• ółążść‡

KOMUNIKAT BISKUPA OPOLSKIEGO

O ŚMIERCI I POGRZEBIE ŚP. BP. JANA BAGIŃSKIEGO

Drodzy Diecezjanie,

Z głębokim żalem informuję, że 19 maja 2019 r. odszedł do Pana w 87. roku życia, 63. roku kapłaństwa i 34. roku biskupstwa – emerytowany opolski biskup pomocniczy Jan Bagiński.

Biskup Jan urodził się 31 maja 1932 r. w Kamionce na Wołyniu. W 1943 r. wraz z rodziną zbiegł z rodzinnej miejscowości, dzięki czemu uratował się przed napadem banderowców. Po wojennej tułaczce osiadł z rodziną w 1946 r. w Opolu. W latach 1947–1951 uczęszczał do II Męskiego Liceum Ogólnokształcącego w Opolu, gdzie złożył egzamin dojrzałości. 

W latach 1951–1956 odbył studia filozoficzno-teologiczne w Wyższym Seminarium Duchownym Śląska Opolskiego w Nysie i w Opolu. Święceń prezbiteratu udzielił mu 17 czerwca 1956 r. w kościele Podwyższenia Krzyża św.

w Opolu biskup częstochowski Zdzisław Goliński.

W latach 1956–1958 pracował jako wikariusz w parafii św. Mikołaja w Pyskowicach. Jednocześnie realizował zadanie budowy kościoła filialnego w Pniowach na terenie sąsiedniej parafii św. Marcina w Paczynie. Następnie w latach 1958–1959 był wikariuszem w parafii Matki Boskiej Nieustającej Pomocy w Opolu.

W latach 1976–1985 pełnił funkcję proboszcza parafii Matki Bożej Wspomożenia Wiernych w Kluczborku. W 1979 r. został mianowany dziekanem kluczborskim, a w roku 1981 dziekanem kluczborskiego rejonu duszpasterskiego. Od roku 1979 był ponadto konsultorem diecezjalnym. W 1981 r. otrzymał godność kapelana honorowego Jego Świątobliwości.

W latach 1959–1976 pracował w seminarium duchownym w Nysie na stanowisku wykładowcy języka łacińskiego i prefekta alumnów. Od roku 1973 piastował również stanowisko wicerektora seminarium. W tym czasie był inwigilowany przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa. Instytut Pamięci Narodowej nadał mu status pokrzywdzonego.

15 sierpnia 1985 r. otrzymał święcenia biskupie w katedrze Podwyższenia Krzyża św. w Opolu. Udzielił mu ich kardynał Józef Glemp, ówczesny prymas Polski; współkonsekratorami byli kard. Henryk Gulbinowicz, metropolita wrocławski i bp Alfons Nossol, biskup opolski. Odtąd posługa biskupia, związana przede wszystkim z wizytacjami w parafii, udzielaniem sakramentu bierzmowania, celebrowaniem różnych uroczystości w parafiach wypełniała życie biskupa Jana. Chętnie podejmował się różnorodnych posług w myśl swojego zawołania biskupiego „Servire Deo et populo” (Służyć Bogu i ludziom). W kurii biskupiej sprawował urząd przewodniczącego Wydziału Duszpasterskiego. Do jego kompetencji należały sprawy duszpasterstwa ogólnego i sakramentalne, sprawy rodzinne, charytatywne, misyjne i zakonne. Oprócz tego szczególną opiekę sprawował nad kluczborskim rejonem duszpasterskim. Cenił sobie żywy kontakt z duszpasterzami i wiernymi, radośnie głosił Słowo Boże, kierował do wiernych listy pełne pasterskiej troski i dzielił ich radości, przewodnicząc wielu diecezjalnym i parafialnym uroczystościom.

14 sierpnia 2009 r. papież Benedykt XVI przyjął jego rezygnację z obowiązków biskupa pomocniczego diecezji opolskiej. Mimo przejścia w stan spoczynku, nadal – o ile pozwalały mu siły – aktywnie uczestniczył w życiu diecezji.

W okresie choroby doświadczał pamięci, modlitwy i życzliwości duszpasterzy, personelu Domu Księży Emerytów w Opolu i diecezjan – za co pragnę w Jego imieniu wszystkim Wam z serca podziękować. Zmagający się w ostatnich latach z fizyczną słabością i utrudzony chorobą, w niedzielny wieczór 19 maja br., zaopatrzony świętymi sakramentami, zakończył swoją ziemską wędrówkę.

