• ółążść‡

Refleksja

Słowa: „Oczekuję wskrzeszenia umarłych i życia wiecznego w przyszłym świecie” są nie tylko wyznaniem chrześcijańskiej wiary, lecz wyrażają przeczucie drzemiące w ludziach innych religii, a nawet w niewierzących.

„Zdarzyło się, że siedmiu braci razem z matką...” – czytamy. I dalej: „...Król świata wskrzesi nas i ożywi do życia wiecznego”. To już więcej niż przeczucie. Za przeczucia nie płaci się życiem. Oni zapłacili, i to bez żalu, bo to była pewność wiary. Opisane wydarzenia miały miejsce niespełna 200 lat przed Chrystusem. Słowa zmartwychwstać, wskrzesić wtedy były niejako puste – przecież nikt dotąd nie zmartwychwstał. Słowa te były zapowiedzią i oczekiwaniem. A jednak równocześnie były pewnością.

Choć nie dla wszystkich. „Podeszło do Jezusa kilku saduceuszów, którzy twierdzą, że nie ma zmartwychwstania”. Opowiedzieli Mu przedziwną historyjkę, która miała dowodzić, iż „zmartwychwstać” nie znaczy nic. Dlaczego przyszli z tym do Jezusa? Wiedzieli, że dla Niego pewność życia i zmartwychwstania jest sprawą fundamentalną. On szedł ku Jerozolimie, gdzie śmierć miała stać się życiem. „Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych” – odpowiada Jezus ludziom nie przeczuwającym wiecznego życia. Nie przekonał ich, bo to właśnie oni nie przejęli się wieścią o zniknięciu Ukrzyżowanego z grobu i rozpuścili wieść o wykradzeniu ciała przez uczniów.

Ale dla uczniów wszystko było przejrzyste: On żyje! „Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych.” Pewność doświadczenia – dla tych, którzy Go spotkali. Pewność wiary – dla nas. Pewność granicząca z niepewnością... Idziemy więc na cmentarz z jakimś lękiem. Czego się boimy? Życia się boimy. Wielkiej odpowiedzialności za nie. Wieczności, która utrwali dobro, ale i zło naszych czynów. Własnej niepewności się boimy. Własnej niewiary wreszcie. Powiada przecież Apostoł: „Nie wszyscy mają wiarę”.

ks. Tomasz Horak

Opowiadanie

Kamień

Pewnego ranka na samym środku drogi pojawił się wielki kamień. Był pokaźnych rozmiarów i widać było go z daleka. Kierowcy musieli go objeżdżać tylko z jednej strony, wstrzymując tym samym ruch po przeciwnej stronie drogi. Hamowali i ustawiali się w kolejce, narzekając przy tym i naciskając klaksony.

O jedenastej utworzyła się manifestacja mieszkańców, którzy protestowali przed urzędem miasta. W południe związki zawodowe ogłosiły trzydniowy strajk, a wszyscy uczniowie wyszli na ulice, aby demonstrować. O czwartej po południu wszyscy oburzeni zajęli główny plac, a redakcja programu „Pełzające wiadomości” wysłała swoich dziennikarzy do domu przewodniczącego rady miasta. Natychmiast powstał ruch społeczny o nazwie „Kamieniowi NIE”.

O godzinie osiemnastej drogą przejeżdżał obwoźny sprzedawca warzyw swoją rozlatującą się furgonetką. Zatrzymał się na poboczu, włączył światła awaryjne i w bezpiecznej odległości roztropnie ustawił „trójkąt”, aby ostrzec nadjeżdżających. Następnie spróbował usunąć głaz. Z niemałym trudem i w pocie czoła udało mu się przetoczyć kamień na pobocze drogi. Kiedy już zamierzał wrócić do swej furgonetki, zauważył, że do kamienia – w miejscu, które wcześniej przylegało do asfaltu – była przyklejona duża koperta. W niej znajdował się czek na pokaźną sumę i list z nagłówkiem głównego zakładu przemysłowego w kraju. List informował, że czek jest przeznaczony dla tego, kto usunie kamień z drogi. Czekowi towarzyszyła oferta pracy na stanowisku wicedyrektora wykonawczego zakładu.

