceruj.

 

3. Uściśnij każdego dnia drogie Ci osoby i powiedz każdej z nich: „Kocham cię”.

Menu

Statystyki






statystyka

Wyszukiwanie

 

Dzisiaj jest

niedziela,
26 stycznia 2020

(26. dzień roku)

Święta

Niedziela, III Tydzień zwykły
Rok A, II
Trzecia Niedziela zwykła

 

Sonda



Licznik

Liczba wyświetleń strony:
1674991

Zegar