Uroczystości pogrzebowe śp. biskupa Jana Bagińskiego odbędą się w niedzielę 26 maja i w poniedziałek 27 maja 2019 r. w Opolu. W niedzielę o godz. 14.30 mieszkańcy Domu Księży Emerytów pożegnają modlitwą trumnę z ciałem śp. biskupa Jana, po czym o godz. 15.00 zostanie ona wystawiona w kościele św. Aleksego. Po modlitewnym czuwaniu, o godz. 16.30, nastąpi wyprowadzenie trumny do katedry (eksporta), gdzie zostanie odprawiona Msza św. Trumna będzie wystawiona w katedrze do godz. 21.00 dla wszystkich, którzy zechcą tego wieczoru towarzyszyć modlitwą Zmarłemu. W poniedziałek 27 maja o godz. 9.00 rozpocznie się czuwanie modlitewne przy trumnie w kościele Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Opolu, przy Placu Mickiewicza. O godz. 11.00 zostanie odprawiona Msza św. pogrzebowa, po której ciało śp. biskupa Jana spocznie w grobie przy tamtejszym kościele.

Wszystkich Diecezjan zapraszam na uroczystości pogrzebowe i proszę o jedność w modlitwie za zmarłego biskupa Jana. Duszpasterzy proszę ponadto o odprawienie w dogodnym czasie we wszystkich parafiach diecezji Mszy św. w intencji naszego zmarłego Biskupa Seniora.

Polecajmy śp. biskupa Jana Miłosierdziu Bożemu: Boże, Ty obdarzyłeś biskupią godnością swojego sługę biskupa Jana i dałeś mu udział w kapłaństwie Apostołów, * włącz go na wieki do ich społeczności. Wieczny odpoczynek racz mu dać, Panie…

Wasz biskup

† Andrzej Czaja

Opole, 21.05.2019

Opowiadanie

Gwiazdy

Kryzys mocno dawał się we znaki. Wszyscy w rodzinie byli nim udręczeni. Tata przeszedł na zasiłek dla bezrobotnych i od pewnego czasu w domu mówiło się tylko o tym, że trzeba jeszcze bardziej oszczędzać.

Podczas kolacji panowała nieznośna cisza. Nikomu nie chciało się rozmawiać. Nagle mama klasnęła w dłonie, by zwrócić uwagę całej rodziny.

- Wstajemy i wychodzimy na dwór!

Zdziwieni, wszyscy wyszli z mamą z mieszkania do niewielkiego ogródka

- Spójrzcie na niebo! – poleciła mama.

Wszyscy spojrzeli w górę. Olbrzymia, czarna, aksamitna kopuła nieba pulsowała żywymi i migoczącymi gwiazdami. Patrząc na nie, można było doznać zawrotu głowy, jak gdyby ten połyskujący pułap chciał porwać wszystkich w bezkresny wir. Poczuli się tacy mali. Przytulili się do siebie, zastygając w uścisku. Odżyli, owładnięci tym niewiarygodnym widowiskiem. Wszystko było takie ogromne, bezkresne, że traciło się poczucie czasu. Otwierały się umysły, a serca napełniały się nową odwagą. Niebo wyglądało niczym wielki bilbord z reklamą nadziei.

- Gwiazdy są widoczne nocą – wyszeptała wyraźnie wzruszona mama.


Papież Franciszek o Duchu Świętym

„Wszyscy troszczymy się o to, by dzieci były chrzczone, i jest to rzecz dobra, ale być może nie troszczymy się w takim samym stopniu o to, by przyjęły bierzmowanie. W tej sytuacji zatrzymają się w połowie drogi i nie otrzymają Ducha Świętego, który jest bardzo ważny w życiu chrześcijańskim, ponieważ daje nam siłę, byśmy szli naprzód. Zastanówmy się chwilę, każdy z nas: czy naprawdę troszczymy się o to, by nasze dzieci, nasi chłopcy i dziewczęta przyjęli bierzmowanie? To jest ważne, to ważne! I jeśli w waszych domach są jeszcze dzieci, chłopcy i dziewczęta, którzy nie przyjęli jeszcze bierzmowania, a są w wieku, w którym się je przyjmuje, zróbcie wszystko, co w waszej mocy, by dopełnili wtajemniczenie chrześcijańskie i otrzymali moc Ducha Świętego. To ważne!” 


