• ółążść‡

Refleksja

Jan Chrzciciel – to już przeddzień wystąpienia Jezusa. Ale prorok Izajasz, wołający: "Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego”, żył siedem wieków wcześniej. A i dzisiaj kaznodzieje powtarzają to samo: "Zmieńcie się! Nawróćcie!”. Czyżby tysiąclecia historii wypełnione były wciąż tym samym wołaniem? Czyżby ludzie ciągle potrzebowali nawrócenia? Tak. Od dnia dramatu pod drzewem poznania dobra i zła. Od momentu grzechu pierworodnego ciągle potrzeba naprawy życia, postępowania, myślenia. I nigdy nie brakowało takich, którzy tej potrzeby nie widzieli: "Abrahama mamy za ojca” – jesteśmy więc doskonali i żadnego nawrócenia nie potrzebujemy. Prorok znad Jordanu gromi ich: "Z tych kamieni może Bóg wzbudzić dzieci Abrahamowi!”. Niedługo później z tym samym wezwaniem stanął wśród swoich rodaków Jezus. Po zmartwychwstaniu posłał uczniów na cały świat. W pierwszej przemowie apostoła Piotra w dniu Pięćdziesiątnicy wróciły słowa tego samego wezwania: "Nawróćcie się... i niech każdy z was ochrzci się w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych” (Dz 2,38).

Jak liczne mogły być tłumy nad Jordanem? "Jerozolima, cała Judea i cała okolica nad Jordanem” – w końcu to mała cząstka ówczesnego świata. A w słowie "cała” jest na pewno sporo przesady charakterystycznej dla człowieka Orientu. Tych trzech tysięcy ochrzczonych po wspomnianym wystąpieniu Piotra nikt dokładnie nie liczył, a do Jerozolimy na święta przybyło i tak wielokrotnie więcej pielgrzymów. Usłuchała więc mała część. Podobnie jest za naszych dni. Widzimy w świecie tyle moralnego zła, brudu i nieporządku. Zbrodnie przeciw życiu. Grzechy przeciw rodzinie. Nadużycia własności. Manipulacje prawdą – żeby wymienić tylko te cztery fundamentalne wartości i obszary ludzkiego świata. Czy nawrócenie jednostek, a nawet tysięcy w skali milionów coś znaczy? Tym bardziej że ci, którzy mają największy wpływ na kształtowanie opinii publicznej i wzorców postępowania, tak często nie dorastają do minimalnego poziomu moralnego. Jakie więc znaczenie będzie miało moje nawrócenie? Może nie warto sobie tym głowy zawracać?

"To, co niegdyś zostało napisane, napisane zostało i dla naszego pouczenia, abyśmy dzięki cierpliwości i pociesze, jaką niosą Pisma, podtrzymywali nadzieję”. O nadziei pisze do Rzymian i do nas apostoł Paweł. Nadzieja bywa wątła, słaba, gasnąca. I nie dziwię się. Zło zda się dominować. Dlatego nadzieję trzeba podtrzymywać, umacniać, rozpalać. I to jest zadanie chrześcijan. Dlatego nie pytam, czy moje nawrócenie, czy mój wysiłek ku dobremu zdoła zmienić świat. Nadzieja to przeświadczenie, że Bóg dostrzeże każdy, najmniejszy nawet okruch dobra i wkomponuje w wielkie dzieło stworzenia i odkupienia. Wielkie sprawy? Tak. Ale te małe też są potrzebne.

Już kolejny w naszym życiu Adwent – czas nadziei. Wszyscy, którzy od wieków wołają: "Nawracajcie się!”, są ludźmi nadziei. Wiedzą, że gdy nawraca się jeden człowiek, to cały świat staje się lepszy. Bo wzrostu królestwa niebieskiego nie mierzy się miarą ludzkiej statystyki.

Ks. Tomasz Horak

Na wesoło

Przychodzi koń do baru:

- Poproszę dużą colę z lodem.

- 20 zł.

Kiedy koń powoli sączy swoją colę, barman zagaduje:

- Rzadko widujemy tu konie.

- Nie dziwię się. Cola za 20 zł…


Opowiadanie

Dwaj przyjaciele

Starszy nazywał się Frank i miał 20 lat. Młodszy Ted miał 18 lat. Wiele czasu spędzali razem, ich przyjaźń sięgała czasów szkoły podstawowej. Razem postanowili zaciągnąć się do wojska. Przed wyjazdem przyrzekli sobie u rodzinom, że będą wzajemnie uważać na siebie.

Szczęście im sprzyjało i znaleźli się w tym samym batalionie. Batalion ich został wysłany na wojnę. Było to straszliwa wojna, pośród rozpalonych piasków pustyni. Przez pewien czas Frank i Ted przebywali o obozie, chronionym przez lotnictwo. Lecz któregoś dnia pod wieczór przyszedł rozkaz by wkroczyć na terytorium nieprzyjaciela. Żołnierze pod piekielnym ogniem wroga dotarli do pewnej wsi. Ale nie było Teda. Frank szukał go wszędzie. Znalazł jego nazwisko w spisie zaginionych. Zgłosił się u komendanta z prośbą o pozwolenie na poszukiwanie jego przyjaciela.

- To jest zbyt niebezpieczne - odpowiedział komendant. - Straciłem już twego przyjaciela, straciłbym również ciebie. Tam ostro strzelają.

Frank mimo wszystko poszedł. Po kilku godzinach znalazł Teda śmiertelnie rannego. Ostrożnie wziął go na ramiona. Nagle dosięgnął go pocisk. Nadludzkim wysiłkiem udało mu się donieść przyjaciela do obozu.

- Czy warto było umierać, by ratować umarłego? - spytał komendant.

- Tak - wyszeptał Frank, gdyż przed śmiercią Ted powiedział: - Wiedziałem, że przyjdziesz.

To właśnie powiemy Bogu w takiej chwili: "Wiedziałem, Boże, że przyjdziesz!"

 

Wierzę w Kościół – katechezy o Domu Bożym dla nas cz. 2.

Ta wiara w Kościół wiąże się ściśle z wiarą Kościołowi. Akt zawierzenia Kościołowi również odnosi nas do Boga, wiąże nas z Bogiem. Wierzę Kościołowi to znaczy: ufam mu i polegam na nim, nie dlatego, że kierują nim mądrzy ludzie, lecz dlatego, że jest dziełem Bożym, że Jego Głową, kamieniem węgielnym jest Jezus Chrystus i że prowadzi go Duch Święty. Dlatego wierzę Kościołowi, że jest zbudowany na Bogu i to, co do nas mówi, jest oparte na Bożym autorytecie.

