• ółążść‡

Refleksja

Jezus odchodzi, wstępuje do nieba, to znaczy powraca do Ojca, przez którego został posłany na świat. Wykonał swoje zadanie, a teraz wraca do Ojca. Ale nie jest to rozłąka, ponieważ pozostaje On z nami na zawsze, w nowy sposób. Przez swoje wniebowstąpienie zmartwychwstały Pan przyciąga spojrzenie apostołów - a także nasze spojrzenie - ku wyżynom nieba, aby nam ukazać, że celem naszego pielgrzymowania jest Ojciec. On sam nam powiedział, że odjedzie, aby przygotować nam miejsce w niebie. Jednakże Jezus pozostaje obecny i interweniuje w ludzkie dzieje poprzez moc i dary swego Ducha; jest u boku każdego z nas — nawet jeśli nie widzimy Go oczyma, On jest obecny! Towarzyszy nam, prowadzi nas, bierze nas za rękę i podnosi, gdy upadamy. Jezus zmartwychwstały jest blisko chrześcijan prześladowanych i dyskryminowanych; jest blisko każdego cierpiącego mężczyzny i kobiety. Jest blisko nas wszystkich, także dzisiaj z nami.

Jezus, wracając do nieba, niesie z sobą dar dla Ojca. Jaki to jest dar? Są nim Jego rany. Jego ciało jest przepiękne, bez sińców, bez śladów biczowania, ale zachowały się na nim rany. Kiedy wraca do Ojca, pokazuje Mu rany i mówi: „Spójrz, Ojcze, to jest cena przebaczenia, które dajesz”. A kiedy Ojciec widzi rany Jezusa, zawsze nam przebacza, nie dlatego, że jesteśmy dobrzy, ale dlatego, że Jezus za nas zapłacił. Widząc rany Jezusa, Ojciec staje się bardziej miłosierny. To jest właśnie wielkie dzieło, jakiego dokonuje dziś Jezus w niebie: ukazuje Ojcu cenę przebaczenia - swoje rany.

Ale Jezus jest obecny także poprzez Kościół, który On posłał, aby kontynuował Jego misję. Ostatnie słowo Jezusa do uczniów to polecenie wyjścia: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody” (Mt 28, 19). Jest to konkretny nakaz, nie jest on nieobowiązujący! Wspólnota chrześcijańska jest wspólnotą „wychodzącą”, „wyruszającą”. Więcej, Kościół narodził się jako „wychodzący”. Powiecie: ale są przecież wspólnoty klauzurowe? Tak, także one, ponieważ nieustannie „wychodzą” modlitwą, sercem otwartym na świat, na Boże perspektywy. A osoby w podeszłym wieku i chorzy? Także oni — przez modlitwę i zjednoczenie z ranami Chrystusa.

Papież Franciszek

 

Opowiadanie

Obcokrajowiec

Był kiedyś człowiek, który siedział na skraju oazy u wejścia do pewnego miasta na Bliskim Wschodzie. Jakiś młodzieniec zbliżył się do niego i zapytał:

- Nigdy nie byłem w tych stronach. Jacy są mieszkańcy tego miasta?

Starzec odpowiedział mu pytaniem:

- A jacy byli mieszkańcy miasta, z którego przybywasz?

- Egoistyczni i źli. Dlatego chętnie stamtąd wyjechałem.

- Tacy są też mieszkańcy tego miasta – odpowiedział spokojnie starzec.

Wkrótce potem inny młodzieniec zbliżył się do mężczyzny i zadał podobne pytanie.

- Dopiero przybyłem do tego kraju. Jacy są mieszkańcy tego miasta?

Starzec znów odpowiedział tym samym pytaniem:

- A jacy byli mieszkańcy miasta, z którego przybywasz?

- Byli dobrzy, szlachetni, gościnni i uczciwi. Miałem wielu przyjaciół i trudno mi było ich pozostawić.

- Również mieszkańcy tego miasta są tacy – odpowiedział starzec.

Kupiec, który przyprowadził swoje wielbłądy do wodopoju, słyszał te rozmowy i kiedy drugi młodzieniec oddalił się, zwrócił się do starca z wyrzutem:

- Jak możesz dawać dwie zupełnie różne odpowiedzi na to samo pytanie postawione przez dwie osoby?

