• ółążść‡

Refleksja

Psalm mówi o Bogu: „Chlebem karmi głodnych, wypuszcza na wolność uwięzionych” (Ps 146,7). Dzisiejsze czytania ukazują, jak to się dokonuje - przez cud rozmnożenia chleba. W dziejach ludzkości nie brak było takich, którzy podejmowali wysiłki w celu dokonania cudownych pomnożeń. Zazwyczaj chodziło o złoto lub pieniądze, a celem była własna kieszeń. Drogi Boga nie są jednak drogami ludzkimi - Bóg jest Tym, który obdarowuje.

Bóg daje inaczej, niż daje człowiek. Tym, co uderza w dzisiejszych czytaniach, jest obfitość chleba. Nie ma żadnej przesady w refrenie psalmu responsoryjnego: „Otwierasz rękę, karmisz nas do syta”. Ludzie często ofiarowują rzeczy nieprzydatne. Czasami jest to coś, co im samym się nie przyda, jakiś ładny gadżet, z którym nie wiadomo, co zrobić. Bóg daje to, co konieczne do życia. Ludzie często dają dary, aby w oczach innych zobaczyć wdzięczność i uznanie dla siebie. Chrystus po nakarmieniu tłumu usuwa się na górę, aby nie obwołano Go królem.

Dary Boga są przede wszystkim zaproszeniem do relacji, do wyruszenia z Nim w drogę. Chleb, który rozmnaża Bóg, jest zawsze chlebem Paschy, chlebem przejścia. Parafrazując słowa Psalmu 146, moglibyśmy powiedzieć: chlebem karmi głodnych, aby wypuścić na wolność uwięzionych. Jezus karmiąc tłumy w bezpośredniej bliskości święta Paschy, pragnie przypomnieć Izraelitom czas, kiedy wędrowali ku wolności przez pustynię, karmieni i chronieni przez Boga. Chce otworzyć i przygotować ich serca na prawdziwe wyzwolenie, które dokona się przez Jego śmierć i zmartwychwstanie.

Chleb będący darem z nieba jest pokarmem na drogę - także Chleb eucharystyczny, którym karmimy się w czasie Mszy świętej. Aby go dobrze przyjąć, trzeba najpierw dobrze rozpoznać i nazwać swój głód, a następnie przyjść do Chrystusa, wiedząc, że tylko On może nas nasycić

ks. Michał Kozak MIC

Opowiadanie

Przypowieść o bliźniakach

Grupa młodych menedżerów, którzy zakończyli tydzień szkolenia, biegła korytarzami portu lotniczego. Był piątkowy wieczór i wszyscy chcieli wrócić do domu na weekend. Byli spóźnieni. Ich lot został już zapowiedziany. Biegli przez korytarze lotnika, trzymając w rękach bilety, paszporty i nesesery. Nagle dwóch z nich potknęło się o stoisko z owocami i niechcący potrąciło stojący na nim kosz z jabłkami. Owoce pospadały i rozsypały się po ziemi.

Młodzi mężczyźni nie zatrzymali się, a nawet nie odwrócili. Biegli dalej. Udało im się zdążyć na samolot.

Wszystkim z wyjątkiem jednego. Ten, który biegł jako ostatni, po kilku chwilach zatrzymał się, ponieważ było mu przykro z powodu tego, co się wydarzyło. Krzyknął do przyjaciół, by nie czekali na niego i powiadomili żonę, że przyleci następnym samolotem.

Wrócił do miejsca nieszczęsnego wydarzenia i zobaczył, że wszystkie jabłka leżały na podłodze. Zdumiał się ogromnie, gdy zdał sobie sprawę, że sprzedawczyni była niewidomą dziewczyną. Zobaczył, że płacze. Ogromne łzy spływają po jej policzkach. Dotykała podłogi, starając się bez skutku pozbierać jabłka. W tym samym czasie mnóstwo osób przechodziło obok niej, nie zatrzymując się i nie zwracając uwagi na całą sytuację.

Mężczyzna uklęknął przy dziewczynie i zaczął zbierać owoce. Następnie pomógł umieścić je wszystkie na straganie. Zbierając jabłka, zdał sobie sprawę, że wiele z nich jest uszkodzonych na skutek upadku. Włożył je do kosza.

Gdy skończył zbieranie, wyciągnął portfel i spytał dziewczynę:

- Dobrze się czujesz?

Ona uśmiechając się, potwierdziła lekkim skinieniem głowy. Mężczyzna podał jej banknot o wartości stu euro.

- Weź, proszę. To rekompensata za szkodę, którą wyrządziliśmy. Mam nadzieję, że nie zmarnowaliśmy ci dnia.

Młody człowiek zaczął się oddalać, a dziewczyna zawołała:

- Hallo, przepraszam…

On zatrzymał się, spojrzał w jej niewidzące oczy. A ona dokończyła:

- Jesteś Jezusem?

Mężczyzna zamarł. Potem kilka razy obrócił się, zanim ruszył w kierunku miejsca odlotu. Jego serce poruszało pytanie „Jesteś Jezusem?”.