Złota myśl tygodnia

Człowiek został stworzony przez miłość, dlatego ona tak bardzo go pociąga (św. Jan Maria Vianney).

Opowiadanie

Trzy sznurki

- Święty Jan Bosko bardzo troszczył się o chłopców i przede wszystkim pragnął im pomagać. Uczył ich, jak być dobrymi i jak wzrastać w wierze chrześcijańskiej. Dlatego też tłumaczył im znaczenie sakramentu pokuty. Właśnie dlatego pewnego razu opowiedział im swój dziwny sen:

„Śniło mi się, że znajduję się w kościele pośród tłumu chłopców, którzy przygotowywali się do spowiedzi. Wielu z nich otaczało mój konfesjonał. W pewnym momencie ujrzałem zdumiony, że wielu chłopców miało wokół szyi trzy sznurki

- Dlaczego nosisz te sznurki na szyi? – spytałem jednego – Zdejmij je!

- Nie mogę! – odpowiedział – Ze mną jest ktoś, kto je trzyma!

Zbliżyłem się i zobaczyłem, że zza pleców chłopca wystawały dwa duże rogi. Spojrzałem uważniej i zauważyłem, że sznurki trzymał w swoich pazurach okropny potwór o strasznym pysku.

Posłałem ministranta po wodę święconą. W tym czasie spostrzegłem, że wielu innych chłopców miało na plecach podobnego potwora. Trzymając kropidło niczym broń, spytałem jednego z potworów:

- Kim jesteś?

Bestia, zgrzytając zębami, skręciła się w straszliwy sposób i nagle zauważyłem, że trzyma w ręce trzy sznurki, przypominające sznurki marionetki

- Co robisz z tymi sznurkami? Mów, w przeciwnym razie poleję cię wodą święconą! – zagroziłem.

Potwór skulił się przerażony.

- Pierwszy sznurek odciąga chłopców od wyznania wszystkich grzechów – drżąc, odpowiedział.

- A drugi?

- Drugi sprawia, że zanika wszelki żal za grzechy.

- A trzeci? – nalegałem.

- Nie powiem ci tego! – odpowiedziała szorstko bestia.

- Wobec tego zrobię ci kąpiel w wodzie święconej! – powiedziałem

- Nie, nie! Już mówię. Trzeci przeszkadza chłopcom w mocnym postanowieniu poprawy i wysłuchaniu pouczenia spowiednika.

Teraz wiedziałem już wystarczająco dużo. Podniosłem kropidło i pokropiłem wodą święconą bestię oraz jej towarzyszy. W jednym momencie potwory uciekły, wydając okrzyk tak przeraźliwy, że się obudziłem”.

Refleksja

Ksiądz Tomaš Halík w książce „Dotknij ran” pokazuje, że chrześcijanie często nie chcą pamiętać lub wręcz buntują się przeciw temu, że fundamentem ich wiary jest Krzyż  - czyli cierpienie i rany. To rany przekonały niewiernego Tomasza, że Chrystus zmartwychwstał. Współczesny świat oferuje nam „wiary” lekkie, łatwe i przyjemne, ale czy można się na nich oprzeć w trudnych chwilach? Halík zastanawia się, czy i jak zraniony Chrystus może przemówić do nas, ludzi XXI wieku. Odpowiedź na to pytanie wydaje się przynosić dzisiejsza liturgia słowa.

Spotkanie ze Zmartwychwstałym Mistrzem porusza i odmienia Tomasza. Kiedy spotyka się oko w oko, już nie chce dotykać Jego ran. Patrząc na nie zrozumiał, że życie jest mocniejsze niż rany, że można żyć z ranami. Stąd daje odpowiedź: „Pan mój i Bóg mój!”.

W Jezusie spotykają się i stykają rany człowieka z ranami Boga. Bóg pokazuje, że siła Jego miłości jest „cięższa od ran”. A ta miłość nosi imię Boże miłosierdzie. W jednym z wywiadów na pytanie: „Czym dla Księdza jest Boże Miłosierdzie?” ks. Feliks Folejewski, pallotyn, zwany warszawskim apostołem Miłosierdzia Bożego, tak odpowiedział: „To jest dar, ale i zadanie. Miłosierdzie Boże to nie znaczy, że Bóg przymyka oczy na nasze grzechy i że można Go lekceważyć. Miłosierdzie Boże jest wychowywaniem do coraz większej delikatności wobec Bożej miłości. Jeśli mam świadomość, że ktoś mnie kocha, to byłbym ostatnim niewdzięcznikiem, bym jednocześnie godził w tę miłość. Ta zasada dotyczy także np. miłości małżeńskiej”. I dalej mówił: „Pamiętam, jak mój znajomy, ksiądz proboszcz Kazimierz Hamerschmidt, napisał na swoim obrazku z okazji 50-lecia kapłaństwa: „Nie ma zasług, jest tylko dług spłacany Bogu i ludziom”.

