• ółążść‡

     Od 20.10.2021 r. trwa budowa Parafialnego Domu Spotkań i Formacji w Krośnicy. Jesteśmy wdzięczni Bogu i ludziom za każdą pomoc materialną i duchową w realizacji tego dzieła. Wszystkich ofiarodawców i dobroczyńców otaczamy swoją nieustanną modlitwą. Planujemy także uwiecznić ich w postaci pamiątkowych cegiełek, które zostaną umieszczone na zewnętrznej ścianie budynku. Póki co jednak wciąż prosimy o każdy dar i pomoc tak materialną, jak i modlitewną.    W przedsionku kościoła przy makiecie naszego parafialnego Domu można złożyć ofiarę do przygotowanej skarbonki jednocześnie zabierając pamiątkową „wizytówkę”. Ofiarę można także składać bezpośrednio na konto nr:   63 8907 1089 2002 1000 1323 0002.   Lub dla euro:   36 8907 1089 2002 1000 1323 0003.

Serdeczne BÓG ZAPŁAĆ! 

Refleksja

W III Niedzielę Wielkanocną, którą przeżywamy jako Niedzielę Biblijną, słyszymy relację św. Jana o tym, jak zmartwychwstały Jezus trzeci raz ukazał się swoim uczniom. Siedmiu z nich dostąpiło tej łaski nad Morzem Tyberiadzkim po tym, jak w nocy nic nie złowili. Początkowo nie potrafili rozpoznać Zmartwychwstałego. Wszyscy jednak doświadczyli mocy i owocowania Jego słowa. Gdy posłuchali Jego podpowiedzi: „Zarzućcie sieć po prawej stronie łodzi, a znajdziecie”, wyciągnęli „na brzeg sieć pełną wielkich ryb w liczbie sto pięćdziesiąt trzy ”. Wskutek tego byli już nie tylko świadomi, lecz wręcz pewni obecności Jezusa pośród nich. Ewangelista stwierdza: „Żaden z uczniów nie odważył się zadać Mu pytania: «Kto Ty jesteś?», bo wiedzieli, że to jest Pan” (J 21,12). I zaraz potem wywiązał się niesamowity dialog Jezusa z Piotrem. Można powiedzieć, że Jezus zawarł z nim szczególne przymierze miłości, które zwieńczył wezwaniem skierowanym do Piotra: „Pójdź za Mną!”.

Na takiej drodze spotkania ze Zmartwychwstałym wiara uczniów została ugruntowana, a jej wyrazem są słowa Piotra i apostołów zapisane w Dziejach Apostolskich: „Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi. Bóg naszych ojców wskrzesił Jezusa, […] wywyższył Go na prawicę swoją jako Władcę i Zbawiciela […]. Dajemy temu świadectwo my właśnie oraz Duch Święty, którego Bóg udzielił tym, którzy są Mu posłuszni” (Dz 5,29–31).

W ten sposób Kościół, w ramach sprawowanej liturgii wielkanocnej uświadamia nam, co znamionuje dojrzałą wiarę: mocne przeświadczenie, że Jezus żyje i jest z nami, świadome przeżywanie Jego obecności, posłuszeństwo Jego słowu, zatroskanie o żywą więź z Jezusem i mężne świadectwo o Jego miłości. Nie wystarcza więc przyjść w niedzielę do świątyni na Mszę św., trzeba uczynić Jezusa Panem naszego życia, wziąć Jezusa w życie kapłańskie, zakonne, małżeńskie i rodzinne, i razem z Nim iść przez życie. Chodzi o ukierunkowanie życia na Jezusa. Zwłaszcza każdą niedzielę trzeba czynić prawdziwie Dniem Pańskim, dniem poświęconym Bogu. Taki dzień w rodzinie chrześcijańskiej oznacza zaangażowany udział w liturgii i w popołudniowym nabożeństwie, posiłek z modlitwą do Pana, wspólną rekreację i zakończenie dnia wspólną modlitwą.