Na kanwie takiej symbiozy, takiego powiązania wiary w Kościół i wiary Kościołowi urzeczywistnia się i rozwija wiara w to, co Kościół podaje do wierzenia. Chodzi tu o wiarę szukającą zrozumienia (fides quaerens intellectum), która uznaje w Kościele depozytariusza, spadkobiercę treści objawionych przez Boga. Kościół podaje nam do wierzenia to, co od Boga bierze – to, co od Boga wziął. Tu chodzi o wiarę w to, co Kościół do wierzenia podaje.

W ten sposób, wierząc w Kościół, wierząc Kościołowi i wierząc tak, jak Kościół naucza, urzeczywistniam wraz z innymi, którzy też tak jak ja, można powiedzieć potrójnie wierzą, wspólnotę wiary, czyli Kościół. To znaczy, że Kościół jest równocześnie przedmiotem i środowiskiem wiary chrześcijanina (por. KKK 1124), przestrzenią wiary, w której ta się aktualizuje. Kiedy podważam rzeczy, które do wierzenia podaje, uderzam w jego egzystencję, dobro i rozwój, a także we własną egzystencję chrześcijańską.

bp Andrzej Czaja

Refleksja

A może po postu pomilczeć? Odrzucić złe słowa, złe gesty, złe myśli? Bo przychodzi do nas i nastaje w nas taki czas, kiedy zaczynamy odczuwać te wszystkie złe sprawy, a krótkie dni i chłód potęgują nasze doznania. Szukamy instynktownie czegoś, co by nas pobudziło, co pozwoliłoby nam być pełnymi werwy i gotowymi do działania, a zarazem radosnymi. Czegoś, co mogłoby nas odnowić i zaszczepić w nas nadzieję i siłę. Nie chodzi tu jednak ani o depresję jesienną, ani o chandrę.

Adwent to radosny czas oczekiwania na dzień Bożego Narodzenia. Tylko Bóg wie dokładnie, ile jeszcze pozostało przed nami Adwentów. Czy każdy z dotychczas przeżytych stał się dla nas zaczynem nowego życia, zaowocował wzrostem wiary, nadziei, miłości? Na to pytanie każdy musi sam sobie odpowiedzieć. Dlatego dobrze by było usiąść i pomilczeć, przeanalizować wszystko, co wokół nas się dzieje i zastanowić się nad naszym dalszym bytem. I niezależnie od tego, jak odpowiedź będzie brzmiała, wszyscy przecież chcemy otrzymać kolejną szansę dobrego przeżycia Adwentu.

Prorok Izajasz mówi nam: „Tyś, Panie, naszym Ojcem, "Odkupiciel nasz" to Twoje imię odwieczne. … Panie, Tyś naszym Ojcem. Myśmy gliną, a Ty naszym twórcą. Dziełem rąk Twoich jesteśmy my wszyscy.” (Iz 63,16c;64,7). Skoro mamy Odkupiciela, którego przyjście będziemy świętować za cztery tygodnie, to powinniśmy wykorzystać czas oczekiwania na przygotowanie.

W tym właśnie przygotowaniu wspomaga nas Słowo wysłuchiwane podczas liturgii Słowa przez cały czas Adwentu. Od nas zależy, co zapamiętamy i co wprowadzimy w czyn. To przecież do nas św. Paweł mówi: „Bogu mojemu dziękuję wciąż za was, za łaskę daną wam w Chrystusie Jezusie. W Nim to bowiem zostaliście wzbogaceni we wszystko: we wszelkie słowo i wszelkie poznanie, bo świadectwo Chrystusowe utrwaliło się w was, tak iż nie brakuje wam żadnego daru łaski, gdy oczekujecie objawienia się Pana naszego Jezusa Chrystusa.” (1 Kor 1,4-7). Wzbogaceni jesteśmy we wszystko, ale musimy popracować nad sobą, by łaska wydała widoczne owoce.

Dlatego też w Ewangelii na dzisiejszy dzień słyszymy o potrzebie czujności, o potrzebie czuwania, co jednocześnie rozumiane powinno być jako gotowość na Paruzję. Ewangeliczne słowa o czuwaniu trafiają w samo sedno problemu przygotowania. Słysząc o potrzebie czujności, o potrzebie czuwania, powinniśmy zdawać sobie sprawę z tego, że słowa te dotyczą naszej gotowości na ponowne przyjście Pana, na Paruzję. „Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: z wieczora czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem. By niespodzianie przyszedłszy, nie zastał was śpiących.” (Mk 13,35-36).  Mamy być gotowi zawsze i w każdej chwili, abyśmy na polecenie „Czuwajcie” mogli odpowiedzieć zgodnie z prawdą: czuwamy, jesteśmy gotowi. Jednak nasza odpowiedź będzie prawdziwa dopiero wtedy, gdy zrozumiemy, że gotowość nie powinna wypływać z poczucia obowiązku, lecz przede wszystkim z miłości, nadziei, tęsknoty, oczekiwania. Musimy sobie sami odpowiedzieć na pytanie: czy jesteśmy gotowi pomilczeć na ten temat?

Piotr Blachowski 

Opowiadanie

Łódź

Któregoś wieczoru dwaj turyści, którzy przebywali na kempingu nad brzegiem jeziora, postanowili przepłynąć łodzią jezioro, aby napić się czegoś w barze znajdującym się po drugiej stronie.

Zatrzymali się tam do późnej nocy, opróżniając całą serię butelek.

Gdy wyszli z baru, zataczali się nieco, ale udało im się zająć miejsca w łodzi.

Zaczęli wiosłować krzepko. Spoceni i zasapani przez dwie godziny wytężali siły. Wreszcie jeden z nich powiedział:

- Nie sądzisz, że o tej porze już dawno powinniśmy dobić do drugiego brzegu?

- Z pewnością! - odpowiedział drugi. - Może nie wiosłowaliśmy odpowiednio mocno.

Podwoili więc wysiłki i jeszcze przez godzinę wiosłowali zapamiętale. Gdy nastał świt, zdumieni stwierdzili, że znajdują się ciągle w tym samym miejscu.

Zapomnieli odczepić mocną linę, którą przywiązali swą łódź do pomostu.