Pełnym objawieniem miłosierdzia Bożego jest śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa. Misterium paschalne ukazuje wielkość miłości Boga do człowieka, który „własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wydał”. Jako chrześcijanie mamy najpierw uwielbiać Boga w tajemnicy Jego nieskończonego miłosierdzia. A następnie to miłosierdzie wzywa nas do tego, byśmy sami, doświadczywszy, stawali się miłosierni wobec innych przez słowo, czyn i modlitwę

ks. Leszek Smoliński

Opowiadanie

Pamiątka anioła

W pewien słoneczny, łagodny, jasny i spokojny dzień zstąpił z nieba anioł. Przybywszy na ten wiekowy już świat, zaczął się włóczyć po polach i lasach, po miastach i wioskach. Tuż po zachodzie słońca rozłożył skrzydła i pomyślał: „Moje odwiedziny dobiegają końca i muszę wrócić do niebiańskiego świata. Zanim jednak odejdę, muszę znaleźć coś, co będzie mi przypominać spędzony tutaj czas”.

- Jak piękne i pachnące są te kwiaty! – wykrzyknął anioł, spoglądając na wspaniale kwitnący ogród. Zerwał najpiękniejsze róże, by zrobić z nich bukiet, po czym stwierdził:

- Nie widzę niczego innego, co byłoby równie piękne i pachnące jak te róże, dlatego zabiorę je ze sobą.

Rozglądając się jednak dalej, zobaczył dziecko o przecudnych oczach i zaróżowionych policzkach, które patrząc w twarz swojej matki, uśmiechało się pogodnie. Anioł zachwycił się”

- Ach! Uśmiech tego dziecka jest jeszcze piękniejszy niż bukiet róż. Wezmę i ten uśmiech!

Potem spojrzał za kołyskę i zobaczył tam miłość matki, która płynęła w kierunku dziecka, spokojnie i nieustannie niczym przejrzysta woda strumyka.

- Ach! – wzruszył się – Miłość tej matki jest czymś najpiękniejszym, co widziałem na ziemi. Zabiorę ze sobą i tę miłość.

Anioł, z trzema skarbami w ręku, rozpoczął lot ku perłowym wrotom niebios. Zanim je przekroczył, zatrzymał się i powiedział do siebie: „Zanim wejdę, spojrzę jeszcze na pamiątki, które zabrałem”.

Wówczas zauważył, że kwiaty straciły swoją świeżość, a uśmiech dziecka wyblakł. Spojrzał także na miłość matki i zobaczył, że ciągle była tak samo piękna, jak przedtem. Wtedy odrzucił zwiędłe kwiaty oraz wyblakły uśmiech dziecka i przeleciał przez otwartą bramę nieba.

Następnie zebrał wszystkie zastępy anielskie i powiedział:

- Oto jedyna rzecz, którą znalazłem na ziemi i która nadal pozostaje piękna – to miłość matki.

Tak. Jezus naprawdę żyje. Zmartwychwstał. Ten fakt zmienia wszystko. Może nawet przewraca do góry nogami całe nasze życie i myślenie. Ale czy jest to powód do obaw? Raczej do radości i nadziei! Oby tak było w naszym życiu. Chyba, że chcesz trwać w złu –  wtedy rzeczywiście pozostajesz w grobie beznadziei…

W tym dniu wspaniałym wszyscy się weselmy!

Alleluja, alleluja, alleluja!

Refleksja

Radość Niedzieli Palmowej różni się od radości Poranka Wielkanocnego. Jest zapowiedzią, tamta zaś pełnią, wypełnieniem mesjańskich obietnic. Jest pełna nadziei, tamta – pewności. Posiada cechy triumfu, tamta jest triumfem. Pełna jeszcze ukrytego lęku i napięcia, tamta – zwycięska, przepojona wolnością i pokojem. Prowadzi do Jerozolimy, tamta – do Nieba. Między radością procesji z palmami a radością procesji rezurekcyjnej rozgrywa się dramat, dramat męki Jezusa: passio.