- Synu mój – odpowiedział starzec – każdy nosi swój świat w sercu. Ten, kto nie znalazł nic dobrego w przeszłości, nie znajdzie też nic dobrego tutaj. Natomiast ten, kto posiadał przyjaciół w innym mieście, znajdzie również tutaj lojalnych i wiernych przyjaciół. Osoby bowiem są takie, jakimi my je znajdujemy.

Człowiek znajduje zawsze to, czego szuka.

Opowiadanie

Nie przewidzisz

Na wsi mieszkał pewien starszy pan. Miał on wnuka, który co roku przyjeżdżał do dziadka na wakacje. Również i tego lata, w dniu, w którym dzieci odbierały swoje świadectwa, u pana Jana pojawił się wieczorem mały Krzyś. Niósł ze sobą wielki plecak, a w nim wszystkie niezbędne rzeczy - ubrania, przybory do mycia i oczywiście wędkę, gdyż ogromnie lubił łowić ryby.

- O! Jesteś, Krzysiu! Wejdź! - Ucieszył się dziadek - Właśnie przygotowywał sobie kolację.

Mieszkał sam, jego żona zmarła kilka lat temu. Zawsze z wielkim utęsknieniem czekał na wnuka, który dawał mu wiele radości.

- Opowiadaj, jak w szkole - zaczął, kiedy zasiedli już do stołu.

- Dobrze, mam całkiem dobre stopnie, rodzice są zadowoleni.

- Cieszę się, warto się uczyć.

- Dziadku, powiedz mi, gdy byłeś na wojnie, to podobno trafiłeś do niewoli?

- Tak, pod koniec wojny z całym oddziałem partyzantów wpadliśmy w zasadzkę. Próbowaliśmy się bronić, dwóch naszych kolegów wtedy zginęło, ale w końcu musieliśmy się poddać. Skończyła się nam amunicja.

- Bardzo was męczyli w niewoli?

- Byliśmy głodzeni i bici, ale jak widzisz, przeżyłem i miewam się całkiem nieźle.

- A nie mogliście przewidzieć, że wpadniecie w pułapkę?

- Widzisz, nie wszystko można w życiu przewidzieć, ale wszystko można przetrwać.

Opowiadanie

O źródle radości

Z dala od wielkomiejskiego gwaru, wśród ośnieżonych górskich szczytów, znajdowała się mała chata. Mieszkał w niej stary góral, który dawno temu opuścił swoje rodzinne miasto, gdyż bardzo pragnął zaznać spokoju.

Czasami trafiali do niego zbłąkani turyści. Zawsze mogli liczyć na życzliwość gospodarza, który częstował ich ciepłą strawą i zapewniał wszystkim miejsce do spania. Jeśli tylko goście mieli chęć na rozmowę, opowiadał im taką oto historię.

W czasach, kiedy na świecie nie było jeszcze samochodów, a ludzie przeważnie podróżowali konno, żył pewien człowiek, znany z tego, że zawsze chodził smutny. Wielu próbowało go rozweselić. Przybywali w tym celu nawet z najdalszych stron świata, ale nikomu ta sztuka się nie udała.

Wreszcie człowiek ów, zirytowany, że tylu ludzi przyjeżdża jedynie po to, by wywołać uśmiech na jego twarzy, opuścił miasto i ruszył w góry, do chaty, w której mieszkał sędziwy starzec. Słynął on z porad, których udzielał stroskanym wędrowcom. Dlatego też nasz bohater postanowił poprosić mędrca o pomoc.

Kiedy dotarł na miejsce, nieśmiało zapukał do drzwi i wszedł do środka. Przy oknie na drewnianym stołku siedział starzec z siwą brodą i wpatrywał się w horyzont.

- Potrzebuję twojej rady - rzucił od progu przybysz.

Zmieszał się, gdyż gospodarz przez dłuższą chwilę milczał. Na koniec odezwał się cichym, pełnym spokoju głosem:

- Jakiej pomocy potrzebujesz? Wielu przychodzi do mnie, licząc na to, że dam im receptę na życie, że moje słowa rozwiążą wszystkie problemy, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

- Jestem smutnym człowiekiem - rzekł wędrowiec. - Nic mnie nie cieszy. Ludzie przybywają nawet z dalekich stron, by mnie rozweselić, ale im się to nie udaje. Nigdy w życiu nie byłem radosny. Chciałbym zaznać tego uczucia.