Refleksja

Słyszymy coraz częściej, że świat ogarnia kult rozrywki, wypoczynki, poszukiwania zabawy; z drugiej strony widać także różne formy pracoholizmu. Wielu ludzi tak bardzo związanych jest ze swoją pracą, że nie potrafi się od niej oderwać nawet w chwilach odpoczynku. Osobami prowadzące aktywny tryb życia niejednokrotnie opowiadają, że nawet wtedy, gdy siadają przed telewizorem i próbują obejrzeć ciekawy serial czy dobry program popularnonaukowy, nie potrafią się skupić na tym, co widnieje na ekranie. „Żeby nie tracić czasu” w międzyczasie szukają jakiegoś dodatkowego zajęcia: przeglądają gazetę w oczekiwaniu na bardziej wartką akcję, dzwonią do znajomych, których dawno nie widzieli i wykonują wiele innych czynności, które z jednej strony pozwalają spoglądać kątem oka na ekran telewizora, z drugiej natomiast dają jeszcze odczucie, że przy okazji zrobiło się coś pożytecznego.

Gdy słuchamy dzisiaj słów Chrystusa, który zwraca się do apostołów i mówi: „Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco”, warto sobie uświadomić, że nawet najpotrzebniejsze i najświętsze zadania, których się podejmujemy, nie są czymś absolutnym. Czegokolwiek byśmy się w życiu nie podejmowali, nie wolno nam zapomnieć, że potrzebujemy także odpoczynku - czasu odosobnienia, wyjścia na miejsce pustynne, gdzie nie da się już niczego załatwić, dopracować czy dopiąć na ostatni guzik. Kiedy zaczyna nam się wydawać, że jesteśmy niezastąpieni i bez naszego udziału wszystko stanie w miejscu, to najlepszy czas, bo się zatrzymać i nabrać dystansu do własnych zajęć.

„Pójdźcie wy sami osobno” - niech dzisiejsza Ewangelia pomoże nam uświadomić, że człowiek służy innym nie tylko wtedy, gdy robi coś konkretnie i wymiernie, ale także wtedy, gdy znajduje czas dla siebie samego. Im więcej jest w naszym życiu zaangażowania i zabiegania wokół pracy i spraw, które każdego dnia trzeba załatwić, tym więcej musi być chwil zatrzymania, aby odnowić ducha.

ks. Dariusz Madejczyk

 

Na wesoło

Motocyklista pędzi ponad 200 km/h. Nagle potrąca małego wróbla. Zawozi go do domu, daje mu klatkę, jedzenie i picie.

Rano ptaszek odzyskuje przytomność. Rozgląda się dookoła i widzi kraty, wodę i jedzenie.

- Rety chyba zabiłem motocyklistę

 

Byłem w zoo - mówi kolega do Jasia.

- Naprawdę? A ile lat? - pyta Jaś.


Opowiadanie

(Nie)potrzebna lampa

Pewien człowiek codziennie zstępował do wnętrza ziemi, gdzie wydobywał sól. Zawsze zabierał ze sobą kilof i lampę. Któregoś wieczoru, gdy wracał już na powierzchnię, w krętym i niewygodnym chodniku kopalni lampa wypadła mu z ręki i rozbiła się o skałę.

Początkowo górnik był nawet z tego bardzo zadowolony:

- Wreszcie! Miałem już jej dosyć. Musiałem zawsze nosić ją ze sobą, uważać, gdzie ją stawiam, myśleć o niej nawet w czasie pracy. Teraz mam jeden kłopot mniej. Czuję się bardziej wolny! A poza tym... chodzę tędy od tylu lat i na pewno się tutaj nie zgubię!

Jednak bardzo prędko zabłądził. W ciemności wszystko wyglądało inaczej. Zrobił kilka kroków, lecz boleśnie uderzył się o ścianę. Zdziwił się: czyżby to nie był ten sam chodnik? Jakże mógł zgubić się tak szybko? Spróbował zawrócić, lecz dotarł do brzegu jeziorka, w którym zbierały się spływające wody.

- Nie jest zbyt głębokie - pomyślał - lecz jeśli tam wejdę, teraz, w ciemności na pewno tu utonę.

Rzucił się na ziemię i zaczął iść na kolanach. Pokaleczył sobie dłonie i nogi. Łzy napłynęły mu do oczu, gdy spostrzegł, że w gruncie rzeczy udało mu się posunąć do przodu jedynie o kilka metrów i że nadal znajduje się właściwie w punkcie wyjścia.

Nagle zatęsknił za swoją lampą. Upokorzony czekał, aż ktoś zejdzie na dół, by zacząć go szukać i wyprowadzi stąd, oświetlając drogę ogarkiem świecy.

„Twoje słowo jest lampą dla moich stóp i światłem na mojej ścieżce.

Przystępność Twoich słów oświeca i naucza niedoświadczonych” (Ps 119,105.130).

Refleksja

„Jezus przywołał do siebie Dwunastu i zaczął rozsyłać ich po dwóch”.

Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się dlaczego Jezus posyła apostołów po dwóch? Aby było im raźniej? Aby czuli się bezpieczniej? Znamy powiedzenie „Co dwie głowy, to nie jedna”. Gdyby przyszło prowadzić uczniom jakieś zawiłe dyskusje z ludźmi gotowymi podważyć prawie każdy argument, na pewno to, że są we dwóch, daje im jakąś gwarancję wybrnięcia z sytuacji. Czy jednak o inteligencję tutaj chodzi?

Szukając rozwiązania tej niedzielnej zagadki, pomyślmy o przykazaniu, które daje nam Chrystus w czasie Ostatniej Wieczerzy. Najpierw pokornie obmywa apostolskie nogi, po czym mówi, że chce, abyśmy się tak kochali, jak On nas pokochał. Jezus posyła po dwóch, aby przekonywującym było nie tylko świadectwo słowa, czy nawet najbardziej miłosiernego i czułego gestu, ale by ewangelizowała miłość wzajemna uczniów! „Patrzcie, jak oni się miłują” – to w jaki sposób patrzymy nawzajem na siebie, jak ze sobą rozmawiamy, jak spędzamy wspólnie czas, ma największą siłę oddziaływania.