Kiedy ludzie dowiedzieli się, że Jezus przybywa do Jerozolimy, wzięli gałązki palmowe, wybiegli Mu naprzeciw i wołali: Hosanna! „Błogosławiony Król, który przychodzi w imię Pańskie. Pokój w niebie i chwała na wysokościach”. Te radosne okrzyki wznosi „całe mnóstwo uczniów”. Są to uczniowie Jezusa. Tłum daje się ogarnąć i porwać tej fali radości. Ale nie wszyscy. Są i tacy, którzy wyrażają swoje niezadowolenie.

Na początku Wielkiego Tygodnia Kościół święci palmy – symbol zwycięstwa. Botanicy znają wiele gatunków palm. Najbardziej znacząca jest jednak palma daktylowa. Arabowie nazywają ją królem oazy, „który zanurza swoje stopy w wodzie, a swoją głowę w ogniu nieba”. Żadna wichura nie jest w stanie ani złamać tego wspaniałego drzewa, ani wyrwać go z korzeniami, ani ogołocić z liści. Opiera się każdej nawałnicy, chociażby jej siła zginała ją niemal do samej ziemi. Jest długowieczna – rośnie dwieście, a nawet trzysta lat. Gałązki palmowe – zawsze zielone – są symbolem głoszącym nadzieję zwycięstwa. „Sprawiedliwy zakwitnie jak palma” (Ps 92,13). W Apokalipsie męczennicy trzymają w rękach palmy, co oznacza, że otrzymują już zapłatę zwycięzców – wieczną nagrodę (Ap 7,9).

Ojcowie Kościoła tekst z Pieśni nad Pieśniami „Wespnę się na palmę, pochwycę gałązki jej owocem brzemienne” (Pnp 7,9) odnosili do Chrystusa, który na drzewie krzyża ofiaruje tęskniącej Oblubienicy – Kościołowi owoce swej zbawczej śmierci.

W tygodniu, który ma nas przygotować poprzez Triduum Paschalne na przyjęcie pełni radości Zmartwychwstania, powróćmy do postawy uwielbienia Boga – może kiedyś żywej i owocującej dobrymi czynami. Do entuzjazmu. Odkryjmy w sobie na nowo obecność Ducha Świętego, który umacnia naszą wiarę, daje sercu pokój i podtrzymuje zapał miłowania braci.

ks. Tadeusz Czakański

Opowiadanie

Legenda o niezapominajce

Pewnego dnia leśna wróżka podarowała pasterzowi w dowód wdzięczności błękitny kwiat. Pasterz nie bardzo wiedział, co z nim zrobić, przywiązał go więc do pasterskiego kija. Kiedy wędrował, przypadkowo dotknął nim skały, która nagle się otworzyła. Spoglądając w głąb jaskini, pasterz zobaczył tajemnicze drzwi. Kiedy je otworzył, nie wierzył własnym oczom – były tam góry błyszczących się i mieniących się skarbów. Okazało się, że wszedł do kryjówki bandy straszliwych rozbójników.

Pasterz odłożył do kąta swój pasterski kij, do którego przywiązał kwiat, i zaczął napełniać kosztownościami kieszenie spodni. Zdjął też koszulę, aby i do niej nabrać złota i srebra. Ręce miał pełne skarbów i nie miał jak wziąć pasterskiego kija. Gdy wychodził z groty, usłyszał delikatny głosik pochodzący od drobnego błękitnego kwiatu:

- Nie zapomnij o mnie!

Pasterz jednak był tak zajęty zebranym bogactwem, że zupełnie zapomniał o swoim drewnianym pasterskim kiju. Kiedy tylko wyszedł na zewnątrz, skała się zamknęła. Naraz usłyszał głośny szczęk broni oraz stukot koni, które zwiastowały rozbójników, wracających z jednej ze swych krwawych wypraw. Przepełniony lękiem pasterz porzucił skarby i ile sił w nogach zaczął uciekać po stromych zboczach góry. Dopiero kiedy był już bezpieczny w swojej wiosce, zrozumiał, ze zapomniał o tym, co najważniejsze – o małym błękitnym kwiatku, który pozwoliłby mu otwierać wszelkie drzwi. Niestety było już za późno.


„Tylko dwie rzeczy są nieskończone: Wszechświat i ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej” (Albert Einstein).