Obwoźny sprzedawca pojął to, czego wielu z nas nawet nie próbuje zrozumieć: „Każda przeszkoda jest szansą na rozwój”.

Refleksja

„Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu". Zeszedł więc z pośpiechem i przyjął Go rozradowany. A wszyscy widząc to szemrali: "Do grzesznika poszedł w gościnę". Lecz Zacheusz stanął i rzekł do Pana: "Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie”.

Szybkie zmiany w codziennej rzeczywistości, do których trudno się dostosować, sprawiają, że nieustannie za czymś gonimy. Boimy się zatrzymać, aby inni nas nie wyprzedzili, bo wtedy odpadniemy w rywalizacji. Boimy się stracić to, co udało nam się od życia wyszarpać. Jesteśmy jak worki bez dna, bez względu na to ile włożymy i tak będzie mało. Dlaczego? Bo człowiek jest z natury istotą poszukującą.

Jednego z takich poszukujących możemy zobaczyć w dzisiejszej Ewangelii. To Zacheusz człowiek bardzo bogaty. Jako zwierzchnik celników zatrudniał na podległym mu terenie poborców i ustalał wysokość cła za sprzedawane towary. Z jednej strony jego stanowisko zapewniało mu pokaźny dochód, z drugiej – było przyczyną nienawiści ze strony ludu. Mimo iż Zacheusz był daleki duchowo od Jezusa, pragnął jednak Go zobaczyć. W tym celu wspina się na sykomorę, by nie przeoczyć momentu przejścia Jezusa. Ewangelista Łukasz ukazuje to spotkanie, by zwrócić naszą uwagę na sens posłannictwa Bożego Syna. Jest nim odnalezienie tych, którzy pogubili się na życiowych ścieżkach, a przez ludzi zostali odepchnięci i skazani na potępienie.

Postawa Zacheusza bardzo dobitnie wskazuje na fakt, że spotkanie z Jezusem może zmienić dotychczasowe życie, nawet człowieka, który po ludzku znajduje się na pozycji przegranej. Znakiem rozpoczęcia przez Zacheusza nowego życia jest chęć naprawienia wyrządzonych wcześniej krzywd. Zacheusz nie musiał, lecz chciał dać połowę majątku na rzecz potrzebujących. Również nie musiał zwracać aż tak wiele tym, których okradł. Ale zrobił to, ponieważ spotkał Zbawiciela.

ks. Leszek Smoliński

Złota myśl tygodnia

Żyjemy na tym świecie jak we mgle. Ale wiara jest wiatrem rozwiewającym mgłę (św. Jan Maria Vianney).


Opowiadanie

Cebula

Fiodor Dostojewski napisał kiedyś historię o bogatej kobiecie, która była bardzo skąpa. Po swojej śmierci została wtrącona przez diabła w morze piekielnego ognia.

Jej anioł stróż począł usilnie się zastanawiać, czy w jej życiu nie było jakiegoś momentu, który mógłby ją odkupić. Wreszcie przypomniał sobie pewne dawne zdarzenie i nie omieszkał powiedzieć o tym Bogu:

- Pewnego dnia ta kobieta podarowała jednemu żebrakowi cebulę ze swojego ogrodu.

Bóg uśmiechnął się do anioła:

- Dobrze. Dzięki tej cebuli będzie mogła się zbawić. Weź cebulę,

pochyl się nad morzem piekielnego ognia, tak, aby kobieta się mogła

jej uczepić, i wyciągnij ją stamtąd. Jeśli uda się jej mocno złapać

swego jedynego dobrego uczynku, wciągniesz ją do samego raju.

Anioł pochylił się, jak tylko mógł, nad morzem ognia i krzyknął do kobiety:

-  Łap się czym prędzej cebuli!

Tak też zrobiła i natychmiast zaczęła wznosić się do nieba.

Lecz jeden z przebywających razem z nią potępieńców uczepił się rąbka jej spódnicy i wzbił się wraz z nią w górę: jeszcze inny grzesznik złapał się stopy pierwszego i również poleciał razem. W ten sposób stworzył się długi ogonek lecących w niebo osób, które uczepiły się kobiety, która trzymała się kurczowo cebuli ciągnionej przez anioła.