Z faktu, że Chrystus posyła po dwóch wynika, że chrześcijaństwo nie jest religią dla indywidualistów. „Pomodlę się, postaram się, pójdę do kościoła i będzie dobrze”. Nie, nie będzie. Życie z Jezusem zaczyna naprawdę smakować, gdy dzielimy je z innymi i mamy świadomość, że idziemy razem w stronę nieba (miejmy nadzieję, że nie w innym kierunku).

Jak przeżywam moją wiarę? Czy myślę, że to moja osobista i prywatna sprawa? Kiedy ostatnio rozmawiałem o Jezusie z kimś bliskim?

Refleksja

„Czemu robicie zgiełk i płaczecie? Dziecko nie umarło, tylko śpi”.

Wiele cierpkich słów wypowiadają rodzice i dziadkowie o dzisiejszej młodzieży. To przecież nie do pomyślenia, żeby nie czuć potrzeby pójścia w niedzielę do kościoła. Kto to widział, aby tak lekceważyć piątek, nie rozumiejąc potrzeby postu! Ile jeszcze upłynie łez zanim młodzi zmądrzeją? Czy kiedykolwiek to nastąpi? Co się stanie z naszym światem, gdy oni będą w naszym wieku? Nie brakuje pesymizmu w patrzeniu na młodzież. Zmiany kulturowe tak bardzo przyspieszyły, że to, co przez pokolenia było niezmienne, dzisiaj wydaje się wyjęte z lamusa, przestarzałe.  

„Czemu robicie zgiełk i płaczecie? Dziecko nie umarło, tylko śpi” – Jezus nie chce, abyśmy popadali w rozpacz. Sen to nie koniec, ale pewien etap. Ze snu można się obudzić. Czy więc my, którzy chodzimy do kościoła i staramy się być przyjaciółmi Boga, jesteśmy w stanie obudzić tych, którzy zasnęli? Nie! Tylko Jezus jest w stanie ożywić, to co ospałe i zawołać z mocą: „Talitha kum!” – „Dziewczynko, mówię ci, wstań!”.

Co my możemy zrobić, aby ludzie młodzi usłyszeli te słowa Chrystusa? Wołać o Ducha Świętego. Nie tyle o pobożność, roztropność, mądrość, umiejętność, które On przynosi, ale o Niego samego. Papież Franciszek mówi do nas: „Dla ewangelizacji konieczne jest otwarcie się po raz kolejny na perspektywę Ducha Bożego, nie obawiając się, czego od nas zażąda i dokąd nas doprowadzi. Powierzmy się Jemu! On nas uzdolni do przeżywania i świadczenia naszej wiary i oświeci serca tych, których spotykamy”.

 

Na wesoło

Jasiu wraca do domu po zakończeniu roku szkolnego:

- Wiesz mamusiu, ksiądz po wręczeniu świadectw zapytał mnie, czy mam młodsze rodzeństwo?

- I co mu powiedziałeś? - dopytuje się matka.

- No, że nie mam...

- I co on na to?

- Bogu dzięki.

 

- Czemu jesteś taki smutny? – pyta student kumpla.

- Wywalili mnie z uczelni.

- A za co?!

- A skąd mam wiedzieć?! Pół roku mnie tam nie było.

 

Opowiadanie

Ambitne plany

Pewna niezbyt zamożna kobieta znalazła jajko. Niesłychanie szczęśliwa zawołała swego męża oraz dzieci i powiedziała:

- Skończyły się wszystkie nasze zmartwienia. Popatrzcie: znalazłam jajko! Nie zjemy go, lecz zaniesiemy je do sąsiada, który ma kwokę. Kwoka wysiedzi nam kurczaka, który wyrośnie na dużą kurę. My oczywiście nie zjemy kury lecz będziemy ją karmić aby znosiła nam wiele jaj z których będziemy mieli wiele innych kur a te zniosą nam dużo kolejnych jajek. W ten sposób będziemy mieli dużo kur i dużo jajek. Nie zjemy ani kur, ani jaj, lecz sprzedamy je i kupimy jałówkę. Wyhodujemy ją i będziemy mieli krowę. Krowa da nam cielęta, aż w końcu będziemy mieli spore stado. Sprzedamy je i kupimy kawałek ziemi, potem sprzedamy i kupimy - kupimy i sprzedamy...

Mówiąc to z wielkim przejęciem kobieta żywo gestykulowała.

Jajko wypadło jej z ręki i rozbiło się na ziemi.

Nasze rozmowy często przypominają gadaninę tej kobiety: „Zrobię... Powiem... Załatwię...” Mijają dni i lata a my nie robimy absolutnie nic z tego co obiecywaliśmy. 