Iluż ludzi krąży w kółko i miota się całymi dniami bez efektu, ponieważ do końca nie uwolnili się od więzów i uciążliwych przyzwyczajeń.

 

Wierzę w Kościół – katechezy cz. 1.

Katechezom o Kościele, które dziś rozpoczynamy nadałem tytuł: Wierzę w Kościół. Jako chrześcijanie, takie wyznanie wiary składamy bardzo często wobec Boga: „Wierzę w Kościół jeden, święty, powszechny i apostolski” – mówimy zawsze w Dzień Pański. Zatem postawmy sobie najpierw pytanie: dlaczego Kościół jest przedmiotem wiary chrześcijanina i co to znaczy wierzyć w Kościół? W drugiej części katechezy będę się też starał odpowiedzieć na pytanie: po co Kościół i w czym jego wartość? To pytanie stale do nas wraca i domaga się jasnej odpowiedzi. Od tej kwestii ojcowie Soboru Watykańskiego II rozpoczęli swój wykład nauki o Kościele. W punkcie wyjścia nie interesowali się tym, jak Kościół powstał, w czym tkwi jego istota i jaka jest jego struktura, ale poszukiwali odpowiedzi na pytanie: po co Kościół i w czym jego wartość? Najpierw jednak ustalmy, dlaczego trzeba wierzyć w Kościół i co to znaczy? Zatem tytuł katechezy brzmi: „Wiara w Kościół. Sens i wartość Kościoła”.

Zasadność wierzenia w Kościół wynika, jak mówi teologia, z jego misteryjnego charakteru – z  faktu, że nie jest rzeczywistością z tego świata. Kościół jest Bożą, choć i zarazem bosko-ludzką tajemnicą, analogicznie jak Wcielenie i Pascha Chrystusa (por. KK 8). Dlatego nie sposób ogarnąć go rozumem – potrzeba aktu wiary. Rzeczywistość Kościoła wykracza poza nasze naturalne możliwości poznawcze, ale nie jesteśmy bezsilni, ponieważ rzeczywistość Kościoła jako tajemnica została nam objawiona przez samego Boga. Mamy bardzo konkretne Boże pouczenie i naukę rozwijaną przez wieki. Ta nauka o Kościele, zwana eklezjologią, stale się rozwija, w oparciu o objawioną nam o Kościele prawdę Bożą, którą przyjmujemy rozumem oświeconym wiarą.

Wiara w Kościół – czym jest? Jest zupełnie innej natury aniżeli wiara w Boga (Credo in Deum). Trzeba być tego świadomym, „by nie mieszać Boga i Jego dzieł” (KKK 750). Trzeba rozróżniać Boga i Jego dzieła. Można powiedzieć, że o ile wiara w Boga oznacza zawierzenie Bogu, zdanie się na Niego, o tyle wiara w Kościół jest konkretyzacją wiary w Boga, jest wyznawaniem Boga działającego w historii, Boga bliskiego ludziom. Wiara w Kościół to jest właściwie wiara w Boga Emmanuela, Boga z nami, który angażuje się w nasze ziemskie życie. Wierzyć w Kościół to wierzyć w takiego Boga, który nie zasiada tylko na wysokim niebie, ale urzeczywistnia społeczność z ludzkich osób – społeczność, która stanowi świątynię duchową, budowaną przez Boga z nas jako żywych kamieni. Wierzyć w Kościół to znaczy wierzyć w Boga aktywnego w historii, Boga bliskiego ludziom, który angażuje się w nasze życie, by dać nam na zawsze swoje życie.

bp Andrzej Czaja

Refleksja

Jak co roku, w XXXIV Niedzielę Zwykłą obchodzimy w całym Kościele Katolickim Uroczystość Jezusa Chrystusa, Króla Wszechświata. Liturgia Bożego słowa niesie nam bardzo istotne pouczenie na temat tożsamości naszego Króla, wyjaśnia, kim jest, mówi o Jego Królestwie, Jego działaniu i skutkach Jego aktywności w naszym życiu. Św. Paweł jednoznacznie przekazuje, że Królem Wszechświata jest Umiłowany Syn Ojca, który jest obrazem Boga niewidzialnego, Pierworodnym wobec każdego stworzenia, który jest przed wszystkim i wszystko w Nim ma istnienie. „I On jest Głową Ciała, czyli Kościoła. On jest początkiem, Pierworodnym spośród umarłych”.

Z odczytywanego fragmentu Ewangelii św. Łukasza wynika, że ów Król żydowski objawił ostatecznie swą moc dopiero jako rozpięty na krzyżu. Okazuje się, że nie są Go w stanie poruszyć największe nawet szyderstwa; ani te członków Wysokiej Rady, którzy drwiąco mówili: „Innych wybawiał, niechże teraz sam siebie wybawi, jeśli jest Mesjaszem”. Ani żołnierskie kpiny „Jeśli Ty jesteś Królem Żydowskim, wybaw sam siebie”, ani urągania złoczyńcy „Czy Ty jesteś Mesjaszem? Wybaw siebie i nas”. Króla Wszechświata porusza natomiast ludzka skrucha, pełna szczerości. Kiedy słyszy „My przecież sprawiedliwie odbieramy słuszną karę za nasze uczynki” oraz pokorną prośbę „Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa” składa dobremu łotrowi obietnicę: „dziś ze Mną będziesz w raju”. Tym samym objawia nam wszystkim, że Jego Królewskie władanie nie polega na podboju ludów, lecz na obdarowywaniu nas nowym życiem.

Tak, Jezus to Król nie z tej Ziemi! Jego królestwo przepięknie określa prefacja dzisiejszej uroczystości – jest to „królestwo prawdy i życia, królestwo świętości i łaski, królestwo sprawiedliwości, miłości i pokoju”. Któż by nie chciał doświadczać na trwałe tych wspaniałych wartości, dobrodziejstw w codziennym życiu? Jezusowa obietnica pełnego dostępu do nich związana jest wyraźnie z utraconym rajem, to jest rzeczywistością boską. Można jednak w owej rzeczywistości bardzo realnie partycypować już w czasie ziemskiego pielgrzymowania. Jest to możliwe odkąd Boży Baranek przelał na krzyżu za nas wszystkich swoją Krew. Wówczas Bóg Ojciec – zaświadcza Apostoł Paweł – „uzdolnił nas do uczestnictwa w dziale świętych w światłości, uwolnił nas spod władzy ciemności i przeniósł do królestwa swego umiłowanego Syna, w którym mamy odkupienie, odpuszczenie grzechów”.