Refleksja

W przypowieści o synu marnotrawnym nie występuje ani razu słowo „sprawiedliwość”, podobnie jak w tekście oryginalnym nie ma też wyrażenia „miłosierdzie”. A jednak w sposób ogromnie precyzyjny stosunek sprawiedliwości do tej miłości, która objawia się jako miłosierdzie, zostaje wpisany w samą treść ewangelicznej przypowieści. Tym jaśniej widać, iż miłość staje się miłosierdziem wówczas, gdy wypada jej przekroczyć ścisłą miarę sprawiedliwości, ścisłą, a czasem nazbyt wąską. Syn marnotrawny z chwilą utraty wszystkiego, co otrzymał od ojca, zasługuje na to, ażeby - po powrocie - pracując w domu ojca jako najemnik, zapracował na życie i ewentualnie stopniowo dopracował się jakiegoś zasobu dóbr materialnych, chyba nigdy już w, takiej ilości, w jakiej zostały one przez niego roztrwonione. Tego domagałby się porządek sprawiedliwości. Postępowanie to, które w jego własnym poczuciu pozbawiło go godności syna, nie mogło być obojętne dla ojca. Musiało go boleć.

Nie ulega wszak wątpliwości, iż w tej prostej, a tak wnikliwej analogii postać ojca odsłania nam Boga, który jest Ojcem. Ojciec marnotrawnego syna jest wierny swojemu ojcostwu, wierny tej swojej miłości, którą obdarzał go jako syna. Ta wierność wyraża się w przypowieści nie tylko natychmiastową gotowością przyjęcia go do domu, gdy wraca roztrwoniwszy majątek. Wyraża się ona jeszcze pełniej ową radością, owym tak szczodrym obdarowaniem marnotrawcy po powrocie, że to aż budzi sprzeciw i zazdrość starszego brata, który nigdy nie odszedł od Ojca i nie porzucił jego domu.

Tego, co się dokonało pomiędzy ojcem a synem z Chrystusowej przypowieści, nie sposób ocenić „od zewnątrz”. Nasze uprzedzenia na temat miłosierdzia są najczęściej wynikiem takiej właśnie zewnętrznej tylko oceny. Relacja miłosierdzia opiera się na wspólnym przeżyciu tego dobra, jakim jest człowiek, na wspólnym doświadczeniu tej godności, jaka jest jemu właściwa. To wspólne doświadczenie sprawia, że syn marnotrawny zaczyna widzieć siebie i swoje czyny w całej prawdzie (takie widzenie w prawdzie jest autentyczną pokorą); dla ojca zaś właśnie z tego powodu staje się on dobrem szczególnym: tak bardzo widzi to dobro, które się dokonało na skutek ukrytego promieniowania prawdy i miłości, że jak gdyby zapomina o całym złu, którego przedtem dopuścił się syn.

św. Jan Paweł II

Opowiadanie

Milczenie

- Dość! Mam ich naprawdę dość!

Wszyscy w niebie wstrzymali oddech. Nikt nie widział nigdy dotąd tak zagniewanego Jezusa. To właśnie On grzmiącym głosem okazał swój boski gniew.

- Przez trzydzieści trzy lata przebywałem wśród ludzi, mówiłem im wielokrotnie, że czyny są tysiąc razy ważniejsze od słów. Dlatego zostałem ukrzyżowany. Tłumaczyłem na wszystkie sposoby, że to nie po słowach i pustych ceremoniach będą oceniali moich uczniów, ale po tym, w jaki sposób będą okazywać miłość.  Prawie nikt tego nie zrozumiał! Głoszą kazania, śpiewają wzruszające hymny, uczestniczą w przejmujących nabożeństwach, a tak mało czynią!

- Co zamierzasz zrobić, Jezu? – spytał nieśmiało jakiś anioł.

- Odbiorę im mowę… Jak to się stało z Zachariaszem, ojcem Jana Chrzciciela!

Tak zdecydował Jezus i odebrał wszystkim chrześcijanom zdolność mówienia. Nagle w całym świecie wśród wszystkich wierzących w Chrystusa zapanowało wielkie milczenie.

W pierwszym momencie ludzie zdumieli się. Wielu pobiegło do aptek, by kupić syrop i pastylki na ból gardła. Popyt na zioła i miód też był ogromny. Potem zaczęto się martwić, aż w końcu ludzi ogarnęło przerażenie. Jak mogli modlić się bez słów? Jak mogli powiedzieć Jezusowi i bliźnim, że ich kochają? Wielcy teolodzy nie mogli nawet wypowiedzieć słowa „transsubstancjacja” (czyli „przeistoczenie”), a kaznodzieje bez wzniosłych określeń i głębokich pojęć czuli się bezrobotni. Zwykli ludzie nie potrafili się kłócić. Co gorsza, nie wiedzieli, jak wyrazić solidarność, pociechę, współczucie i jedność. W wyniku przemyśleń doszli do prostego wniosku: „To, czego nie możemy wypowiedzieć słowami, możemy przekazać za pomocą czynów”.