Starzec poprosił swego gościa, by usiadł, a sam pogrążył się w zadumie. Po krótkim czasie rzekł:

- Widzisz, wydaje mi się, że problem tkwi w Tobie.

 - Jak to? Nie rozumiem...

 - Nie oczekuj, że to ludzie sprawią ci radość, bowiem największe szczęście płynie z dawania radości innym.

Opowiadanie

Zegar słoneczny

Pewien wschodni monarcha przywiózł z podróży na Zachód zegar słoneczny dla swoich poddanych, którzy nie umieli jeszcze rozróżniać godzin.

Prezent zupełnie przemienił życie mieszkańców królestwa. Wszyscy poddani patrząc na zegar bardzo szybko nauczyli się dzielić dzień na godziny i odmierzać czas. Stali się punktualni, porządni, staranni, można było polegać na ich słowie. I tak po kilku latach zaczęli żyć w komforcie i dobrobycie.

Kiedy monarcha umarł, jego dobrzy i szczęśliwi poddani postanowili wznieść mu pomnik.

Ponieważ zegar słoneczny stał się dla nich symbolem tego, jak dobry był król, i źródłem ich dobrobytu, zdecydowali, że dookoła niego zbudują wspaniałą świątynię przykrytą złotą kopułą.

Kiedy świątynia była już gotowa i złota kopuła przykryła zegar, okazało się, że promienie słoneczne nie miały możliwości, aby do niego dotrzeć.

Ten drobny cień, który – dzięki słońcu – odmierzał czas dla mieszkańców królestwa, oczywiście zniknął, wraz z punktem orientacyjnym tworzonym przez sam zegar.

Niektórzy mieszkańcy znowu zaczęli być niepunktualni, inni mało dokładni, a jeszcze inni zapomnieli o staranności. Każdy robił, co chciał, bez zwracania uwagi na to, co robili inni. Całe królestwo pogrążyło się znów w niedostatku.

Czy i my nie robimy dziś tego samego? Czy nie staramy się zamknąć Boga w czymś w rodzaju muzeum lub czy nie czynimy z Niego jedynie stróża cmentarzów!

Cóż to za rozmowy prowadzicie ze sobą w drodze?

Wokół Słowa Bożego...

Wciąż jesteśmy w drodze – tak jak uczniowie idący do Emaus, a potem wracający do Jeruzalem. I my biegamy tam i z powrotem, uciekając i wracając. Czasem kieruje nami strach i zwątpienie, a czasem wiara i nadzieja. Czasem widzimy tylko ciemność przed sobą, a czasem potrafimy dostrzec jakieś niezwykłe światło na horyzoncie. Nasłuchujemy różnych wieści i plotek, sami nie wiedząc, co jest prawdą, a co kłamstwem. Czasem więcej w nas Wielkiego Piątku, a czasem Niedzieli Zmartwychwstania. I sami nie wiemy, czy lepiej wrócić do swego Emaus i zapomnieć o wszystkich wspaniałych chwilach związanych z Wielkim Prorokiem, czy też wrócić do Jeruzalem, gdzie aniołowie opowiadają, że Wielki Prorok znów żyje. W naszej drodze potrzebujemy SPOTKANIA, potrzebujemy wsłuchania się w głos Nieznajomego (tak, nieznajomego – bo wciąż Go nie znamy…), potrzebujemy usiąść z Nim przy stole w ciszy wieczoru. Wtedy otwierają się nam oczy i już wiemy dokąd pójść, bo wiadomość o pustym grobie nie jest ani plotką, ani jakąś bajką.

    Najgorzej gdy uwierzymy, że sama droga jest celem. Wtedy najważniejsze dla nas jest tylko to, by iść – nie ważne dokąd, po co i z kim. Idziemy wpatrzeni w ziemię i swoje własne stopy, nie zastanawiając się po co to wszystko i dokąd droga nas zaprowadzi. Wydaje nam się, że najważniejsze jest to by iść, by się nie zatrzymywać, by „coś robić”, by działać. I wciąż dalej i dalej, i nowe zadania, i nowe terminy, i nowe rzeczy… Nie zauważamy nikogo wokół siebie, a tym bardziej Nieznajomego, który przecież idzie z nami i czeka aż Go zauważymy i zadamy Mu pytanie o sens tego wszystkiego, co się dzieje z nami, o sens naszej wędrówki. Wtedy tym bardziej potrzebujemy SPOTKANIA…

    A najlepszym spotkaniem z Nieznajomym jest to „przy łamaniu chleba”.