Diabły były niepocieszone, że przez małą cebulkę całe piekło pustoszało.

Długi warkocz z ludzi dotarł już do niebiańskich wrót. Kobieta jednak była niepoprawnie skąpa i kiedy, dokładnie w tym momencie, spostrzegła, jak wiele grzeszników uczepiło się jej spódnicy, krzyknęła:

- Cebula jest moja! Tylko moja! Zjeżdżajcie stąd...

W tej samej chwili cebula rozpadła się i kobieta razem z pozostałymi osobami znalazła się znowu w morzu ognia.

A niepocieszony anioł stróż pozostał sam przed rajskimi wrotami.

Refleksja

„Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz, a drugi celnik. Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie: zdziercy, niesprawiedliwi, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam”. A celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi, mówiąc: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!”.

Analizując ten fragment Ewangelii według świętego Łukasza pewien biblista zwrócił uwagę, że faryzeusz wszedł do świątyni z całym olbrzymim bagażem swoich wszystkich codziennych trosk, problemów, spraw i zagadnień. Wszedł z myślą o mięcie i kminku, z myślą o podatku świątynnym i o dziesięcinach, o tym co dziś kupi i sprzeda, po prostu wniósł do świątyni całą olbrzymią prozę swojego dnia powszedniego. Zapomniał, czy może nie myślał o tym, że miejsce do którego wstępuje jest święte i nie wolno go zaśmiecać żadnymi ziemskimi sprawami.

Tak radykalne postawienie sprawy wydaje się szokujące. Jak to? Przecież nasza modlitwa generalnie dotyczy tego, czym na co dzień żyjemy, a niejeden ksiądz uczył nas, abyśmy właśnie całe nasze życie, całą codzienność ofiarowali Bogu na modlitwie. Do dziś brzmią niejednemu i niejednej z tu zgromadzonych słowa katechety lub katechetki, aby podczas modlitwy przedstawiać Bogu sprawy drobne i duże, mówić o wszystkim, co dla nas ważne...

Cytowany biblista wyjaśnia: „Jeśli się chcesz szczerze i święcie rozmówić ze swoim Bogiem, to pozostaw wszystko inne poza sobą, a pozostań na modlitwie tylko ty i twój Bóg. On zna wszystkie twoje sprawy, wie jak one się przedstawiają, nie musisz Mu ich przypominać. Ty tylko chciej za wszelką cenę z Nim się zjednoczyć. Tylko Go uwielbiaj!”.

Modlitwa uwielbienia jest całkowicie bezinteresowna, wznosi się wprost do Boga. Wysławia Go dla Niego samego, oddaje Mu chwałę nie ze względu na to, co On czyni, tylko dlatego, że On jest.

ks. Artur Stopka

 

Uroczystość Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny

1 listopada Kościół uroczyście wspomina wszystkich świętych - znanych i anonimowych, dawnych i współczesnych. Uroczystość Wszystkich Świętych nie jest - jak czasem się ją nazywa – „Świętem Zmarłych”. W dniu Wszystkich Świętych Kościół raduje się z faktu, iż bardzo wielu naszych zmarłych dostąpiło już zbawienia i przebywa u Boga w niebie. Niektóre imiona i życiorysy świętych są znane, gdyż zostali oni oficjalnie ogłoszeni takimi przez Kościół. I tak jak w ciągu roku mamy uroczystości ku czci poszczególnych świętych czy błogosławionych, tak w tym dniu czcimy na raz wszystkich, którzy już osiągnęli wieczne szczęście przebywania z Bogiem w niebie.

Dzień Wszystkich Świętych przypomina także nam, żyjącym, prawdę o powszechnym powołaniu do świętości. Każdy chrześcijanin, niezależnie od konkretnej drogi życia, jest powołany do świętości.

2 listopada natomiast obchodzimy Dzień Zaduszny. Kościół wspomina tego dnia w liturgii wszystkich wierzących w Chrystusa, którzy odeszli już z tego świata, a teraz przebywają w czyśćcu.