Tydzień Biblijny, który dziś rozpoczynamy, może nas na nowo ku takiemu życiu zmobilizować. Na ogół Pismo św. już jest w naszych domach, stoi na półkach. Trzeba je tylko wziąć do rąk i czytać, samemu i we wspólnocie domowników. Przecież w spotkaniach ze Zmartwychwstałym apostołowie nade wszystko słuchali Pana. Dlatego trzeba i nam więcej słuchać Jezusa, aby znać Jego orędzie i poznać Jego wolę dotyczącą naszego życia. Trzeba Jezusowi zawierzyć, zdać się na Jego słowo – nie tylko wtedy, kiedy „połów ryb” nie jest udany, kiedy „w życiu idzie nam jak po grudzie”, w myśl zasady: Jak trwoga, to do Boga. Gdy wiedzie nam się dobrze, tym bardziej trzeba pytać o wolę Jezusa, aby nie ulec pokusie życia po swojemu, lecz żyć tak, jak chce nasz Pan.

bp Andrzej Czaja

 

Na wesoło

- Mamo, czy to prawda, że człowiek po śmierci w proch się obróci?

- Prawda synku.

- To u mnie pod łóżkiem ktoś umarł.

 

Mężczyzna z jednym zębem przychodzi do kościoła do spowiedzi. Wylicza grzechy i mówi do księdza:

- Ja chcę iść do piekła.

- Nie pójdzie pan, bo w piekle jest płacz i zgrzytanie zębów.

 

Opowiadanie

Pewna bardzo młodziutka chmurka (lecz, jak wiadomo, życie chmur jest krótkie i ulotne) po raz pierwszy płynęła po niebie w towarzystwie innych puchatych chmur o różnych kształtach.

Kiedy znalazły się nad ogromną pustynią Saharą, bardziej doświadczone chmury poganiały ją:

- Prędko! Prędko! Jeśli się tutaj zatrzymasz, jesteś zgubiona!

Chmurka była jednak bardzo ciekawska, tak jak wszyscy młodzi, i odpłynęła na skraj całej grupy, podobnej do stadka rozproszonych owiec.

- Co robisz? Ruszaj się! - zgromił ją z tyłu wiatr.

Lecz chmurka ujrzała już wydmy ze złotego piasku i ten widok ją zafascynował. Leciutko sfrunęła w dół. Wydmy wydawały się być złotymi obłokami pieszczonymi przez wiatr. Jedna z nich uśmiechnęła się.

- Witaj! - pozdrowiła grzecznie chmurkę.

Była to bardzo ładna, mała wydma, zaledwie ukształtowana przez wiatr, który  szarpał wciąż jej błyszczące włosy.

- Cześć. Nazywam się Ola - przedstawiła się chmurka.

- A ja Una - odpowiedziała wydma.

- Jak ci się tutaj wiedzie?

- No cóż... Słońce i wiatr. Jest trochę gorąco, ale jakoś sobie radzimy.
  A jak ty żyjesz?

- Słońce, wiatr... wielki wyścig na  niebie.

- Moje życie jest bardzo krótkie. Kiedy powróci wielki wiatr, na pewno zniknę.

- Przykro ci, prawda?

- Trochę. Wydaje mi się, że jestem całkiem bezużyteczna.

- Ja wkrótce przemienię się w deszcz i spadnę na ziemię. Takie jest moje przeznaczenie.

Wydma wahała się przez chwilę, a potem spytała:

- Czy wiesz, że nazywamy deszcz Rajem?

- Nie wiedziałam, że jestem taka ważna - zaśmiała się chmurka.

- Słyszałam opowieści o deszczu niektórych starych wydm.

- Podobno jest on bardzo piękny.

Po deszczu okrywamy się czymś takim, co się nazywa trawa i kwiaty.

- Tak, to prawda. Widziałam to.

- Ja prawdopodobnie, nigdy tego nie ujrzę - stwierdziła ze smutkiem wydma.

Chmurka zastanowiła się przez chwilę, a potem rzekła:

- Ja też mogłabym przecież zamienić się w deszcz...

- Ale wtedy umrzesz...

- Za to ty zakwitniesz - powiedziała chmurka i zamieniła się w deszczyk tęczowo lśniący na słońcu.