Dlatego Matka – Kościół wzywa nas słowami Psalmisty: „Idźmy z radością na spotkanie Pana”. Jednak Jego Królestwo staje się naszym udziałem dopiero pod jednym warunkiem. Okazuje się, że nie można przeżywać spotkania z Panem jedynie jak ów lud na Kalwarii, który stał i patrzył. Tak przeżywana liturgia Najświętszej Ofiary nie może przynosić oczekiwanego owocu. Doświadcza się rzeczywistości Królestwa Bożego tylko wówczas, gdy Jezusa gości się w swoim sercu. Im więcej miejsca dla Jezusa w naszym życiu, tym więcej doświadczania Królestwa Bożego! A ono jest pełne prawdy i życia, sprawiedliwości i pokoju. Niech smak Królestwa będzie tęsknotą i radością duszy każdego z nas.

bp Andrzej Czaja

 

Na wesoło

- Dlaczego wracasz tak późno do domu? – pyta żona męża.

- Wyszedłem z baru i spotkałem księdza. Powiedział, że zszedłem na złą drogę. No to zwróciłem do knajpy…

 

Z nauczania pasterzy diecezji opolskiej

Papież Franciszek mówi wiele o kulturze spotkania i sztuce bliskości. Bardzo tego potrzebujemy w relacjach między nami, ale nie mniej w budowaniu komunii z Bogiem. Dlatego jakże ważne jest nasze udawanie się do miejsc Jego rzeczywistej obecności, aby Go spotkać i wejść z Nim w dialog. Nie da się niczym zastąpić naszej obecności w domu Bożym i naszej modlitwy. Wiedzieli o tym nasi przodkowie i stąd wynikał ich wielki szacunek do świątyni Pana oraz częsta obecność w niej, jeśli tylko pozwalały na to siły i uwarunkowania życia. Przekazali nam też ważną maksymę na życie, że w kościele zawsze jest co robić – bo czeka na nas Bóg. Tymczasem wskutek pandemii w wielu parafiach część wiernych przestała chodzić do kościoła, a młodzież coraz częściej nie widzi sensu w takim praktykowaniu wiary. Jeśli to się ma zmienić, potrzeba z naszej strony wyrazistego świadectwa wartościowania każdej możliwości spotkania z Panem w Jego domu: udziału w Eucharystii, nabożeństwach, trwania na adoracji czy nawiedzenia Pana Jezusa obecnego w tabernakulum.

bp Andrzej Czaja

STANOWISKO
RADY STAŁEJ KONFERENCJI EPISKOPATU POLSKI

WOBEC DZIAŁAŃ JANA PAWŁA II
ODNOSZĄCYCH SIĘ DO PRZESTĘPSTW SEKSUALNYCH WOBEC MAŁOLETNICH

 W przestrzeni publicznej coraz częściej słyszymy pytania o postawę Jana Pawła II wobec dramatu wykorzystywania seksualnego osób małoletnich i bezbronnych przez duchownych, a także o sposób reagowania na tego rodzaju przestępstwa podczas jego pontyfikatu. Coraz głośniej stawiana jest teza, że Papież nie podchodził właściwie do tego rodzaju czynów i niewiele robił, aby ten problem rozwiązać, a nawet go ukrywał. Wydaje się, że panuje swego rodzaju moda na formułowanie tego typu opinii. Wpisuje się to w próby podważenia autorytetu Jana Pawła II, a nawet zakwestionowania jego świętości, potwierdzonej w procesie beatyfikacyjnym i kanonizacyjnym. W  konsekwencji stanowi to usiłowanie pomniejszenia znaczenia tego wyjątkowego pontyfikatu dla Kościoła, świata, kultury i człowieka.

Medialny atak na św. Jana Pawła II i jego pontyfikat znajduje także swoją przyczynę w  nastawieniu do jego nauczania, wyrażonego chociażby w takich encyklikach, jak Redemptor hominis czy Veritatis splendor, a także w głoszonej przez niego teologii ciała, co  nie odpowiada współczesnym ideologiom propagującym hedonizm, relatywizm i nihilizm moralny.

W tej sytuacji uczciwe szukanie prawdy i dawanie jej świadectwa jest obowiązkiem każdego prawego sumienia. Spojrzenie na działania Jana Pawła II powinno uwzględniać kontekst historyczny i ówczesny stan wiedzy, a także uwarunkowania, w jakich on żył. Były one naznaczone przede wszystkim następstwami rewolucji kulturowej 1968 roku, odrzucającej obiektywne kryteria moralności i osobowej odpowiedzialności. Powszechnie głoszono, zwłaszcza w środowiskach uniwersyteckich Zachodu, że wszystko ma tę samą wartość i że, w konsekwencji, nie istnieje odtąd żadna różnica między dobrem i złem, prawdą i fałszem, pięknem i brzydotą. Obecnie pojawiają się nowe ideologie, które są spuścizną rewolucji 1968 roku. Podważają one chrześcijańską antropologię, której podstawową prawdą jest stworzenie człowieka przez Boga, jako kobietę i mężczyznę, na Jego obraz i podobieństwo. W sposób oczywisty walka z chrześcijańską wizją człowieka łączy się z próbami podważania wielkiego autorytetu, jakim na całym świecie cieszy się św. Jan Paweł II, który z ogromną mocą głosił tę wizję na wszystkich współczesnych mu areopagach.

Starając się zrozumieć podejście Jana Pawła II do problemu wykorzystywania seksualnego małoletnich, pragniemy pokazać konsekwentnie podejmowane przez niego działania. 

1. Już w początkach pontyfikatu w wprowadzonym przez Jana Pawła II w 1983 roku nowym „Kodeksie Prawa Kanonicznego” jednoznacznie zobligowano przełożonych kościelnych do karania sprawiedliwą karą członków kleru, będących sprawcami wykorzystania seksualnego małoletnich, nie wyłączając wydalenia ich ze stanu duchownego.

W 1992 roku Jan Paweł II ogłosił „Katechizm Kościoła Katolickiego”, który w artykule 2389 stwierdza, że „nadużycia seksualne popełniane przez dorosłych na dzieciach lub młodzieży powierzonych ich opiece” są grzechem, będącym „jednocześnie gorszącym zamachem na integralność fizyczną i moralną młodych, którzy będą nosić jego piętno przez całe życie, oraz pogwałceniem odpowiedzialności wychowawczej”.