Słowo pasterskie Biskupa Opolskiego na dzisiejszą niedzielę:

https://youtu.be/ODorYrL-IBI

UWAGA – nieco inaczej przebiegać będzie od dzisiaj porządek podczas adoracji: na początku odmówimy Koronkę do Bożego Miłosierdzia o zdrowie i ustanie epidemii oraz o deszcz (w tych intencjach proszę również modlić się indywidualnie), natomiast co ok. 20 minut (a więc w sumie 3 razy podczas godziny) udzielana będzie Komunia św. dla tych, którzy tego pragną i mogą ją przyjąć. Wciąż też będzie okazja do spowiedzi św. (przy klęczniku ustawionym przy ołtarzu św. Józefa).

15.04, g. 14.22

ZMARTWYCHWSTANIE PAŃSKIE

Tak – JEZUS ŻYJE i nikt ani nic tego już nie zmieni! Wierzysz w to? Niech ta wiara napełnia Was wszystkich radością, pokojem i nadzieją! Radosnego Alleluja! 😊

Panie Jezu, niech ta przejmująca cisza Wielkiej Soboty otworzy nasze serca na dar NOWEGO ŻYCIA, które nam dajesz.

W naszym świętowaniu Paschy Pana dziś klimat ciszy i refleksji. Stajemy na Golgocie pod Krzyżem i próbujemy spojrzeć Jezusowi w oczy, a On mimo potwornego bólu i samotności patrzy na nas z miłością i zdaje się nam mówić: To wszystko dla ciebie, kochany człowieku. Cóż jeszcze mogłem zrobić? Wierzysz Mi? Wierzysz w moją bezgraniczną i bezwarunkową miłość? Niech moja krew nie będzie ci obojętna.

Kochani, znajdźmy swój sposób, aby wyrazić swoją miłość i wdzięczność Zbawicielowi.

Jutro niektórzy z nas będą mogli pół godzinki pobyć w kościele na adoracji Jezusa przy Bożym Grobie (jeszcze raz bardzo proszę, by były to tylko i wyłącznie osoby, które zapisały się wcześniej na adorację), ale przecież wszyscy możemy przeżyć ten dzień blisko naszego Pana obecnego w naszych sercach. Niech nie zabraknie nam wiary i miłości. Tych, którzy w kościele będą chcieli również oddać cześć Krzyżowi św. (stojącemu przed ołtarzem), mogą to uczynić przez przyklęknięcie przed nim czy głęboki ukłon (bardzo proszę Krzyża nie dotykać ani nie całować).

Liturgię Wigilii Paschalnej rozpoczniemy o g. 21.00, w czasie której odnowimy nasze przyrzeczenia chrzcielne (przygotujmy sobie na ten moment świece).

Błogosławię was w imię Ojca i Syna + i Ducha Świętego.

10.04, g. 20.36

Kochani Parafianie,

Daję wam przykazanie nowe, abyście się wzajemnie miłowali, jak Ja was umiłowałem.

Tymi słowami samego Jezusa pozdrawiam was w Wielki Czwartek – pierwszy dzień Świętego Triduum Paschalnego, w którym Kościół uroczyście świętuje Paschę Pana, czyli Jego przejście przez śmierć do życia. Do tego świętowania jesteśmy zaproszeni także my, wierzący w Jezusa, abyśmy kontemplując Jego słowa i czyny odnowili naszą wiarę, a przede wszystkim naszą wzajemną miłość. Owszem, tym razem przychodzi nam świętować w bardzo trudnych okolicznościach – w oddaleniu od naszej świątyni, w naszych domach i rodzinach. Dobrze, że dzięki medialnym relacjom możemy choć w części zaczerpnąć z tego, co daje nam bezpośredni udział w liturgii. Względy bezpieczeństwa i troska o zdrowie i życie nakazują nam właśnie taki udział w wydarzeniach paschalnych. Może to jednak sprawić, że głównym miejscem naszego spotkania z Jezusem cierpiącym, umierającym i zmartwychwstałym stanie się nasze serce. A czyż nie to właśnie jest najważniejsze? Otwórz swoje serce dla Jezusa, powiedz Mu sam na sam, osobiście: „Jezu, dziękuję Ci; Jezu, kocham Cię; Jezu, zapraszam Cię do mojego życia; Jezu, pomóż mi być Twoim uczniem, chcę Cię słuchać i iść za Tobą...”   