Następnego dnia małą wydmę pokryły kwiaty.

W jednej z najpiękniejszych modlitw jakie znam, są takie słowa:

"Panie, uczyń mnie lampą. Sama się spalę, lecz dam światło innym".

 

Refleksja

Od wielu lat II Niedziela Wielkanocna jest celebrowana w całej Polsce jako święto Miłosierdzia Bożego. Nietrudno zauważyć, że odczytywana w tę niedzielę Ewangelia o niewiernym Tomaszu prezentuje Chrystusa ukazującego się uczniom w sposób bardzo podobny do tego, w jaki przedstawia Go obraz namalowany na podstawie objawień św. siostry Faustyny. Przebite ręce, nogi i rozdarty bok rozświetlone są chwałą zmartwychwstania.

Chwała ta oznacza dla nas objawienie Bożego miłosierdzia i początek nowej rzeczywistości, którą znamionują bardzo konkretne przejawy Bożej łaskawości. Prosto wskazuje nań Matka Kościół w zanoszonej do Boga modlitwie dnia: „jak wielki jest Chrzest, przez który zostaliśmy oczyszczeni, jak potężny Duch, przez którego zostaliśmy odrodzeni, i jak cenna jest Krew, przez którą zostaliśmy odkupieni”. Trudno przecenić te święte dary Zmartwychwstałego, które są naszym udziałem: Nowe życie, Chrystusowy Duch i Krew Przymierza. Dlatego Kościół wzywa swe dzieci do okazania Bogu wdzięczności. Jednoznacznie brzmi refren psalmu responsoryjnego: „Dziękujcie Panu, bo jest miłosierny”. Analogiczną myśl przekazuje antyfona na wejście: „Radujcie się i dziękujcie Bogu, który was wezwał do królestwa niebieskiego. Alleluja”. Zasadnicze przesłanie liturgii Słowa Bożego rozwija się zaś w następujący sposób: u podstaw jest oznajmienie „szczęśliwi wierzący”! Mam tu na myśli błogosławieństwo Jezusa wypowiedziane po Tomaszowym wyznaniu „Pan mój i Bóg mój” – „Uwierzyłeś, bo Mnie ujrzałeś; błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”.

Wprawdzie w codziennym życiu pojawiają się różnorakie wątpliwości, czasem doskwiera myśl, że Tomaszowi było łatwiej, bo mógł włożyć palce w miejsce gwoździ i dłoń w przebity bok, nie znaczy to jednak, że jesteśmy w gorszej sytuacji. Wystarczy wspomnieć całe bogactwo doświadczenia miłości Jezusa w swoim życiu, jak doznaliśmy wielorakiego uzdrowienia, jak nieraz już położył na nas swoją prawicę, jak zanurzył nas w swej śmierci i zmartwychwstaniu w chwili chrztu, pozwolił nam doświadczyć potęgi swojego Ducha oraz życiodajności Ofiary Krzyżowej. Czyż to wszystko nie jest łaską analogiczną do tej, której dostąpił Tomasz?

Konkretne wezwanie zawarte jest też w słowach Jezusa: „Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam”. Chodzi o to, aby doświadczonemu miłosierdziu dać świadectwo. Chodzi o odniesienie do własnego doświadczenia Jezusa dawniej i dziś. Podpowiedź wyłania się pośrednio z Chrystusowych ofert: „Pokój wam”, „Weźmijcie Ducha Świętego”. Chodzi zatem o przyjęcie tego, co Chrystus oferuje. W tym moc naszej wiary. Jej źródło w Bożym miłosierdziu, a jej żywotność w otwarciu się na miłosierdzie, w świadczeniu o nim i w okazywaniu miłosierdzia.

Przeto zawołajmy u końca oktawy Wielkiej Nocy: Panie, przymnóż nam wiary. Niech wybrzmi w naszych sercach nie Tomaszowe, lecz nasze „Pan mój i Bóg mój” i niech wiara nasza owocuje wielką wyobraźnią miłosierdzia.

bp Andrzej Czaja

Na wesoło

Rozmowa w kancelarii parafialnej:

- Chciałbym z księdzem pogadać w trzy oczy.