2. Prawdopodobnie pierwszy poważny sygnał o przestępstwach seksualnych popełnianych przez duchownych na szkodę osób małoletnich dotarł do Jana Pawła II z Kościoła w Stanach Zjednoczonych w 1985 roku za pośrednictwem nuncjusza apostolskiego w Waszyngtonie. Była to analiza dotycząca nieskuteczności dotychczasowych działań Kościoła w USA wobec sprawców wspomnianych przestępstw. O rzeczywistej skali tego zjawiska nie miano jednak wtedy pełnego wyobrażenia.

3. Podczas wizyty ad limina episkopatu USA w 1993 roku Jan Paweł II zauważył, że biskupi nie byli jednomyślni w stosowaniu prawa karnego w odniesieniu do przestępstw seksualnych popełnianych przez duchownych. Dominowała tendencja do minimalizowania znaczenia prawa karnego w życiu wspólnoty kościelnej, a istniejące narzędzia prawne często nie były stosowane. Nie uświadamiano sobie również tego, jak głębokie i szkodliwe dla psychiki ofiar mogą być skutki tych przestępstw. W tym samym bowiem czasie w skali światowej rosły w siłę ruchy domagające się legalizacji pedofilii.

Po tej wizycie w liście do biskupów amerykańskich Jan Paweł II napisał: „kanoniczne kary, które są przewidziane za niektóre przestępstwa i wyrażają społeczną dezaprobatę wobec zła, są w pełni uzasadnione. Pomagają one zachować wyraźne rozróżnienie między dobrem a złem, przyczyniają się do moralnego zachowania, a także tworzą właściwą świadomość wagi popełnionego zła”.

W drugiej części tego listu Jan Paweł II przestrzegał przed traktowaniem zła moralnego jako okazji do sensacji. „Zło rzeczywiście może być sensacyjne, ale sensacyjność wokół niego jest zawsze niebezpieczna dla moralności” – pisał. Możliwe, że ten sposób myślenia Papieża był pewną konsekwencją wynikającą z jego polskich bolesnych doświadczeń, gdy pod rządami komunistów mass media były niejako urzędowo wrogie wobec Kościoła i częstokroć pojawiające się w niej informacje były po prostu kłamstwami i oszczerstwami. Postawa nieufności i niedowierzania wobec pojawiających się zarzutów dotyczących duchownych była zatem w dużej mierze uzasadniona, tym bardziej że w systemie komunistycznym były one często sposobem dyskredytowania pozycji i działania Kościoła oraz okazją do werbowania współpracowników spośród duchowieństwa.

4. Wydaje się, że w okresie od połowy lat osiemdziesiątych do połowy lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku skandal wykorzystania seksualnego rysował się dla Jana Pawła II głównie jako problem Kościoła w Stanach Zjednoczonych i w krajach anglosaskich. Dlatego w 1994 roku wydał on indult dla Kościoła w USA, którego celem było zapewnienie większej ochrony dzieci i młodzieży poprzez uzgodnienie przepisów kościelnych z prawem amerykańskim. Dokument  ten podniósł wiek ochrony osób małoletnich z 16 do 18 lat i wydłużył okres przedawnienia przestępstw wykorzystania seksualnego małoletnich do 10 lat od ukończenia 18. roku życia przez osobę skrzywdzoną. Dwa lata później, w 1996 roku, Papież wydał podobny indult dla Kościoła w Irlandii, skąd również zaczęły napływać informacje o przestępstwach seksualnych popełnionych przez duchownych.

Świadomość Papieża dotycząca skali i skutków tych przestępstw wzrastała zatem wraz z upływem lat. Stawało się dla niego coraz bardziej jasne, że biskupi i wyżsi przełożeni zakonni nie podejmowali adekwatnych i przewidzianych prawem działań oraz że nie radzili sobie z ich stosowaniem.

5. Dlatego, pomimo posoborowych tendencji decentralizacyjnych, w 2001 roku Jan Paweł II wydał dokument Sacramentorum sanctitatis tutela dla całego Kościoła. Dziecko zostało w nim ukazane jako jeden z największych skarbów, który za wszelką cenę należy chronić. Krzywda wyrządzona dziecku w sferze seksualnej została uznana za jedno z najcięższych przestępstw kościelnych i zrównana z profanacją Najświętszego Sakramentu czy złamaniem tajemnicy spowiedzi. Aby uniknąć bagatelizowania tych przestępstw w ramach Kościołów lokalnych, Papież na mocy tego dokumentu ustanowił jurysdykcję Stolicy Apostolskiej nad wszystkimi przypadkami wykorzystania seksualnego małoletnich od momentu uprawdopodobnienia się przestępstwa i nakazał jego zgłoszenie do Kongregacji Nauki Wiary. Odtąd postępowania karne prowadzone w tych sprawach zostały zarezerwowane Stolicy Apostolskiej i po dzień dzisiejszy pozostają pod jej ścisłą kontrolą. Decyzja ta pokazała, że Jan Paweł II zdał sobie sprawę ze skali i globalnego charakteru kryzysu spowodowanego wykorzystaniem seksualnym dzieci i młodzieży. Ta zmiana w stosowaniu i egzekwowaniu prawa była prawdziwie bezprecedensowa. Z perspektywy czasu widać, że okazała się ona punktem przełomowym w walce Kościoła z przestępstwami seksualnymi we własnych szeregach. W ślad za tymi decyzjami Jana Pawła II Stolica Apostolska zobowiązała wszystkie Episkopaty do wprowadzenia szczegółowych norm postępowania w takich przypadkach, przy równoczesnym respektowaniu prawa świeckiego.

6. Przejawem wzrastającej świadomości Papieża było jego przemówienie do kardynałów amerykańskich w kwietniu 2002 roku podczas spotkania, które było bezpośrednim następstwem fali ujawnień przestępstw wobec dzieci i małoletnich dokonanych przez osoby duchowne, sprowokowanej przez serię artykułów zamieszczonych w dzienniku „Boston Globe”. Dokonując diagnozy kryzysu, Jan Paweł II wskazał na ból osób zranionych przestępstwem. Ofiary nadużyć oraz ich rodziny zapewnił o „swojej głębokiej solidarności i trosce”. Zaznaczył przy tym, że zmierzenie się z tymi bolesnymi skutkami musi odmienić Kościół i uczynić go bardziej świętym. Podkreślił też, że kto krzywdzi młodych, jest tej świętości zaprzeczeniem i że „w kapłaństwie i życiu zakonnym nie ma miejsca dla tych, którzy krzywdziliby małoletnich”. Za istotną część problemu uznał też fakt, że „wielu czuje się zranionych sposobem podejścia hierarchów do tych przestępstw” oraz ich „decyzjami, które w skutkach okazały się błędne”. Podana przez Papieża diagnoza kryzysu jest zatem jasna, a kierunek działań, które mają uzdrowić sytuację – jednoznaczny.