Kochani, liturgia Triduum będzie sprawowana przy zamkniętym kościele i z udziałem tylko minimalnej grupy posługujących. Wierzę jednak, że duchowo będziemy ze sobą – jesteśmy bowiem Kościołem,  żywą wspólnotą, która choć fizycznie oddalona od siebie, to jednak duchowo zjednoczona dzięki wierze w Jezusa.

9.04, g. 14.44 

Czytajmy Słowo Boże na dziś

Iz 50,4-9a;  Mt 26,14-25

Chyba nie ja, Panie?

Ostatni dzień Wielkiego Postu. Dziś Judasz w roli głównej, człowiek, dla którego byłoby lepiej, gdyby się nie narodził.  Uczeń, który bardziej od  przyjaźni z  Jezusem woli pieniądze.

Coś nam to mówi o nas samych? o tym świecie?

Wiele prawdy jest w powiedzeniu, że światem rządzi pieniądz i kłamstwo. Pieniądz stał się ważniejszy od przyjaźni i miłości, a kłamstwo od prawdy, szczerości i uczciwości.

Czy to wszystko, co nam zostaje na koniec Wielkiego Postu? Mamy się poddać w związku z tym?

Nie skupiajmy się za bardzo na tym co złe, na zdradzie i kłamstwie, na chciwości i ludzkiej pysze. Patrzmy na Jezusa, który do końca Judasza nazywa „przyjacielem”.  

Nie lękaj się nazwać Jezusa swoim Panem – to pomoże ci wytrwać w wierności.

Pan Bóg mnie wspomaga, dlatego jestem nieczuły na obelgi, dlatego uczyniłem twarz moją jak głaz i  wiem, że wstydu nie doznam.

8.04, g. 8.51 

Moi Drodzy Parafianie,

zanim za chwilę spotkamy się na codziennym różańcu chciałbym was serdecznie pozdrowić w ten wtorkowy wieczór 😊 Tak, to już Wielki Wtorek. Jutro ostatni dzień Wielkiego Post. Słowo Boże w tych dniach zdaje się budować coraz większe napięcie przygotowując nas na przeżywanie Paschy naszego Pana. To także nasza pascha – przejście przez śmierć do życia. Czy rozumiemy już więcej z tego co ma się wydarzyć? Czy jesteśmy na to przygotowani? A raczej: czy już PRAGNIEMY tego przejścia ze śmierci do życia? Czy pragniesz wreszcie żyć nowym życiem, które otrzymałeś na chrzcie św.? Czy pragniesz odnowić w sobie wiarę w Jezusa? Czy jesteś gotowy na przyjęcie Jezusa jako swego Pana i Zbawiciela?

Wiem, za dużo pytań jak na ten piękny wieczór. Ale chciałbym tymi pytaniami zachęcić cię do …postawienia sobie najważniejszych pytań twego życia.

Na koniec bardzo wam dziękuję, że jesteście i zapewniam was, że chciałbym was już zobaczyć – uśmiechniętych i szczęśliwych.  Bardzo wam dziękuję za modlitwę i życzliwość. Dziękuję także za kolejne ofiary, które zasiliły nasze parafialne konto.

Na koniec błogosławię was wszystkich w Imię Ojca i Syna + i Ducha Świętego!

7.04, g. 20.14

PS.  W kościele znajdziecie wydrukowaną pomoc do przeprowadzenia osobistego żalu doskonałego. Polecam


Czytajmy Słowo Boże na dziś...

Iz 49,1-6;  J 13,21-33.36-38

SAMOTNOŚĆ  ABSOLUTNA

Czujesz się samotny, opuszczony, zdradzony? Nie masz gdzie szukać pomocy, wsparcia i ratunku? Szukasz wzrokiem wśród swoich znajomych przyjaciela na trudne czasy – i masz świadomość: ten mnie sprzeda, temu chodzi tylko o moje pieniądze, ten się wyprze że mnie zna, tamci będą przestraszeni i uciekną… Czujesz na sobie wzrok i uśmieszek zdrajcy i kłamcy?