- Jak to w trzy oczy? Chyba w cztery oczy?

- Nie, tylko w trzy, bo na to co zaproponuję jedno oko trzeba będzie przymknąć.

 

Osoba telefonuje do biura obsługi i mówi:

- Nie mogę połączyć się z Internetem.

- Czy poprawnie wpisała pani hasło?

- Tak, widziałam jak robił to mój mąż.

- A jakie jest to hasło?

- Pięć gwiazdek.

 

Opowiadanie

Gdzie niebo styka się z ziemią

W pewnym klasztorze żyli dwaj pobożni i uczeni mnisi. W bibliotece znaleźli oni starą księgę, w której wyczytali, że istnieje takie miejsce, gdzie niebo dotyka ziemi. Postanowili to miejsce styku nieba z ziemią znaleźć, aby wejść do radości Pana Boga.

Wędrowali więc po świecie, przemierzali góry i pustynie; przeżyli wiele niebezpieczeństw na lądzie i na morzu. Nigdy jednak nie utracili nadziei, pocieszali się w trudnych chwilach słowami: "Tam, gdzie niebo styka się z ziemią, będą drzwi, wystarczy zapukać i wejść!".

Nadzieja ich nie zawiodła, po wielu latach trudów znaleźli to miejsce. Z bijącym sercem stali przed drzwiami. Wreszcie zapukali, otworzyli i... znaleźli się w celi ich dawnego klasztoru. Wtedy dopiero zrozumieli - a byli to mnisi uczeni i pobożni - że miejsce, w którym niebo styka się z ziemią jest tam, gdzie Bóg nas postawił.

WIELKANOC 2022

Zabiliście Dawcę życia, ale Bóg wskrzesił Go z martwych…, gdyż niemożliwe było aby śmierć panowała nad Nim.  … Niech więc cały dom Izraela wie z niewzruszoną pewnością, że tego Jezusa, którego ukrzyżowaliście, uczynił Bóg i Panem, i Mesjaszem. (Dz)

Pokój wam! Alleluja!

Drodzy Parafianie i Goście!

Jezus żyje!

Te dwa, pełne nadziei, słowa mogą streścić niezliczoną ilość słów, które próbujemy zawrzeć w życzeniach wielkanocnych. Życzę Wam, aby dotarły one do głębi Waszych dusz i rozpaliły ogień, który próbują przygasić różne okoliczności naszego  życia. Niech Zmartwychwstały Pan uzdalnia Was do zwyczajnego uśmiechu i doceniania malutkich okruchów dobra. Niech nasz Pan podtrzymuje w nas nadzieję na ostateczne zwycięstwo dobra, prawdy i miłości.

Błogosławionego świętowania!

Bo jeśli wyznasz ustami, że Jezus jest Panem, i uwierzysz w sercu, że Bóg wskrzesił Go z martwych, będziesz zbawiony. Bo trzeba uwierzyć sercem, by zostać usprawiedliwionym, wyznać natomiast ustami, aby być zbawionym. Mówi bowiem Pismo: Nikt, kto wierzy w Niego się nie zawiedzie.

(Rz 10,9-11)

Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście...

MODLITWA SYNODALNA

W Kościele rozpoczął się (10.10.2021) Synod o synodalności. Sygnalizując na razie to ważne wydarzenie zachęcam wszystkich do modlitwy w tej intencji słowami św. Izydora:

     Stajemy przed Tobą, Duchu Święty, zgromadzeni w Imię Twoje. Z Tobą jedynie, który nas prowadzisz; zamieszkaj w naszych sercach, naucz nas drogi, którą mamy iść i jak mamy nią podążać. Jesteśmy słabi i grzeszni, nie dozwól, abyśmy wprowadzali nieład. Nie pozwól, by niewiedza sprowadziła nas na niewłaściwą drogę, albo stronniczość wpływała na nasze działania. Niech w Tobie odnajdziemy naszą jedność, abyśmy mogli razem podążać do życia wiecznego, i abyśmy nie zbaczali z drogi prawdy i tego, co jest słuszne. O to wszystko prosimy Ciebie, który działasz w każdym miejscu i czasie, w komunii Ojca i Syna, na wieki wieków. Amen.