Program Pielgrzymki na Rok Św. Jakuba archidiecezji wrocławskiej i diecezji opolskiej do Santiago de Compostela

16-24.08.2021 

Szlak św. Jakuba – to najstarsza trasa pielgrzymkowa w Europie. Do przebycia drogi św. Jakuba wystarczy niewiele – intencja w sercu, wybór trasy, dobre obuwie i otwartość na nowe doświadczenia duchowe, które na zawsze zostaną zapisane w ludzkich wspomnieniach. Celem drogi jest dotarcie nie tylko do grobu Świętego Jakuba Apostoła, ale także do głębi własnego serca. Wszystkie chwile przeżywane podczas samej wędrówki – to czas, gdy człowiek może na nowo poznać siebie, ubogacić się bogactwem ducha spotykanych na drodze pielgrzymów z różnych stron świata, doświadczyć piękna otaczającej go przyrody a przede wszystkim spotkać się z Bogiem, który nam błogosławi i napełnia swoją odwieczną miłością. A zatem…

 Trasa Pielgrzymki Camino Frances

* Sarria - Portomarin - Palas de Rei - Arzua - Santiago de Compostela. (pieszo ok.100 km)

** Santiago de Compostela  – Muxia - Fisterra – wodospady Ezaro - Porto (bus/autokar)

Dzień 1

Wyjazd z Wrocławia, przejazd do Opola i dalej do Krakowa na lotnisko Balice. Msza św.

O g. 10:15 odprawy i przelot do Porto. Po wylądowaniu przejazd autokarem do miejscowości Sarria. Przygotowanie się do wędrówki. Nocleg.

Dzień 2 (ok. 22 km)

Poranne wyjście z miasta. Wędrówka doskonale przygotowanymi dla pielgrzymów ścieżkami i traktami leśnymi. W drodze, w miejscowości Barbadelo warto zobaczyć kościół Santiago, są w nim interesujące rzeźbione portale o typowej dla romanizmu tajemniczości. Dojście do Portomarin przez most na rzece Mino. To miejscowość, która została przeniesiona z doliny rzeki Mińo na pobliskie wzgórze Monte do Cristo. Jedną z przeniesionych w całości budowli, cegła po cegle jest kościół San Nicolas, powstały w XII w. Zbudowany przez uczniów Mistrza Mateusza, autora Portyku Chwały z katedry w Santiago. Warto również zobaczyć XVI – wieczny ratusz. Msza św. Nocleg.

Dzień 3 (ok. 25 km)

Kolejny etap szlaku Camino do św. Jakuba. Poranne wyjście i wędrówka ścieżkami wśród pól i lasów. Mijamy po drodze wioskę Castromaior, której historia sięga epoki przedrzymskiej. Warto zwrócić uwagę na coraz częściej pojawiające się, charakterystyczne dla Galicji, kamienne krzyże z dwustronną dekoracją – cruceiros. W mijanej miejscowości Lameiros, pochodzący z XII w. jest jednym z ciekawych przykładów tego typu rzeźb. Msza św. Nocleg w Palas de Rei.

Dzień 4 (ok. 29 km)

Rano wyjście w kierunku Arzua. Piękny krajobrazowo odcinek, ale i najdłuższy podczas pielgrzymki. Po drodze mijamy m.in. miejscowość Melide, słynącą z najlepszego w Hiszpanii pulpo, czyli ośmiornicy. Warto zatrzymać się tu na postój i skosztować tego galicyjskiego przysmaku. Msza św. Nocleg.

Dzień 5 (ok. 18 km)

Rozpoczęcie przedostatniego etapu podróży do Santiago de Compostela. Wędrówka do jednej z niewielkich miejscowości na ostatnich kilometrach szlaku. Po drodze mijamy w Santa Irene, barokowy kościół  z XVIII w, poświęcony popularnej w Portugalii św. Irenie. Ciekawostką jest również XVII  - wieczna fontanna. Dojście na nocleg w O Pedruzo (Arca - do Pino). Msza św.

Dzień 6 (ok. 19 km)

Wczesne wyjście na szlak i ostatni etap pieszej pielgrzymki do św. Jakuba. Wchodzących na Monte de Gozo (Wzgórze Radości), pątnicy po raz pierwszy mogą stąd zobaczyć katedrę w Santiago. Dojście do Santiago i wspólne wyjście na Mszę św. dla pielgrzymów. Potem indywidualne zwiedzanie Santiago de Compostela i czas wolny na indywidualną refleksję, zakup pamiątek, uzyskanie Composteli – certyfikatu przejścia Camino de Santiago. Nocleg w Santiago de Compostela.

Dzień 7

Wyjazd do Muxia, Msza św., następnie przejazd do Fisterry – w epoce średniowiecznych pielgrzymek Drogą św. Jakuba przylądek Fisterra uważany był za symboliczny koniec świata, w którym pielgrzymi palili swoje stare pielgrzymie ubrania oraz dokonywali obmycia w wodach Atlantyku, co miało symbolizować oczyszczenie z grzechów. Na zakończenie punkt widokowy na wodospady Ezaro lub przejazd na jedną z plaż Galicji na krótki odpoczynek. Powrót do Santiago, czas wolny na refleksję. Nocleg w Santiago.

Dzień 8

Opuszczamy Santiago de Compostela. Poranny wyjazd busem do Porto miasta słynącego ze wspaniałych win. Praca de Liberdade z pomnikiem Piotra IV, Ratusz Miejski, Dworzec Sao Bento, Katedra Se, Kościół św. Franciszka z niezwykłym wyposażeniem wnętrza, Ribeira (nabrzeże rzeki Douro). Następnie zwiedzanie magazynów wina porto połączone z degustacją i omówieniem produkcji. Msza św. Kolacja i nocleg.

Dzień 9

Śniadanie, Msza Święta, pożegnanie z Portugalią i przejazd na lotnisko. Lądowanie w Warszawie - Modlin o godz. 20:05, zakończenie pielgrzymki szlakiem św. Jakuba. Powrót autokarem do Wrocławia i Opola.

KOSZT PIELGRZYMKI: 3110 zł.