On przeżył to najpierw.

Jakie to uczucie mieć świadomość, że przy stole ze mną siedzi zdrajca, który przyczyni się do mojej śmierci? A drugi najbardziej zaufany uczeń za parę chwil wyprze się, że mnie w ogóle zna… A pozostali uciekną i zostawią mnie w najgorszej chwili mego życia… Jak czuł się  Jezus patrząc w oczy swoich ukochanych uczniów w czasie pożegnalnej wieczerzy? Przecież nie było Mu to obojętne.  Całkowita i absolutna SAMOTNOŚĆ.   To uczucie nabiera jeszcze głębszego znaczenia, gdy uświadomimy sobie, że przed chwilą Jezus umył swoim uczniom nogi…

Tak rozpoczyna się Jezusowa droga świadomego OFIAROWANIA siebie za zbawienie świata.

Witaj, nasz Królu, posłuszny woli Ojca, jak cichego baranka na zabicie zaprowadzono Ciebie na ukrzyżowanie.

7.04, g. 8.40

Czytajmy Boże Słowo na dziś…

Iz 42,1-7;  J 12,1-11

Zostało ci choć trochę olejku dla Niego…?

Maria ma jednak szczególne wyczucie sytuacji i miejsca. Czy to dlatego, że miała wrażliwe serce?  I tym razem wybrała tę „lepszą cząstkę”, czyli miejsce u stóp Jezusa…   Jakby nic ją nie obchodziło to wszystko, co dzieje się wokół, cała ta uczta, rozmowy, zaciekawienie jej bratem Łazarzem. Maria jakby wiedziała co ma nastąpić już wkrótce… Jakby chciała wykorzystać tę ostatnią okazję, by wyrazić swoją miłość do Jezusa.

My wiemy już na pewno co się wydarzy za kilka dni. 

Może to ostatnia okazja by wyrazić swoją miłość do Jezusa? Miałeś przecież czas, by zgromadzić choć trochę olejku dla Niego… Udało ci się? Jeśli nie, to masz jeszcze łzy…   Tylko czy twoje serce da się poruszyć…?

…ubogich zawsze macie u siebie, ale Mnie nie zawsze macie.

6.04, g. 8.25

Mt 21,1-11;  Iz 50,4-7;  Flp 2,6-11;  Mt 26,14 - 27,66

Dla nas Chrystus stał się posłuszny aż do śmierci, a była to śmierć na krzyżu. Dlatego Bóg wywyższył Go nad wszystko i dał Mu imię, które jest ponad wszelkie imię.

Po prostu zatrzymaj się dziś nieco dłużej nad każdym słowem powyższej aklamacji.

I zrób świadomie i pobożnie znak krzyża.

A papież Franciszek do młodych w Christus Vivit pisze tak:   Kontempluj Jezusa szczęśliwego, przepełnionego radością. Raduj się ze swoim Przyjacielem, który zwyciężył. Zabili świętego, sprawiedliwego, niewinnego, ale On zwyciężył. Zło nie ma ostatniego słowa. Także w twoim życiu zło nie będzie miało ostatniego słowa, ponieważ twój Przyjaciel, który cię kocha, chce w tobie zatriumfować. Wybawca twój żyje.  (126)

Życzę wszystkim błogosławionej Palmowej Niedzieli.

Jutrzejsza Msza św. o g. 10.00 będzie transmitowana na naszym koncie  https://www.facebook.com/109527460702642

Zainteresowanym polecam.

 

Czytajmy Boże słowo na dziś...

Ez 31,21-28;  J 11,45-57

Oni postanowili Go zabić, a ty?

Bardzo dobre pytanie stawiają NAM dziś członkowie Najwyższej Rady: Cóż my robimy wobec tego, że ten człowiek (czyli Jezus) czyni wiele znaków?

No właśnie. Tyle dobra i radości już przeżyłeś dzięki Jezusowi; tyle znaków Jego miłości i opieki; tyle miłosierdzia – i co  z tym (z)robisz?

Uwierzysz Mu w końcu i zaufasz?

Wielu spośród Żydów przybyłych do Marii, ujrzawszy to, czego konał Jezus, uwierzyło w Niego.

Dziś od g. 17 okazja do spowiedzi św..