7. Z przedstawionych działań Jana Pawła II wobec ujawniającego się coraz wyraźniej kryzysu wyłania się obraz Pasterza, który odważnie i zdecydowanie pragnął się z nim zmierzyć, będąc równocześnie świadomy, że kryzys ten może zagrozić zdolności Kościoła do właściwego pełnienia jego misji w świecie. Papież doszedł do wniosku, że tylko „Kościół, stawiający czoła problemowi wykorzystywania z jasnością i determinacją” może również pomóc społeczeństwu przeciwstawić się pladze przestępstw seksualnych wobec małoletnich i bezbronnych. Widząc, że wobec tego problemu punktowe odpowiedzi nie są wystarczającym rozwiązaniem, w 2001 roku Papież podjął decydujący krok i zmienił prawo, które stało się narzędziem dla całego Kościoła. Tą zmianą uruchomił proces oczyszczania Kościoła, kontynuowany przez jego następców: papieży Benedykta XVI i Franciszka.

Usiłując dzisiaj zrozumieć ówczesną sytuację, trzeba też uwzględnić dominującą wtedy także w Kościele mentalność dyskrecji. Jeśli więc nawet podejmowano jakieś działania, to jednocześnie panował lęk i opór przed ich transparentnym komunikowaniem.

Ponadto lektura raportu Stolicy Apostolskiej dotyczącego byłego kard. Theodora McCarricka każe stawiać pytania o to, w jakim stopniu Jan Paweł II był rzetelnie informowany przez powołane do tego organy, a w jakim stopniu pewne decyzje były podejmowane bez jego wiedzy na innych szczeblach władzy, zgodnie z kompetencjami. W każdym razie raport nt. McCarrica nie pokazuje jakiegokolwiek „tuszowania” czy „zamiatania pod dywan” przez Jana Pawła II przestępstw seksualnych, których dopuścili się duchowni.

Próba zrozumienia postawy i działań świętego Jana Pawła II może być dla nas szansą na uświadomienie sobie, że działanie Boże przechodzi przez zwykłe – uwarunkowane kontekstem dziejowym i osobistą historią – człowieczeństwo. Jest także dla nas drogą do głębszego zrozumienia świętości, która polega na heroicznym przeżywaniu wiary, nadziei i miłości. Papież wielką wrażliwością otaczał każdego człowieka, o czym świadczy jego życie i nauczanie. Ogłoszenie przez Kościół świętości człowieka nie jest stwierdzeniem jego bezgrzeszności, a tym bardziej bezbłędności, lecz uznaniem świadectwa jego więzi z Chrystusem, mimo i na przekór ludzkim ograniczeniom i uwarunkowaniom.

Bezspornym faktem jest, że Jan Paweł II był papieżem, który zgodnie z nabywaną wiedzą podjął zdecydowaną walkę z przypadkami wykorzystywania seksualnego dzieci i małoletnich przez niektórych duchownych oraz wprowadził obowiązujące w całym Kościele normy  rozliczania tego typu przestępstw, podkreślając, że w „stanie kapłańskim i życiu zakonnym nie ma miejsca dla tych, którzy krzywdziliby młodych”. Rozpoczął jakże ważny i kontynuowany do dziś proces oczyszczenia Kościoła w tej sferze.

Jasna Góra, 14 listopada 2022 roku

Mamy kościół - jesteśmy Kościołem...     

     Dokładnie 16.10.1932 r., w uroczystość św. Jadwigi Śl. – 46 lat przed wyborem papieża Jana Pawła II – bp Wojciech dokonał konsekracji nowo powstałej świątyni p.w. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Krośnicy. Dziś, również w uroczystość św. Jadwigi, patronki Śląska – i w 44. rocznicę wyboru św. Jana Pawła II – gromadzimy się wraz z biskupem Pawłem, by świętować 90. Rocznicę tamtego wydarzenia, które już na zawsze zmieniło oblicze Krośnicy. Napełnia nas wdzięczna radość i duma, napełnia nas nadzieja i poczucie bezpieczeństwa – znak świątyni jest bowiem znakiem obecnego wśród nas Boga. Jest z nami Bóg, który nas bezgranicznie i nieodwołalnie kocha i któremu bardzo zależy na nas.

    Świątynia jest znakiem i miejscem, które gromadzi wspólnotę Kościoła. Świątynia jest znakiem, że nie tylko mamy kościół, ale przede wszystkim jesteśmy Kościołem – uczniami Jezusa Chrystusa, powołanymi i posłanymi, by budować Jego Królestwo na tym świecie, poczynając od Krośnicy i Boryczy, poczynając od naszych rodzin i innych miejsc życia.

    Dlatego obok tej wdzięczności, radości i dumy napełnia nas również poczucie odpowiedzialności za dziedzictwo, które otrzymaliśmy, a które my mamy obowiązek przekazać następnym pokoleniom. To wielka odpowiedzialność i zadanie. Czy jemu sprostamy?

  

     Od 20.10.2021 r. trwa budowa Parafialnego Domu Spotkań i Formacji w Krośnicy. Jesteśmy wdzięczni Bogu i ludziom za każdą pomoc materialną i duchową w realizacji tego dzieła. Wszystkich ofiarodawców i dobroczyńców otaczamy swoją nieustanną modlitwą. Planujemy także uwiecznić ich w postaci pamiątkowych cegiełek, które zostaną umieszczone na zewnętrznej ścianie budynku. Póki co jednak wciąż prosimy o każdy dar i pomoc tak materialną, jak i modlitewną.    W przedsionku kościoła przy makiecie naszego parafialnego Domu można złożyć ofiarę do przygotowanej skarbonki jednocześnie zabierając pamiątkową „wizytówkę”. Ofiarę można także składać bezpośrednio na konto nr:   63 8907 1089 2002 1000 1323 0002.   Lub dla euro:   36 8907 1089 2002 1000 1323 0003.

Serdeczne BÓG ZAPŁAĆ! 