CENA ZAWIERA:

✓ przelot Kraków – Porto – Warszawa Modlin, z bagażem podręcznym: 40x20x25 cm oraz drugą sztuką 55x40x20 cm do 10 kg,

✓ transport na trasie Porto – Sarria oraz Santiago de Compostela – Porto,

✓ 8 noclegów w albergach, pensjonatach i u zakonników na trasie wędrówki w pokojach wieloosobowych (możliwe wspólne łazienki).

✓ opiekę duchową i Msze św.,

✓ kolację i śniadanie (dzień 8 i 9)

✓ opiekę pilota wycieczek,

✓ ubezpieczenie w firmie Signal Iduna (KL + choroby przewlekłe 20 000 euro, NNW 15 000 zł, BP 1000 zł)

✓ obowiązkowe ubezpieczenie składki na Turystyczny Fundusz Gwarancyjny – 10 zł,

✓ obowiązkowe ubezpieczenie składki na Turystyczny Fundusz Pomocniczy – 10 zł,

CENA NIE ZAWIERA:

 wyżywienie podczas camino i noclegów jest we własnym zakresie !

 ewentualnej dopłaty do bagażu rejestrowego (20 kg – 399 zł), możliwość dodania bagażu tylko w momencie rezerwacji pielgrzymki,

 dobrowolnego transportu bagaży w trakcie wędrówki Szlakiem Św. Jakuba – 60€,

 dobrowolnego ubezpieczenia od kosztów rezygnacji z udziału w imprezie turystycznej, które musi być wykupione w dniu podpisania umowy z BP Misja Travel oraz dobrowolnego podwyższenia kwoty gwarancyjnej ubezpieczenia,

 dobrowolnej dopłaty za gwarantowane miejsca w samolocie obok siebie (110 zł / os. za lot w dwie strony),

 biletów wstępu do zwiedzanych obiektów wraz z kosztami ich rezerwacji, przewodników lokalnych, komunikacji miejskiej, opłat miejscowych i wjazdowych, koszt paszportu pielgrzyma, odbioru Composteli wraz z tubą, napiwków dla kierowców i obsługi, parkingów – koszt 100 euro,płatne pilotowi.

 przejazdu autokarem Wrocław –Opole - Kraków i Warszawa – Wrocław – Opole; koszt: 150 zł/os, płatne w dniu wyjazdu

UWAGI:

* ze względu na charakter pielgrzymki – Camino – koniecznie należy zabrać sprawdzone wygodne buty do chodzenia oraz ochronę w razie deszczu (najlepiej kurtka z membraną),

* na pielgrzymkę do Hiszpanii warto również zabrać produkty chroniące przed słońcem (czapkę z daszkiem, krem z filtrem),

* podstawowe leki, środki opatrunkowe itp. (warto mieć ze sobą zatyczki do uszu)

* wyjazd jest możliwy na paszport lub dowód osobisty,

* w trakcie pielgrzymki szlakiem św. Jakuba zakwaterowanie w typowych albergach (schroniskach dla pielgrzymów), często na łóżkach piętrowych.

* więcej informacji o przebiegu szlaku na stronie: www.camino.net.pl (w zakładce Drogi w Europie)

INFORMACJE I ZAPISY: ks. Tomasz Gospodaryk: tgospodaryk@wp.pl

Organizator Pielgrzymki:

Biuro Podróży Misja Travel, ul. Łąkowa 21/19; 61-864 Poznań, tel. +48 61 333 22 38; ; www.misjatravel.pl  oraz Kapelan Dróg Św. Jakuba w archidiecezji wrocławskiej ks. Tomasz Gospodaryk; tel. 609 030 701; e-mail: tgospodaryk@wp.pl

W miłości, która ma swoje źródło w Sercu Chrystusa jest nadzieja na przyszłość świata. (św. Jan Paweł II)

Zapraszamy na parafialny Odpust ku czci Najświętszego Serca Pana Jezusa w Krośnicy. Msze św. o g. 7.00, 9.00 i 11.00 (suma odpustowa z procesją Eucharystyczną).

Refleksja

Wielu z nas świetnie pamięta piosenkę „Forever young” zespołu Alphaville, która przez lata gościła w głośnikach radioodbiorników. „Na zawsze młodzi” – tytuł tej piosenki stał się (często nieuświadomionym) mottem naszych czasów. Boimy się uciekającego czasu i nieuchronnie zbliżającej się starości. Czujemy się potrzebni dopóki jesteśmy zdrowi i sprawni. Gdy ciało zaczyna się buntować, w sercu pojawia się niepokój, chociażby dlatego, że nie chcemy być „kłopotem” dla naszych bliskich. Czy więc warto na ślepo naśladować trendy współczesnego świata, przedłużając w nieskończoność to, co nazywamy młodością? A może bunt wobec starości i choroby to przejaw pychy? Nie potrafię się zgodzić na to, że czas biegnie tak, a nie inaczej, więc moje serce odczuwa żal do Tego, który ten świat tak wymyślił. Czy nie byłoby prościej, gdybym ja sam decydował o tym, kiedy pojawią się zmarszczki, bolące kolana i wypadające włosy?

Św. Jan Paweł II w „Tryptyku Rzymskim” napisał: „To przemijanie ma sens!”. Dlaczego? „Chociaż niszczeje nasz człowiek zewnętrzny, to jednak ten, który jest wewnątrz, odnawia się z dnia na dzień” – odpowiada św. Paweł w 2 Liście do Koryntian.