Wielu tak właśnie sądziło. Wybitni mistrzowie słowa stali się spontaniczni i szczerzy, nauczyli się wyrażać siebie, posługując się spojrzeniem, uśmiechem, czułością, gestami dobroci. Na wydziałach teologicznych uniwersytetów otwarto stołówki i schroniska dla biednych i bezdomnych. Również nauka katechizmu stała się radosna, przeplatana zabawą. Wielu czuło się zawstydzonych, wspominając, jak łatwo kłamało się za pomocą słów. W niektórych gazetach ukazały się artykułu zatytułowane „Patrzcie, jak oni się miłują!”.

Coraz więcej ludzi uznawało taki sposób wyrażania wiary za bardzo interesujący. Przyciągała ich atmosfera przyjaźni, pokoju, prawdziwej gościnności, jaką oddychało się wśród uczniów Jezusa. Gdy po pewnym czasie Jezus zwrócił im możliwość posługiwania się słowami, byli niemal zasmuceni. W czasie wielkiego milczenia doświadczyli, ile czułości jest w wierze chrześcijańskiej.

Opowiadanie

Łza pustyni

W Marrakeszu pewien misjonarz zauważył leżącego człowieka, który głaskał ręką piasek, a ucho przykładał do ziemi. Misjonarz zainteresowany tym dziwnym zachowaniem, zapytał:

- Co pan robi?

- Towarzyszę pustyni i łączę się z nią w jej samotności i płaczu

- Nie wiedziałem, że pustynia płacze.

- Płacze każdego dnia. Ma wielkie pragnienie – chciałaby być pożyteczna dla człowieka i zamieniać się w ogromny ogród, w którym byłoby uprawiane zboże, rosłyby kwiaty oraz pasałyby się owce.

- Mam do pana prośbę. Proszę powiedzieć pustyni, że rolę, która została jej powierzona, wypełnia bardzo dobrze. Jej otwarta przestrzeń pozwala mi zrozumieć, jak mali jesteśmy przed Bogiem. Kiedy patrzę na jej piasek, wyobrażam sobie miliony ludzi, którzy zostali stworzeni jako równi sobie, i myślę, że nie zawsze świat traktuje ich w sposób jednakowy. Wzniesienia pustynne pomagają mi medytować. Kiedy widzę wschodzące na horyzoncie słońce, moja dusza wypełnia się radością, a ja czuję się bliżej Boga.

Następnego ranka misjonarz ponownie spotkał mężczyznę w tym samym miejscu i w tej samej pozycji.

- Czy przekazał pan pustyni wszystko to, co wczoraj jej przekazałem?

Człowiek przytaknął głową.

- I nadal płacze?

- Tak. Teraz płacze, ponieważ tysiące lat żyła w przekonaniu, że jest całkowicie bezużyteczna, i cały ten czas zmarnowała na przeklinaniu Boga i swojego losu.

- Niech więc pan jej powie, że również człowiek często sądzi, że jest bezużyteczny. Rzadko odkrywa sens swojego przeznaczenia i myśli, że Bóg był wobec niego niesprawiedliwy.

- Nie wiem, czy pustynię przekonają te argumenty – powiedział człowiek

- Doszliśmy do chwili, aby zrobić to, co czynię wtedy, kiedy mam wrażenie, że ludzie stracili już nadzieję. Pomódlmy się.

Uklękli i obaj się pomodlili.

Następnego dnia, kiedy misjonarz odbywał poranny spacer, w miejscu, w którym wcześniej spotykał owego człowieka wytrysnęło źródło. W kolejnych miesiącach stawało się coraz większe i mieszkańcy okolicy wybudowali wokół niego studnię.

Beduini nazwali tę studnię Łzą Pustyni. Mówią, że wszyscy, którzy piją z niej wodę, potrafią zamienić swoje cierpienie w powód do radości.

Plan

Podczas Wniebowstąpienia Jezus rzucił okiem w kierunku ziemi znikającej w ciemności. Tylko nieliczne, maleńkie światła błyszczały nieśmiało w mieście Jeruzalem. Archanioł Gabriel, który przybył na powitanie Jezusa, zapytał:

- Panie, co to za światełka?