Opowiadanie

Wizyta

Codziennie w południe pewien młody człowiek zjawiał się przy drzwiach kościoła i po kilku minutach odchodził. Nosił kraciastą koszulę i podarte dżinsy, tak jak wszyscy chłopcy w jego wieku. Miał w ręku papierową torebkę z bułkami na obiad. Proboszcz, trochę nieufny zapytał go kiedyś, po co tu przychodzi. Wiadomo, że w obecnych czasach istnieją ludzie, którzy okradają również kościoły.

- Przychodzę pomodlić się - odpowiedział chłopak.

- Pomodlić się... Jak możesz modlić się tak szybko? – powątpiewał kapłan.

- Och... codziennie zjawiam się w tym kościele w południe i mówię tylko:
"Jezu, przyszedł Jerzy", potem odchodzę. To maleńka modlitwa, ale jestem pewien, że On słucha – odpowiedział chłopak.

W kilka dni później, w wyniku wypadku przy pracy, chłopak został przewieziony do szpitala z bardzo bolesnymi złamaniami. Umieszczono go w pokoju razem z innymi chorymi. Jego przybycie zmieniło oddział. Po kilku dniach, jego pokój stał się miejscem spotkań pacjentów z tego samego korytarza. Młodzi i starzy spotykali się przy jego łóżku, a on miał uśmiech i słowo otuchy dla każdego.            

Przyszedł odwiedzić go również proboszcz i w towarzystwie pielęgniarki stanął przy łóżku chłopaka.

-Powiedziano mi, że jesteś cały pokiereszowany, ale że pomimo to wszystkim dodajesz otuchy. Jak to robisz? – zapytał kapłan.

-To dzięki Komuś, Kto przychodzi odwiedzić mnie w południe – odpowiedział Jerzy.

Pielęgniarka przerwała mu: Tu nikt nie przychodzi w południe...
Odparł szybko: O, tak! Przychodzi tu codziennie i stając w drzwiach mówi: "Jerzy, to Ja, Jezus"- i odchodzi.

Opowiadanie

Milczenie

- Dość! Mam ich naprawdę dość!

Wszyscy w niebie wstrzymali oddech. Nikt nie widział nigdy dotąd tak zagniewanego Jezusa. To właśnie On grzmiącym głosem okazał swój boski gniew.

- Przez trzydzieści trzy lata przebywałem wśród ludzi, mówiłem im wielokrotnie, że czyny są tysiąc razy ważniejsze od słów. Dlatego zostałem ukrzyżowany. Tłumaczyłem na wszystkie sposoby, że to nie po słowach i pustych ceremoniach będą oceniali moich uczniów, ale po tym, w jaki sposób będą okazywać miłość.  Prawie nikt tego nie zrozumiał! Głoszą kazania, śpiewają wzruszające hymny, uczestniczą w przejmujących nabożeństwach, a tak mało czynią!

- Co zamierzasz zrobić, Jezu? – spytał nieśmiało jakiś anioł.

- Odbiorę im mowę… Jak to się stało z Zachariaszem, ojcem Jana Chrzciciela!

Tak zdecydował Jezus i odebrał wszystkim chrześcijanom zdolność mówienia. Nagle w całym świecie wśród wszystkich wierzących w Chrystusa zapanowało wielkie milczenie.

W pierwszym momencie ludzie zdumieli się. Wielu pobiegło do aptek, by kupić syrop i pastylki na ból gardła. Popyt na zioła i miód też był ogromny. Potem zaczęto się martwić, aż w końcu ludzi ogarnęło przerażenie. Jak mogli modlić się bez słów? Jak mogli powiedzieć Jezusowi i bliźnim, że ich kochają? Wielcy teolodzy nie mogli nawet wypowiedzieć słowa „transsubstancjacja” (czyli „przeistoczenie”), a kaznodzieje bez wzniosłych określeń i głębokich pojęć czuli się bezrobotni. Zwykli ludzie nie potrafili się kłócić. Co gorsza, nie wiedzieli, jak wyrazić solidarność, pociechę, współczucie i jedność. W wyniku przemyśleń doszli do prostego wniosku: „To, czego nie możemy wypowiedzieć słowami, możemy przekazać za pomocą czynów”.