Wspomniałem już, że chcemy przeprowadzić transmisję Mszy św. z naszego kościoła. Jeżeli ktoś byłby zainteresowany to należy skorzystać z poniższego linku. Zaczynamy jutro - w pierwszy piątek miesiąca - o g. 7.00.

https://www.facebook.com/109527460702642

Czytajmy Boże słowo na dziś…

Rdz 17,3-9;  J 8,51-59

Nie zgubić wrażliwości serca

Jakże małostkowi  w swoim rozumowaniu są Żydzi rozmawiający z Jezusem.  Nie są w stanie wznieść się ponad tylko ludzkie rozumowanie. Małostkowość, która zamyka ich serca i umysły na całkowite zaufanie Bogu i mocy Jego słowa. Powołują się na  „ojca swojego Abrahama”, a tak bardzo brakuje im jego postawy wiary i zaufania.  Tymczasem gdyby Abraham był rzeczywiście ojcem ich wiary, to nie zgubiliby wrażliwości serc  i poznali Mesjasza.

Trzeba nam pielęgnować i zachować tę podstawową wrażliwość serca na obecność Boga. Umieć jak Abram paść na oblicze przed Panem, by usłyszeć Jego głos. Skruszyć serce, by otworzyć umysł na działanie Bożego Ducha. Wyciszyć się, by doświadczyć działania Boga. Może usłyszeć swoje „nowe imię”?

Może po to przeżywamy czas zarazy, czas izolacji, odosobnienia i dystansu do wszystkich i wszystkiego, by to stało się znowu dla nas możliwe i ważne?   Pamiętacie jak było do tej pory? Im bliżej Świąt, tym „szybciej”, tym większa zadyszka, żeby zdążyć ze wszystkim. Tyle rzeczy trzeba było „połapać”: i w domu i na zakupach, i w ogrodzie i na polu, i w kuchni i w kościele…

A tymczasem najważniejsze w tym wszystkim jest, by „ujrzeć dzień Jezusa”, ujrzeć go i ucieszyć się. Pamiętasz?

Nie zatwardzajcie dzisiaj serc waszych…

2.04, g. 8.53

Dziś na koniec dnia ważna wiadomość (i to nie jest żart!!): trwają starania aby z naszego kościoła parafialnego można było oglądać i słuchać nabożeństw na żywo przez internet. Chcemy rozpocząć już w najbliższy piątek na porannej Mszy św.. Bądźcie czujni i szukajcie jutro bardziej szczegółowych informacji. 

Pozdrawiam was serdecznie i błogosławię w imię Ojca i Syna + i Ducha Świętego.

1.04, g. 22.25

 

A na dzisiejsze popołudnie nieco obszerniejsze fragmenty z Adhortacji CHRISTUS VIVIT -  polecam serdecznie nie tylko młodzieży.

Bóg, który jest miłością

112. Przede wszystkim chcę powiedzieć wszystkim pierwszą prawdę: „Bóg cię kocha”. Nawet jeśli już to słyszałeś, chcę ci to przypomnieć: Bóg cię kocha. Nigdy w to nie wątp, niezależnie od tego, co ci się przytrafia w życiu. W każdych okolicznościach jesteś nieskończenie miłowany.

114. W Jego słowie znajdujemy wiele wyrazów Jego miłości. Jakby szukał różnych sposobów, aby to ukazać, chcąc dostrzec, czy któreś z tych słów może dotrzeć do twojego serca. (…)  Pociągnąłem ich ludzkimi więzami, a były to więzy miłości. Byłem dla nich jak ten, co podnosi do swego policzka niemowlę (Oz 11, 4).

Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta która kocha syna swego łona? A nawet gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie! (Iz 49, 15).

Oto wyryłem cię na obu dłoniach (Iz 49, 16).

Bo góry mogą się poruszyć i pagórki się zachwiać, ale miłość moja nie odstąpi ciebie i nie zachwieje się moje przymierze pokoju (Iz 54, 10).

Ukochałem cię odwieczną miłością, dlatego też zachowałem dla ciebie łaskawość (Jr 31, 3).

Ponieważ drogi jesteś w moich oczach, nabrałeś wartości i Ja cię miłuję (Iz 43, 4).

Pan, twój Bóg, jest pośród ciebie, Mocarz, który zbawia, uniesie się weselem nad tobą, odnowi [cię] swoją miłością, wzniesie okrzyk radości (So 3, 17).