MODLITWA SYNODALNA

W Kościele rozpoczął się (10.10.2021) Synod o synodalności. Sygnalizując na razie to ważne wydarzenie zachęcam wszystkich do modlitwy w tej intencji słowami św. Izydora:

     Stajemy przed Tobą, Duchu Święty, zgromadzeni w Imię Twoje. Z Tobą jedynie, który nas prowadzisz; zamieszkaj w naszych sercach, naucz nas drogi, którą mamy iść i jak mamy nią podążać. Jesteśmy słabi i grzeszni, nie dozwól, abyśmy wprowadzali nieład. Nie pozwól, by niewiedza sprowadziła nas na niewłaściwą drogę, albo stronniczość wpływała na nasze działania. Niech w Tobie odnajdziemy naszą jedność, abyśmy mogli razem podążać do życia wiecznego, i abyśmy nie zbaczali z drogi prawdy i tego, co jest słuszne. O to wszystko prosimy Ciebie, który działasz w każdym miejscu i czasie, w komunii Ojca i Syna, na wieki wieków. Amen.

Opowiadanie

Wizyta

Codziennie w południe pewien młody człowiek zjawiał się przy drzwiach kościoła i po kilku minutach odchodził. Nosił kraciastą koszulę i podarte dżinsy, tak jak wszyscy chłopcy w jego wieku. Miał w ręku papierową torebkę z bułkami na obiad. Proboszcz, trochę nieufny zapytał go kiedyś, po co tu przychodzi. Wiadomo, że w obecnych czasach istnieją ludzie, którzy okradają również kościoły.

- Przychodzę pomodlić się - odpowiedział chłopak.

- Pomodlić się... Jak możesz modlić się tak szybko? – powątpiewał kapłan.

- Och... codziennie zjawiam się w tym kościele w południe i mówię tylko:
"Jezu, przyszedł Jerzy", potem odchodzę. To maleńka modlitwa, ale jestem pewien, że On słucha – odpowiedział chłopak.

W kilka dni później, w wyniku wypadku przy pracy, chłopak został przewieziony do szpitala z bardzo bolesnymi złamaniami. Umieszczono go w pokoju razem z innymi chorymi. Jego przybycie zmieniło oddział. Po kilku dniach, jego pokój stał się miejscem spotkań pacjentów z tego samego korytarza. Młodzi i starzy spotykali się przy jego łóżku, a on miał uśmiech i słowo otuchy dla każdego.            

Przyszedł odwiedzić go również proboszcz i w towarzystwie pielęgniarki stanął przy łóżku chłopaka.

-Powiedziano mi, że jesteś cały pokiereszowany, ale że pomimo to wszystkim dodajesz otuchy. Jak to robisz? – zapytał kapłan.

-To dzięki Komuś, Kto przychodzi odwiedzić mnie w południe – odpowiedział Jerzy.

Pielęgniarka przerwała mu: Tu nikt nie przychodzi w południe...
Odparł szybko: O, tak! Przychodzi tu codziennie i stając w drzwiach mówi: "Jerzy, to Ja, Jezus"- i odchodzi.

Opowiadanie

Milczenie

- Dość! Mam ich naprawdę dość!

Wszyscy w niebie wstrzymali oddech. Nikt nie widział nigdy dotąd tak zagniewanego Jezusa. To właśnie On grzmiącym głosem okazał swój boski gniew.

- Przez trzydzieści trzy lata przebywałem wśród ludzi, mówiłem im wielokrotnie, że czyny są tysiąc razy ważniejsze od słów. Dlatego zostałem ukrzyżowany. Tłumaczyłem na wszystkie sposoby, że to nie po słowach i pustych ceremoniach będą oceniali moich uczniów, ale po tym, w jaki sposób będą okazywać miłość.  Prawie nikt tego nie zrozumiał! Głoszą kazania, śpiewają wzruszające hymny, uczestniczą w przejmujących nabożeństwach, a tak mało czynią!

- Co zamierzasz zrobić, Jezu? – spytał nieśmiało jakiś anioł.

- Odbiorę im mowę… Jak to się stało z Zachariaszem, ojcem Jana Chrzciciela!

Tak zdecydował Jezus i odebrał wszystkim chrześcijanom zdolność mówienia. Nagle w całym świecie wśród wszystkich wierzących w Chrystusa zapanowało wielkie milczenie.

W pierwszym momencie ludzie zdumieli się. Wielu pobiegło do aptek, by kupić syrop i pastylki na ból gardła. Popyt na zioła i miód też był ogromny. Potem zaczęto się martwić, aż w końcu ludzi ogarnęło przerażenie. Jak mogli modlić się bez słów? Jak mogli powiedzieć Jezusowi i bliźnim, że ich kochają? Wielcy teolodzy nie mogli nawet wypowiedzieć słowa „transsubstancjacja” (czyli „przeistoczenie”), a kaznodzieje bez wzniosłych określeń i głębokich pojęć czuli się bezrobotni. Zwykli ludzie nie potrafili się kłócić. Co gorsza, nie wiedzieli, jak wyrazić solidarność, pociechę, współczucie i jedność. W wyniku przemyśleń doszli do prostego wniosku: „To, czego nie możemy wypowiedzieć słowami, możemy przekazać za pomocą czynów”.

Wielu tak właśnie sądziło. Wybitni mistrzowie słowa stali się spontaniczni i szczerzy, nauczyli się wyrażać siebie, posługując się spojrzeniem, uśmiechem, czułością, gestami dobroci. Na wydziałach teologicznych uniwersytetów otwarto stołówki i schroniska dla biednych i bezdomnych. Również nauka katechizmu stała się radosna, przeplatana zabawą. Wielu czuło się zawstydzonych, wspominając, jak łatwo kłamało się za pomocą słów. W niektórych gazetach ukazały się artykułu zatytułowane „Patrzcie, jak oni się miłują!”.

Coraz więcej ludzi uznawało taki sposób wyrażania wiary za bardzo interesujący. Przyciągała ich atmosfera przyjaźni, pokoju, prawdziwej gościnności, jaką oddychało się wśród uczniów Jezusa. Gdy po pewnym czasie Jezus zwrócił im możliwość posługiwania się słowami, byli niemal zasmuceni. W czasie wielkiego milczenia doświadczyli, ile czułości jest w wierze chrześcijańskiej.

Opowiadanie

Łza pustyni

W Marrakeszu pewien misjonarz zauważył leżącego człowieka, który głaskał ręką piasek, a ucho przykładał do ziemi. Misjonarz zainteresowany tym dziwnym zachowaniem, zapytał:

- Co pan robi?