Choć Uroczystość Wszystkich Świętych zdecydowanie różni się od Dnia Zadusznego, razem jednak te dni przypominają nam prawdę o wspólnocie Kościoła, obejmującej świętych w niebie, pokutujących w czyśćcu i żyjących jeszcze na ziemi. Wśród tych trzech stanów Kościoła dokonuje się, poprzez modlitwę, pamięć czy ofiarę, ciągła wymiana dóbr duchowych. W tej łączności (komunii) wyraża się świętych obcowanie.

Opowiadanie

Mostek

Wieśniak i jego syn wędrowali w kierunku pobliskiej wioski na doroczny targ. Droga przebiegała przez kamienny mostek, spękany i chwiejący się nad wezbraną rzeką. Dziecko wystraszyło się.

- Ojcze, myślisz, że mostek wytrzyma? – spytało. Ojciec odpowiedział:

- Będę trzymał cię za rękę, mój synu.

I chłopiec wsunął rękę w dłoń ojca. Z wielką ostrożnością przekroczył most u boku swojego ojca i doszli do miejsca przeznaczenia.

Wracali, gdy zapadał zmrok. Gdy wędrowali, malec zapytał:

- A rzeka, ojcze? Jak zdołamy przekroczyć ten niebezpieczny most? Boję się!

Mężczyzna, silny i masywny, wziął na ręce małego i powiedział do niego:

- Zostań tu, w moich ramionach, a będziesz bezpieczny. Kiedy wieśniak szedł naprzód ze swoim cennym ciężarem, chłopczyk głęboko zasnął.

Następnego ranka mały obudził się cały i zdrowy w swoim łóżeczku. Światło słoneczne wpadało przez okno. Malec nawet nie zauważył, kiedy został przeniesiony nad rozszalałym strumieniem i znalazł się z dala od mostu.

„Jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana; jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana. I w życiu więc i w śmierci należymy do Pana” (Rz 14,8).

 

 

Kliknij by wysłuchać

List abpa G. Rysia do młodych  

Duchu Świety przyjdź!



Opowiadanie

Milczenie

- Dość! Mam ich naprawdę dość!

Wszyscy w niebie wstrzymali oddech. Nikt nie widział nigdy dotąd tak zagniewanego Jezusa. To właśnie On grzmiącym głosem okazał swój boski gniew.

- Przez trzydzieści trzy lata przebywałem wśród ludzi, mówiłem im wielokrotnie, że czyny są tysiąc razy ważniejsze od słów. Dlatego zostałem ukrzyżowany. Tłumaczyłem na wszystkie sposoby, że to nie po słowach i pustych ceremoniach będą oceniali moich uczniów, ale po tym, w jaki sposób będą okazywać miłość.  Prawie nikt tego nie zrozumiał! Głoszą kazania, śpiewają wzruszające hymny, uczestniczą w przejmujących nabożeństwach, a tak mało czynią!

- Co zamierzasz zrobić, Jezu? – spytał nieśmiało jakiś anioł.

- Odbiorę im mowę… Jak to się stało z Zachariaszem, ojcem Jana Chrzciciela!

Tak zdecydował Jezus i odebrał wszystkim chrześcijanom zdolność mówienia. Nagle w całym świecie wśród wszystkich wierzących w Chrystusa zapanowało wielkie milczenie.

W pierwszym momencie ludzie zdumieli się. Wielu pobiegło do aptek, by kupić syrop i pastylki na ból gardła. Popyt na zioła i miód też był ogromny. Potem zaczęto się martwić, aż w końcu ludzi ogarnęło przerażenie. Jak mogli modlić się bez słów? Jak mogli powiedzieć Jezusowi i bliźnim, że ich kochają? Wielcy teolodzy nie mogli nawet wypowiedzieć słowa „transsubstancjacja” (czyli „przeistoczenie”), a kaznodzieje bez wzniosłych określeń i głębokich pojęć czuli się bezrobotni. Zwykli ludzie nie potrafili się kłócić. Co gorsza, nie wiedzieli, jak wyrazić solidarność, pociechę, współczucie i jedność. W wyniku przemyśleń doszli do prostego wniosku: „To, czego nie możemy wypowiedzieć słowami, możemy przekazać za pomocą czynów”.