Wielu tak właśnie sądziło. Wybitni mistrzowie słowa stali się spontaniczni i szczerzy, nauczyli się wyrażać siebie, posługując się spojrzeniem, uśmiechem, czułością, gestami dobroci. Na wydziałach teologicznych uniwersytetów otwarto stołówki i schroniska dla biednych i bezdomnych. Również nauka katechizmu stała się radosna, przeplatana zabawą. Wielu czuło się zawstydzonych, wspominając, jak łatwo kłamało się za pomocą słów. W niektórych gazetach ukazały się artykułu zatytułowane „Patrzcie, jak oni się miłują!”.

Coraz więcej ludzi uznawało taki sposób wyrażania wiary za bardzo interesujący. Przyciągała ich atmosfera przyjaźni, pokoju, prawdziwej gościnności, jaką oddychało się wśród uczniów Jezusa. Gdy po pewnym czasie Jezus zwrócił im możliwość posługiwania się słowami, byli niemal zasmuceni. W czasie wielkiego milczenia doświadczyli, ile czułości jest w wierze chrześcijańskiej.

Opowiadanie

Łza pustyni

W Marrakeszu pewien misjonarz zauważył leżącego człowieka, który głaskał ręką piasek, a ucho przykładał do ziemi. Misjonarz zainteresowany tym dziwnym zachowaniem, zapytał:

- Co pan robi?

- Towarzyszę pustyni i łączę się z nią w jej samotności i płaczu

- Nie wiedziałem, że pustynia płacze.

- Płacze każdego dnia. Ma wielkie pragnienie – chciałaby być pożyteczna dla człowieka i zamieniać się w ogromny ogród, w którym byłoby uprawiane zboże, rosłyby kwiaty oraz pasałyby się owce.

- Mam do pana prośbę. Proszę powiedzieć pustyni, że rolę, która została jej powierzona, wypełnia bardzo dobrze. Jej otwarta przestrzeń pozwala mi zrozumieć, jak mali jesteśmy przed Bogiem. Kiedy patrzę na jej piasek, wyobrażam sobie miliony ludzi, którzy zostali stworzeni jako równi sobie, i myślę, że nie zawsze świat traktuje ich w sposób jednakowy. Wzniesienia pustynne pomagają mi medytować. Kiedy widzę wschodzące na horyzoncie słońce, moja dusza wypełnia się radością, a ja czuję się bliżej Boga.

Następnego ranka misjonarz ponownie spotkał mężczyznę w tym samym miejscu i w tej samej pozycji.

- Czy przekazał pan pustyni wszystko to, co wczoraj jej przekazałem?

Człowiek przytaknął głową.

- I nadal płacze?

- Tak. Teraz płacze, ponieważ tysiące lat żyła w przekonaniu, że jest całkowicie bezużyteczna, i cały ten czas zmarnowała na przeklinaniu Boga i swojego losu.

- Niech więc pan jej powie, że również człowiek często sądzi, że jest bezużyteczny. Rzadko odkrywa sens swojego przeznaczenia i myśli, że Bóg był wobec niego niesprawiedliwy.

- Nie wiem, czy pustynię przekonają te argumenty – powiedział człowiek

- Doszliśmy do chwili, aby zrobić to, co czynię wtedy, kiedy mam wrażenie, że ludzie stracili już nadzieję. Pomódlmy się.

Uklękli i obaj się pomodlili.

Następnego dnia, kiedy misjonarz odbywał poranny spacer, w miejscu, w którym wcześniej spotykał owego człowieka wytrysnęło źródło. W kolejnych miesiącach stawało się coraz większe i mieszkańcy okolicy wybudowali wokół niego studnię.

Beduini nazwali tę studnię Łzą Pustyni. Mówią, że wszyscy, którzy piją z niej wodę, potrafią zamienić swoje cierpienie w powód do radości.