Każdy przyjaciel Jezusa doświadcza z jednej strony nieudogodnień związanych z upływem czasu, ale z drugiej strony widzi, że każdego dnia Bóg przychodzi do niego w inny, nowy sposób. „Nie wyczerpała się litość Pana, miłość nie zgasła. Odnawia się ona co rano: ogromna Twa wierność” (Lm 3, 22-23). Nawet jeśli wydaje nam się, że dużo już przeszliśmy i sporo w naszym życiu już rozumiemy, to jednak każdy dzień, choć może podobny tysiącu innych, niesie ze sobą coś nowego. A Bóg choć niezmienny i wciąż ten sam daje nam się poznać i doświadczyć w nowy sposób.

 

Na wesoło

Proboszcz egzaminuje z katechizmu parę, która wkrótce ma stanąć na ślubnym kobiercu. Narzeczonej idzie świetnie, narzeczony mętnie duka odpowiedzi.

- Pani zdała, a pan musi jeszcze raz przyjść za miesiąc.

Para przychodzi po tygodniu.

- Przecież mówiłem: za miesiąc!

- Księże proboszczu, to nie tamten! Znalazłam takiego narzeczonego, co zna ten katechizm na pamięć!

 

Na lekcji polskiego pani pyta się Jasia:

- Jasiu powiedz nam kiedy używamy dużych liter?

- Gdy mamy słaby wzrok!


Opowiadanie

Pamiętać o kazaniu

Pewnej niedzieli, około południa, młoda kobieta myła w kuchni sałatę, kiedy podszedł do niej mąż i zapytał:

- Czy pamiętasz, jaka była dziś Ewangelia i o czym dziś rano mówił podczas kazania ksiądz?

- Już nie pamiętam - wyznała kobieta.

- No to po co chodzisz do kościoła i słuchasz słów Pisma świętego i kazań, skoro zaraz o nich zapominasz?

- Mój drogi, popatrz: woda myje tę sałatę, ale potem nie znajdziesz wody w talerzu; a przecież sałata będzie czysta.

Nie chodzi o to, by robić notatki podczas kazania. Ważne jest, byśmy zostali "obmyci" Słowem Bożym.

Refleksja

Powiedzenie komuś w rozmowie: „ i tak tego nie zrozumiesz”, „nie dorosłeś”, „nie jesteś w stanie tego pojąć” - jest trochę obraźliwe. Mówiąc tak, uważa się rozmówcę za niegodnego dalszej konwersacji, dialogu, wyjaśnień. Pozostawanie z nim, dalsze przemawianie do niego, tłumaczenie byłoby zwykłą stratą czasu.

W przypadku naszego stosunku do Boga i poznawania Go jest inaczej. Dzisiejsza uroczystość to jedna z tych Tajemnic, przed którymi raczej trzeba uklęknąć, aniżeli o nich mówić. Kontemplować, a nie tłumaczyć. Z tej kontemplacji zrodzi się słowo zachwytu nad Tajemnicą Boga.

„Jeżeli jednak mówimy - powie św. Augustyn - to nie po to, by o Najświętszej Trójcy coś powiedzieć, ale by o Niej nie milczeć. Chrześcijanin bowiem nie może o Najświętszej Trójcy milczeć. Musi on najpierw uwielbiać Boga za objawienie tej prawdy, dlatego że Trójca Święta nie została wymyślona przez nas, chrześcijan, ale została nam objawiona”.

Jakie znaczenie dla mojego życia ma ta Tajemnica? Ks. Bronisław Bozowski w książce „Proboszcz niezwykłej parafii” tak mówi o tej Tajemnicy w swoim życiu: „W seminarium traktat o Najświętszej Trójcy wykładano nam ponad pół roku. Egzamin zdałem na piątkę, ale nic z tego nie wynikało dla mojego życia. Dopiero później, chyba gdzieś w dziesiątym roku kapłaństwa, dostałem monografię O. Hugo o dogmacie Najświętszej Trójcy. I wtedy »zakochałem się« w tej Tajemnicy. Dla mnie dawniej ta Tajemnica była bliska w niedziele, teraz uświadomiłem sobie, że jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Najświętszej Trójcy, a więc winniśmy żyć na Jej podobieństwo. Trójca Święta to nie zamknięty klan, towarzystwo wzajemnej adoracji. Ona jest otwarta na cały świat. Bóg nie jest Bogiem zimnym, obcym i dalekim, ale współczuje ze światem, współcierpi i współraduje się z ludźmi”.

ks. Roman Kempny

 

Opowiadanie

Szarańcza w zupie

Na pustyni żyła grupa mnichów. Pewnego dnia do starego mnicha przyszedł młody i rzekł:

- Ojcze, wiesz, że żyję na pustyni już ponad rok i przez ten czas sześć czy siedem razy opadła nas szarańcza. Wiesz sam, jakie to uciążliwe, ponieważ te owady wchodzą wszędzie, nawet do naszego pożywienia. Jak sobie z tym radzisz?

Stary mnich, żyjący na pustyni od czterdziestu lat, powiedział:

- Początkowo, gdy do zupy wpadła mi chociaż jedna szarańcza, wylewałem wszystko. Później wyjmowałem szarańczę, a zupę zjadałem. W końcu jadłem wszystko - i zupę, i szarańczę. Teraz, gdy jakaś szarańcza chce wydostać się z talerza, wkładam ją tam z powrotem i zjadam razem z zupą!

Wraz z upływem czasu przyzwyczajamy się do wszystkiego, nawet do tego, co przedtem wydawało się nieprzyjemne. Niektórzy nawet zaczynają akceptować własnych nieprzyjaciół.