Wielu tak właśnie sądziło. Wybitni mistrzowie słowa stali się spontaniczni i szczerzy, nauczyli się wyrażać siebie, posługując się spojrzeniem, uśmiechem, czułością, gestami dobroci. Na wydziałach teologicznych uniwersytetów otwarto stołówki i schroniska dla biednych i bezdomnych. Również nauka katechizmu stała się radosna, przeplatana zabawą. Wielu czuło się zawstydzonych, wspominając, jak łatwo kłamało się za pomocą słów. W niektórych gazetach ukazały się artykułu zatytułowane „Patrzcie, jak oni się miłują!”.

Coraz więcej ludzi uznawało taki sposób wyrażania wiary za bardzo interesujący. Przyciągała ich atmosfera przyjaźni, pokoju, prawdziwej gościnności, jaką oddychało się wśród uczniów Jezusa. Gdy po pewnym czasie Jezus zwrócił im możliwość posługiwania się słowami, byli niemal zasmuceni. W czasie wielkiego milczenia doświadczyli, ile czułości jest w wierze chrześcijańskiej.

Opowiadanie

Łza pustyni

W Marrakeszu pewien misjonarz zauważył leżącego człowieka, który głaskał ręką piasek, a ucho przykładał do ziemi. Misjonarz zainteresowany tym dziwnym zachowaniem, zapytał:

- Co pan robi?

- Towarzyszę pustyni i łączę się z nią w jej samotności i płaczu

- Nie wiedziałem, że pustynia płacze.

- Płacze każdego dnia. Ma wielkie pragnienie – chciałaby być pożyteczna dla człowieka i zamieniać się w ogromny ogród, w którym byłoby uprawiane zboże, rosłyby kwiaty oraz pasałyby się owce.

- Mam do pana prośbę. Proszę powiedzieć pustyni, że rolę, która została jej powierzona, wypełnia bardzo dobrze. Jej otwarta przestrzeń pozwala mi zrozumieć, jak mali jesteśmy przed Bogiem. Kiedy patrzę na jej piasek, wyobrażam sobie miliony ludzi, którzy zostali stworzeni jako równi sobie, i myślę, że nie zawsze świat traktuje ich w sposób jednakowy. Wzniesienia pustynne pomagają mi medytować. Kiedy widzę wschodzące na horyzoncie słońce, moja dusza wypełnia się radością, a ja czuję się bliżej Boga.

Następnego ranka misjonarz ponownie spotkał mężczyznę w tym samym miejscu i w tej samej pozycji.

- Czy przekazał pan pustyni wszystko to, co wczoraj jej przekazałem?

Człowiek przytaknął głową.

- I nadal płacze?

- Tak. Teraz płacze, ponieważ tysiące lat żyła w przekonaniu, że jest całkowicie bezużyteczna, i cały ten czas zmarnowała na przeklinaniu Boga i swojego losu.

- Niech więc pan jej powie, że również człowiek często sądzi, że jest bezużyteczny. Rzadko odkrywa sens swojego przeznaczenia i myśli, że Bóg był wobec niego niesprawiedliwy.

- Nie wiem, czy pustynię przekonają te argumenty – powiedział człowiek

- Doszliśmy do chwili, aby zrobić to, co czynię wtedy, kiedy mam wrażenie, że ludzie stracili już nadzieję. Pomódlmy się.

Uklękli i obaj się pomodlili.

Następnego dnia, kiedy misjonarz odbywał poranny spacer, w miejscu, w którym wcześniej spotykał owego człowieka wytrysnęło źródło. W kolejnych miesiącach stawało się coraz większe i mieszkańcy okolicy wybudowali wokół niego studnię.

Beduini nazwali tę studnię Łzą Pustyni. Mówią, że wszyscy, którzy piją z niej wodę, potrafią zamienić swoje cierpienie w powód do radości.

Plan

Podczas Wniebowstąpienia Jezus rzucił okiem w kierunku ziemi znikającej w ciemności. Tylko nieliczne, maleńkie światła błyszczały nieśmiało w mieście Jeruzalem. Archanioł Gabriel, który przybył na powitanie Jezusa, zapytał:

- Panie, co to za światełka?

- To moi uczniowie, zgromadzeni na modlitwie wokół mojej Matki. Mam plan, że jak tylko wstąpię do nieba, wyślę im mojego Ducha Świętego, aby te drżące płomyczki stały się nieugaszonym ogniem, powoli rozpalającym miłość wśród wszystkich narodów ziemi!