Plan

Podczas Wniebowstąpienia Jezus rzucił okiem w kierunku ziemi znikającej w ciemności. Tylko nieliczne, maleńkie światła błyszczały nieśmiało w mieście Jeruzalem. Archanioł Gabriel, który przybył na powitanie Jezusa, zapytał:

- Panie, co to za światełka?

- To moi uczniowie, zgromadzeni na modlitwie wokół mojej Matki. Mam plan, że jak tylko wstąpię do nieba, wyślę im mojego Ducha Świętego, aby te drżące płomyczki stały się nieugaszonym ogniem, powoli rozpalającym miłość wśród wszystkich narodów ziemi!

Archanioł Gabriel ośmielił się ponownie zapytać:

- A co zrobisz, Panie, jeśli ten plan się nie powiedzie?

Po chwili ciszy Pan odpowiedział mu łagodnie:

- Ale Ja nie mam innego planu...

 

Jesteś małą lampeczką, drżącą pośród niezmierzonego mroku. Ale stanowisz część Bożego planu. I jesteś niezastąpiony. Ponieważ nie ma innego planu.

Ideały

Pewien mistrz uczył, że nie można żyć bez ideałów, celu, marzeń. Aby wytłumaczyć nieustraszonemu młodzieńcowi niezbędność ideałów, wskazał mu błękitną linię horyzontu.

- Tam masz dojść, to twój cel!

Młodzieniec szedł szybkim krokiem. Dotarł do pierwszych wzgórz, ale błękitna linia przesunęła się na górski łańcuch. Młodzieniec ruszył w dalszą drogę, ale błękitna linia była już za górami, na końcu rozległej niziny. Rozczarowany wrócił do mistrza.

- Gdy robię dziesięć kroków, horyzont także przesuwa się do dziesięć kroków. Jak długo bym nie szedł, nigdy do niego nie dojdę!

- Tak, tak właśnie jest!

- Po co zatem ideały?

- Właśnie po to, aby cały czas iść.

Kiedy rzeka przestaje płynąć, staje się bagnem. Podobnie dzieje się z człowiekiem.

Drwale       

Dwóch drwali pracowało w tym samym lesie przy wyrębie drzew. Pnie drzew były ogromne, wytrzymałe i mocne. Obaj używali swych siekier z taką samą wprawą, ale każdy z nich używał innej techniki. Pierwszy uderzał w drzewo z niesłychaną wytrwałością, raz za razem, nie zatrzymując się, chyba że tylko na kilka sekund, by złapać oddech.

Drugi co godzinę robił przerwę w pracy.

O zmierzchu pierwszy był w połowie dzieła. Napocił się porządnie i nie dałby rady pracować nawet pięciu minut dłużej.

Drugi, choć to niewiarygodne, kończył ścinanie swego drzewa. Rozpoczęli razem i obydwa drzewa były dokładnie takie same.

Pierwszy nie wierzył własnym oczom.

- Nic z tego nie rozumiem! Co godzinę odpoczywałeś. Jak to możliwe, że skończyłeś tak szybko?

Tamten odparł z uśmiechem:

- Widziałeś, że co godzinę robiłem sobie odpoczynek. Nie zauważyłeś jednak, że wolny czas wykorzystywałem, aby podostrzyć siekierę.

Twój duch jest jak siekiera. Nie pozwalaj mu zardzewieć. Ostrz go trochę każdego dnia.

1. Zatrzymaj się na dziesięć minut, aby posłuchać muzyki.

2. Gdy tylko możesz, spaceruj.

3. Uściśnij każdego dnia drogie Ci osoby i powiedz każdej z nich: „Kocham cię”.

Menu

Statystyki






statystyka

Wyszukiwanie

 

Dzisiaj jest

poniedziałek,
16 maja 2022

(136. dzień roku)

Święta

Poniedziałek, V Tydzień Wielkanocny
Rok C, II
Święto św. Andrzeja Boboli, prezb. i męcz.

 

Sonda



Licznik

Liczba wyświetleń strony:
1873243

Zegar