- Towarzyszę pustyni i łączę się z nią w jej samotności i płaczu

- Nie wiedziałem, że pustynia płacze.

- Płacze każdego dnia. Ma wielkie pragnienie – chciałaby być pożyteczna dla człowieka i zamieniać się w ogromny ogród, w którym byłoby uprawiane zboże, rosłyby kwiaty oraz pasałyby się owce.

- Mam do pana prośbę. Proszę powiedzieć pustyni, że rolę, która została jej powierzona, wypełnia bardzo dobrze. Jej otwarta przestrzeń pozwala mi zrozumieć, jak mali jesteśmy przed Bogiem. Kiedy patrzę na jej piasek, wyobrażam sobie miliony ludzi, którzy zostali stworzeni jako równi sobie, i myślę, że nie zawsze świat traktuje ich w sposób jednakowy. Wzniesienia pustynne pomagają mi medytować. Kiedy widzę wschodzące na horyzoncie słońce, moja dusza wypełnia się radością, a ja czuję się bliżej Boga.

Następnego ranka misjonarz ponownie spotkał mężczyznę w tym samym miejscu i w tej samej pozycji.

- Czy przekazał pan pustyni wszystko to, co wczoraj jej przekazałem?

Człowiek przytaknął głową.

- I nadal płacze?

- Tak. Teraz płacze, ponieważ tysiące lat żyła w przekonaniu, że jest całkowicie bezużyteczna, i cały ten czas zmarnowała na przeklinaniu Boga i swojego losu.

- Niech więc pan jej powie, że również człowiek często sądzi, że jest bezużyteczny. Rzadko odkrywa sens swojego przeznaczenia i myśli, że Bóg był wobec niego niesprawiedliwy.

- Nie wiem, czy pustynię przekonają te argumenty – powiedział człowiek

- Doszliśmy do chwili, aby zrobić to, co czynię wtedy, kiedy mam wrażenie, że ludzie stracili już nadzieję. Pomódlmy się.

Uklękli i obaj się pomodlili.

Następnego dnia, kiedy misjonarz odbywał poranny spacer, w miejscu, w którym wcześniej spotykał owego człowieka wytrysnęło źródło. W kolejnych miesiącach stawało się coraz większe i mieszkańcy okolicy wybudowali wokół niego studnię.

Beduini nazwali tę studnię Łzą Pustyni. Mówią, że wszyscy, którzy piją z niej wodę, potrafią zamienić swoje cierpienie w powód do radości.

Plan

Podczas Wniebowstąpienia Jezus rzucił okiem w kierunku ziemi znikającej w ciemności. Tylko nieliczne, maleńkie światła błyszczały nieśmiało w mieście Jeruzalem. Archanioł Gabriel, który przybył na powitanie Jezusa, zapytał:

- Panie, co to za światełka?

- To moi uczniowie, zgromadzeni na modlitwie wokół mojej Matki. Mam plan, że jak tylko wstąpię do nieba, wyślę im mojego Ducha Świętego, aby te drżące płomyczki stały się nieugaszonym ogniem, powoli rozpalającym miłość wśród wszystkich narodów ziemi!

Archanioł Gabriel ośmielił się ponownie zapytać:

- A co zrobisz, Panie, jeśli ten plan się nie powiedzie?

Po chwili ciszy Pan odpowiedział mu łagodnie:

- Ale Ja nie mam innego planu...

 

Jesteś małą lampeczką, drżącą pośród niezmierzonego mroku. Ale stanowisz część Bożego planu. I jesteś niezastąpiony. Ponieważ nie ma innego planu.

Ideały

Pewien mistrz uczył, że nie można żyć bez ideałów, celu, marzeń. Aby wytłumaczyć nieustraszonemu młodzieńcowi niezbędność ideałów, wskazał mu błękitną linię horyzontu.

- Tam masz dojść, to twój cel!

Młodzieniec szedł szybkim krokiem. Dotarł do pierwszych wzgórz, ale błękitna linia przesunęła się na górski łańcuch. Młodzieniec ruszył w dalszą drogę, ale błękitna linia była już za górami, na końcu rozległej niziny. Rozczarowany wrócił do mistrza.

- Gdy robię dziesięć kroków, horyzont także przesuwa się do dziesięć kroków. Jak długo bym nie szedł, nigdy do niego nie dojdę!

- Tak, tak właśnie jest!

- Po co zatem ideały?

- Właśnie po to, aby cały czas iść.

Kiedy rzeka przestaje płynąć, staje się bagnem. Podobnie dzieje się z człowiekiem.

Drwale       

Dwóch drwali pracowało w tym samym lesie przy wyrębie drzew. Pnie drzew były ogromne, wytrzymałe i mocne. Obaj używali swych siekier z taką samą wprawą, ale każdy z nich używał innej techniki. Pierwszy uderzał w drzewo z niesłychaną wytrwałością, raz za razem, nie zatrzymując się, chyba że tylko na kilka sekund, by złapać oddech.

Drugi co godzinę robił przerwę w pracy.

O zmierzchu pierwszy był w połowie dzieła. Napocił się porządnie i nie dałby rady pracować nawet pięciu minut dłużej.

Drugi, choć to niewiarygodne, kończył ścinanie swego drzewa. Rozpoczęli razem i obydwa drzewa były dokładnie takie same.

Pierwszy nie wierzył własnym oczom.

- Nic z tego nie rozumiem! Co godzinę odpoczywałeś. Jak to możliwe, że skończyłeś tak szybko?

Tamten odparł z uśmiechem:

- Widziałeś, że co godzinę robiłem sobie odpoczynek. Nie zauważyłeś jednak, że wolny czas wykorzystywałem, aby podostrzyć siekierę.

Twój duch jest jak siekiera. Nie pozwalaj mu zardzewieć. Ostrz go trochę każdego dnia.

1. Zatrzymaj się na dziesięć minut, aby posłuchać muzyki.

2. Gdy tylko możesz, spaceruj.

3. Uściśnij każdego dnia drogie Ci osoby i powiedz każdej z nich: „Kocham cię”.

Menu

Statystyki






statystyka

Wyszukiwanie

 

Dzisiaj jest

poniedziałek,
05 grudnia 2022

(339. dzień roku)

Święta

Poniedziałek, II Tydzień Adwentu
Rok A, I
Dzień Powszedni

 

Sonda



Licznik

Liczba wyświetleń strony:
1932629

Zegar