Papież Franciszek o zmartwychwstaniu: 

„Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych?” (Łk 24,5). Słowa te są jak kamień milowy w historii; ale także jak „kamień upadku”, jeśli nie otworzymy się na Dobrą Nowinę, jeśli myślimy, że mniejszym kłopotem jest Jezus, który umarł, niż Jezus żyjący! Natomiast ileż razy w naszym życiu codziennym musimy usłyszeć: „Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych?”. Ileż razy poszukujemy życia wśród tego co obumarłe, tego co nie może dać życia, rzeczy które dziś są. ale jutro ich nie będzie, rzeczy ulotnych. „Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych?”.

Potrzebujemy tych słów, kiedy zamykamy się we wszelkiej formie egoizmu i samozadowolenia; kiedy dajemy się uwieść władzą doczesną i rzeczami tego świata, zapominając o Bogu i o bliźnim, kiedy pokładamy nasze zaufanie w ziemskich marnościach, w pieniądzu, w sukcesie. Wtedy Słowo Boże mówi nam: „Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych?”. Dlaczego tam szukasz, to nie może dać tobie życia! Może da tobie radość na minutę, dzień, tydzień czy miesiąc. A co potem?

Opowiadanie

Milczenie

- Dość! Mam ich naprawdę dość!

Wszyscy w niebie wstrzymali oddech. Nikt nie widział nigdy dotąd tak zagniewanego Jezusa. To właśnie On grzmiącym głosem okazał swój boski gniew.

- Przez trzydzieści trzy lata przebywałem wśród ludzi, mówiłem im wielokrotnie, że czyny są tysiąc razy ważniejsze od słów. Dlatego zostałem ukrzyżowany. Tłumaczyłem na wszystkie sposoby, że to nie po słowach i pustych ceremoniach będą oceniali moich uczniów, ale po tym, w jaki sposób będą okazywać miłość.  Prawie nikt tego nie zrozumiał! Głoszą kazania, śpiewają wzruszające hymny, uczestniczą w przejmujących nabożeństwach, a tak mało czynią!

- Co zamierzasz zrobić, Jezu? – spytał nieśmiało jakiś anioł.

- Odbiorę im mowę… Jak to się stało z Zachariaszem, ojcem Jana Chrzciciela!

Tak zdecydował Jezus i odebrał wszystkim chrześcijanom zdolność mówienia. Nagle w całym świecie wśród wszystkich wierzących w Chrystusa zapanowało wielkie milczenie.

W pierwszym momencie ludzie zdumieli się. Wielu pobiegło do aptek, by kupić syrop i pastylki na ból gardła. Popyt na zioła i miód też był ogromny. Potem zaczęto się martwić, aż w końcu ludzi ogarnęło przerażenie. Jak mogli modlić się bez słów? Jak mogli powiedzieć Jezusowi i bliźnim, że ich kochają? Wielcy teolodzy nie mogli nawet wypowiedzieć słowa „transsubstancjacja” (czyli „przeistoczenie”), a kaznodzieje bez wzniosłych określeń i głębokich pojęć czuli się bezrobotni. Zwykli ludzie nie potrafili się kłócić. Co gorsza, nie wiedzieli, jak wyrazić solidarność, pociechę, współczucie i jedność. W wyniku przemyśleń doszli do prostego wniosku: „To, czego nie możemy wypowiedzieć słowami, możemy przekazać za pomocą czynów”.

Wielu tak właśnie sądziło. Wybitni mistrzowie słowa stali się spontaniczni i szczerzy, nauczyli się wyrażać siebie, posługując się spojrzeniem, uśmiechem, czułością, gestami dobroci. Na wydziałach teologicznych uniwersytetów otwarto stołówki i schroniska dla biednych i bezdomnych. Również nauka katechizmu stała się radosna, przeplatana zabawą. Wielu czuło się zawstydzonych, wspominając, jak łatwo kłamało się za pomocą słów. W niektórych gazetach ukazały się artykułu zatytułowane „Patrzcie, jak oni się miłują!”.

Coraz więcej ludzi uznawało taki sposób wyrażania wiary za bardzo interesujący. Przyciągała ich atmosfera przyjaźni, pokoju, prawdziwej gościnności, jaką oddychało się wśród uczniów Jezusa. Gdy po pewnym czasie Jezus zwrócił im możliwość posługiwania się słowami, byli niemal zasmuceni. W czasie wielkiego milczenia doświadczyli, ile czułości jest w wierze chrześcijańskiej.

Opowiadanie

Łza pustyni

W Marrakeszu pewien misjonarz zauważył leżącego człowieka, który głaskał ręką piasek, a ucho przykładał do ziemi. Misjonarz zainteresowany tym dziwnym zachowaniem, zapytał:

- Co pan robi?

- Towarzyszę pustyni i łączę się z nią w jej samotności i płaczu

- Nie wiedziałem, że pustynia płacze.

- Płacze każdego dnia. Ma wielkie pragnienie – chciałaby być pożyteczna dla człowieka i zamieniać się w ogromny ogród, w którym byłoby uprawiane zboże, rosłyby kwiaty oraz pasałyby się owce.

- Mam do pana prośbę. Proszę powiedzieć pustyni, że rolę, która została jej powierzona, wypełnia bardzo dobrze. Jej otwarta przestrzeń pozwala mi zrozumieć, jak mali jesteśmy przed Bogiem. Kiedy patrzę na jej piasek, wyobrażam sobie miliony ludzi, którzy zostali stworzeni jako równi sobie, i myślę, że nie zawsze świat traktuje ich w sposób jednakowy. Wzniesienia pustynne pomagają mi medytować. Kiedy widzę wschodzące na horyzoncie słońce, moja dusza wypełnia się radością, a ja czuję się bliżej Boga.