Archanioł Gabriel ośmielił się ponownie zapytać:

- A co zrobisz, Panie, jeśli ten plan się nie powiedzie?

Po chwili ciszy Pan odpowiedział mu łagodnie:

- Ale Ja nie mam innego planu...

 

Jesteś małą lampeczką, drżącą pośród niezmierzonego mroku. Ale stanowisz część Bożego planu. I jesteś niezastąpiony. Ponieważ nie ma innego planu.

Ideały

Pewien mistrz uczył, że nie można żyć bez ideałów, celu, marzeń. Aby wytłumaczyć nieustraszonemu młodzieńcowi niezbędność ideałów, wskazał mu błękitną linię horyzontu.

- Tam masz dojść, to twój cel!

Młodzieniec szedł szybkim krokiem. Dotarł do pierwszych wzgórz, ale błękitna linia przesunęła się na górski łańcuch. Młodzieniec ruszył w dalszą drogę, ale błękitna linia była już za górami, na końcu rozległej niziny. Rozczarowany wrócił do mistrza.

- Gdy robię dziesięć kroków, horyzont także przesuwa się do dziesięć kroków. Jak długo bym nie szedł, nigdy do niego nie dojdę!

- Tak, tak właśnie jest!

- Po co zatem ideały?

- Właśnie po to, aby cały czas iść.

Kiedy rzeka przestaje płynąć, staje się bagnem. Podobnie dzieje się z człowiekiem.

Modlitwa do Ducha Świętego odmówiona przez papieża Franciszka:

Duchu Boży, Panie, który jesteś w moim sercu i w sercu Kościoła, Ty, który prowadzisz Kościół naprzód, kształtując go w różnorodności, przyjdź. Potrzebujemy Ciebie jak wody, aby żyć: zstąp na nas ponownie i naucz nas jedności, odnów nasze serca i naucz nas kochać tak, jak Ty nas kochasz, przebaczać, jak Ty nam przebaczasz. Amen.

Drwale       

Dwóch drwali pracowało w tym samym lesie przy wyrębie drzew. Pnie drzew były ogromne, wytrzymałe i mocne. Obaj używali swych siekier z taką samą wprawą, ale każdy z nich używał innej techniki. Pierwszy uderzał w drzewo z niesłychaną wytrwałością, raz za razem, nie zatrzymując się, chyba że tylko na kilka sekund, by złapać oddech.

Drugi co godzinę robił przerwę w pracy.

O zmierzchu pierwszy był w połowie dzieła. Napocił się porządnie i nie dałby rady pracować nawet pięciu minut dłużej.

Drugi, choć to niewiarygodne, kończył ścinanie swego drzewa. Rozpoczęli razem i obydwa drzewa były dokładnie takie same.

Pierwszy nie wierzył własnym oczom.

- Nic z tego nie rozumiem! Co godzinę odpoczywałeś. Jak to możliwe, że skończyłeś tak szybko?

Tamten odparł z uśmiechem:

- Widziałeś, że co godzinę robiłem sobie odpoczynek. Nie zauważyłeś jednak, że wolny czas wykorzystywałem, aby podostrzyć siekierę.

Twój duch jest jak siekiera. Nie pozwalaj mu zardzewieć. Ostrz go trochę każdego dnia.

1. Zatrzymaj się na dziesięć minut, aby posłuchać muzyki.

2. Gdy tylko możesz, spaceruj.

 

3. Uściśnij każdego dnia drogie Ci osoby i powiedz każdej z nich: „Kocham cię”.

Menu

Statystyki






statystyka

Wyszukiwanie

 

Dzisiaj jest

poniedziałek,
18 listopada 2019

(322. dzień roku)

Święta

Poniedziałek, XXXIII Tydzień zwykły
Rok C, I
Wspomnienie bł. Karoliny Kózkówny, dziewicy i męcz.

 

Sonda

Czy chciał(a)byś uczestniczyć w Seminarium Odnowy Wiary?

Tak

Nie

A co to takiego?


Licznik

Liczba wyświetleń strony:
1653697

Zegar