- To moi uczniowie, zgromadzeni na modlitwie wokół mojej Matki. Mam plan, że jak tylko wstąpię do nieba, wyślę im mojego Ducha Świętego, aby te drżące płomyczki stały się nieugaszonym ogniem, powoli rozpalającym miłość wśród wszystkich narodów ziemi!

Archanioł Gabriel ośmielił się ponownie zapytać:

- A co zrobisz, Panie, jeśli ten plan się nie powiedzie?

Po chwili ciszy Pan odpowiedział mu łagodnie:

- Ale Ja nie mam innego planu...

 

Jesteś małą lampeczką, drżącą pośród niezmierzonego mroku. Ale stanowisz część Bożego planu. I jesteś niezastąpiony. Ponieważ nie ma innego planu.

Ideały

Pewien mistrz uczył, że nie można żyć bez ideałów, celu, marzeń. Aby wytłumaczyć nieustraszonemu młodzieńcowi niezbędność ideałów, wskazał mu błękitną linię horyzontu.

- Tam masz dojść, to twój cel!

Młodzieniec szedł szybkim krokiem. Dotarł do pierwszych wzgórz, ale błękitna linia przesunęła się na górski łańcuch. Młodzieniec ruszył w dalszą drogę, ale błękitna linia była już za górami, na końcu rozległej niziny. Rozczarowany wrócił do mistrza.

- Gdy robię dziesięć kroków, horyzont także przesuwa się do dziesięć kroków. Jak długo bym nie szedł, nigdy do niego nie dojdę!

- Tak, tak właśnie jest!

- Po co zatem ideały?

- Właśnie po to, aby cały czas iść.

Kiedy rzeka przestaje płynąć, staje się bagnem. Podobnie dzieje się z człowiekiem.

Modlitwa do Ducha Świętego odmówiona przez papieża Franciszka:

Duchu Boży, Panie, który jesteś w moim sercu i w sercu Kościoła, Ty, który prowadzisz Kościół naprzód, kształtując go w różnorodności, przyjdź. Potrzebujemy Ciebie jak wody, aby żyć: zstąp na nas ponownie i naucz nas jedności, odnów nasze serca i naucz nas kochać tak, jak Ty nas kochasz, przebaczać, jak Ty nam przebaczasz. Amen.

Drwale       

Dwóch drwali pracowało w tym samym lesie przy wyrębie drzew. Pnie drzew były ogromne, wytrzymałe i mocne. Obaj używali swych siekier z taką samą wprawą, ale każdy z nich używał innej techniki. Pierwszy uderzał w drzewo z niesłychaną wytrwałością, raz za razem, nie zatrzymując się, chyba że tylko na kilka sekund, by złapać oddech.

Drugi co godzinę robił przerwę w pracy.

O zmierzchu pierwszy był w połowie dzieła. Napocił się porządnie i nie dałby rady pracować nawet pięciu minut dłużej.

Drugi, choć to niewiarygodne, kończył ścinanie swego drzewa. Rozpoczęli razem i obydwa drzewa były dokładnie takie same.

Pierwszy nie wierzył własnym oczom.

- Nic z tego nie rozumiem! Co godzinę odpoczywałeś. Jak to możliwe, że skończyłeś tak szybko?

Tamten odparł z uśmiechem:

- Widziałeś, że co godzinę robiłem sobie odpoczynek. Nie zauważyłeś jednak, że wolny czas wykorzystywałem, aby podostrzyć siekierę.

Twój duch jest jak siekiera. Nie pozwalaj mu zardzewieć. Ostrz go trochę każdego dnia.

1. Zatrzymaj się na dziesięć minut, aby posłuchać muzyki.

2. Gdy tylko możesz, spaceruj.

 

3. Uściśnij każdego dnia drogie Ci osoby i powiedz każdej z nich: „Kocham cię”.

Menu

Statystyki






statystyka

Wyszukiwanie

 

Dzisiaj jest

czwartek,
23 maja 2019

(143. dzień roku)

Święta

Czwartek, V Tydzień Wielkanocny
Rok C, I
Dzień Powszedni

 

Sonda

Czy chciał(a)byś uczestniczyć w Seminarium Odnowy Wiary?

Tak

Nie

A co to takiego?


Licznik

Liczba wyświetleń strony:
1607893

Zegar