Następnego ranka misjonarz ponownie spotkał mężczyznę w tym samym miejscu i w tej samej pozycji.

- Czy przekazał pan pustyni wszystko to, co wczoraj jej przekazałem?

Człowiek przytaknął głową.

- I nadal płacze?

- Tak. Teraz płacze, ponieważ tysiące lat żyła w przekonaniu, że jest całkowicie bezużyteczna, i cały ten czas zmarnowała na przeklinaniu Boga i swojego losu.

- Niech więc pan jej powie, że również człowiek często sądzi, że jest bezużyteczny. Rzadko odkrywa sens swojego przeznaczenia i myśli, że Bóg był wobec niego niesprawiedliwy.

- Nie wiem, czy pustynię przekonają te argumenty – powiedział człowiek

- Doszliśmy do chwili, aby zrobić to, co czynię wtedy, kiedy mam wrażenie, że ludzie stracili już nadzieję. Pomódlmy się.

Uklękli i obaj się pomodlili.

Następnego dnia, kiedy misjonarz odbywał poranny spacer, w miejscu, w którym wcześniej spotykał owego człowieka wytrysnęło źródło. W kolejnych miesiącach stawało się coraz większe i mieszkańcy okolicy wybudowali wokół niego studnię.

Beduini nazwali tę studnię Łzą Pustyni. Mówią, że wszyscy, którzy piją z niej wodę, potrafią zamienić swoje cierpienie w powód do radości.

Plan

Podczas Wniebowstąpienia Jezus rzucił okiem w kierunku ziemi znikającej w ciemności. Tylko nieliczne, maleńkie światła błyszczały nieśmiało w mieście Jeruzalem. Archanioł Gabriel, który przybył na powitanie Jezusa, zapytał:

- Panie, co to za światełka?

- To moi uczniowie, zgromadzeni na modlitwie wokół mojej Matki. Mam plan, że jak tylko wstąpię do nieba, wyślę im mojego Ducha Świętego, aby te drżące płomyczki stały się nieugaszonym ogniem, powoli rozpalającym miłość wśród wszystkich narodów ziemi!

Archanioł Gabriel ośmielił się ponownie zapytać:

- A co zrobisz, Panie, jeśli ten plan się nie powiedzie?

Po chwili ciszy Pan odpowiedział mu łagodnie:

- Ale Ja nie mam innego planu...

 

Jesteś małą lampeczką, drżącą pośród niezmierzonego mroku. Ale stanowisz część Bożego planu. I jesteś niezastąpiony. Ponieważ nie ma innego planu.

Ideały

Pewien mistrz uczył, że nie można żyć bez ideałów, celu, marzeń. Aby wytłumaczyć nieustraszonemu młodzieńcowi niezbędność ideałów, wskazał mu błękitną linię horyzontu.

- Tam masz dojść, to twój cel!

Młodzieniec szedł szybkim krokiem. Dotarł do pierwszych wzgórz, ale błękitna linia przesunęła się na górski łańcuch. Młodzieniec ruszył w dalszą drogę, ale błękitna linia była już za górami, na końcu rozległej niziny. Rozczarowany wrócił do mistrza.

- Gdy robię dziesięć kroków, horyzont także przesuwa się do dziesięć kroków. Jak długo bym nie szedł, nigdy do niego nie dojdę!

- Tak, tak właśnie jest!

- Po co zatem ideały?

- Właśnie po to, aby cały czas iść.

Kiedy rzeka przestaje płynąć, staje się bagnem. Podobnie dzieje się z człowiekiem.

Drwale       

Dwóch drwali pracowało w tym samym lesie przy wyrębie drzew. Pnie drzew były ogromne, wytrzymałe i mocne. Obaj używali swych siekier z taką samą wprawą, ale każdy z nich używał innej techniki. Pierwszy uderzał w drzewo z niesłychaną wytrwałością, raz za razem, nie zatrzymując się, chyba że tylko na kilka sekund, by złapać oddech.

Drugi co godzinę robił przerwę w pracy.

O zmierzchu pierwszy był w połowie dzieła. Napocił się porządnie i nie dałby rady pracować nawet pięciu minut dłużej.

Drugi, choć to niewiarygodne, kończył ścinanie swego drzewa. Rozpoczęli razem i obydwa drzewa były dokładnie takie same.

Pierwszy nie wierzył własnym oczom.

- Nic z tego nie rozumiem! Co godzinę odpoczywałeś. Jak to możliwe, że skończyłeś tak szybko?

Tamten odparł z uśmiechem:

- Widziałeś, że co godzinę robiłem sobie odpoczynek. Nie zauważyłeś jednak, że wolny czas wykorzystywałem, aby podostrzyć siekierę.

Twój duch jest jak siekiera. Nie pozwalaj mu zardzewieć. Ostrz go trochę każdego dnia.

1. Zatrzymaj się na dziesięć minut, aby posłuchać muzyki.

2. Gdy tylko możesz, spaceruj.

3. Uściśnij każdego dnia drogie Ci osoby i powiedz każdej z nich: „Kocham cię”.

Menu

Statystyki






statystyka

Wyszukiwanie

 

Dzisiaj jest

wtorek,
03 sierpnia 2021

(215. dzień roku)

Święta

Wtorek, XVIII Tydzień zwykły
Rok B, I
Dzień Powszedni

 

Sonda



Licznik

Liczba wyświetleń strony:
1820064

Zegar