115. Dla Niego jesteś naprawdę cenny, nie jesteś nieznaczący, jesteś dla Niego ważny, bo jesteś dziełem Jego rąk. Dlatego poświęca ci uwagę i pamięta o tobie z miłością. (…)

116. Jest to miłość, „która nie przytłacza, miłość, która nie marginalizuje ani nie ucisza i nie milczy, miłość, która nie upokarza ani nie zniewala. Jest to miłość Pana, miłość codzienna, dyskretna i respektująca, miłość wolności i dla wolności, miłość, która leczy i uwzniośla. To miłość Pana, która wie więcej o powstawaniu niż upadkach, o pojednaniu niż zakazach, o dawaniu nowej szansy niż potępieniu, o przyszłości niż przeszłości”.

1.04, g. 16.15

 

Czytajmy Boże Słowo na DZIŚ…

Dn 3,14-20.91n.95;  J 8,31-42

Powołani do wolności.

Godne najwyższego podziwu jest zaufanie jakie trzej młodzieńcy z Księgi Daniela wykazują wobec Boga. Całkowicie Jemu wierzą niezależnie od tego, co się z nimi stanie. Pozostali wierni Bogu. Zauważmy jak oni w tej swojej postawie byli WOLNI! Tak – to jest prawdziwa wolność: pozwolić Bogu działać w naszym życiu tak jak On chce. Prawdziwa wolność i radykalne zaufanie. A odpowiedź jaką otrzymali od Boga trzej młodzieńcy była bardziej odpowiedzią dla pogańskiego króla niż dla nich. Tak, Bóg pragnie okazywać swoją chwałę poprzez naszą prawdziwą wolność i zaufanie wobec Niego.

A ja zachowuję się czasem jak „nawróceni” Żydzi z dzisiejszej ewangelii: wierzę, ale nie widzę powodu, aby odrzucić niewolę grzechu. Nie chce mi się trwać w nauce Jezusa, by stać się prawdziwie wolnym, bo uważam, że …jestem wolny.

Nie będę cię pouczał, co masz robić jeśli wierzysz w Jezusa i wierzysz Jezusowi. Jezus sam nam to mówi.

Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam…

1.04, g. 8.35

Na dzisiejszy wieczór kolejny fragment medytacji papieża Franciszka:

„Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary?” Początkiem wiary jest świadomość, że potrzebujemy zbawienia. Nie jesteśmy samowystarczalni, sami toniemy; potrzebujemy Pana jak starożytni żeglarze gwiazd. Zaprośmy Jezusa do łodzi naszego życia. Przekażmy Mu nasze lęki, aby On je pokonał. Podobnie jak uczniowie doświadczymy, że n Nim na pokładzie nie dojdzie do katastrofy. Bo Boża moc polega na skierowaniu ku dobru wszystkiego, co się nam przytrafia, także rzeczy złych. Wnosi On w nasze burze pokój ducha, bo z Bogiem życie nigdy nie umiera.

Niech was błogosławi Bóg Wszechmogący, Ojciec i Syn + i Duch Święty.

31.03, g. 21.22


Czytajmy Słowo Boże...

Lb 21,4-9;  J 8,21-30

Śmiertelne szemranie

Żydom nie podobało się już to, co Pan dla nich robił. Znudził się im pokarm, który otrzymywali na pustyni, a który ratował ich od śmierci głodowej. Stracili cierpliwość wobec Boga. Zaczęli więc szemrać przeciw Bogu. Znów zaczęli wracać wspomnieniami do czasu niewoli, kiedy przynajmniej mieli chleba, czosnku i cebuli pod dostatkiem. I tak swoim szemraniem sprowadzili na siebie śmierć. Bo Bóg postanowił na nowo „zawalczyć” o swój lud przy pomocy …jadowitych węży. Uratować ich miało spojrzenie na węża miedzianego umieszczonego na palu.

Od wieków w obrazie miedzianego węża na palu widzimy zapowiedź wywyższenia Jezusa na krzyżu – to jest ten moment w historii świata, który zadecydował o totalnej przegranej szatana. Wtedy właśnie okazała się zwycięska moc pokory i  posłuszeństwa Syna Człowieczego. Jest to Ofiara, która została przyjęta. Ofiara skuteczna.

Jeśli więc przyjdzie ci ochota na szemranie przeciwko Bogu, przypomnij sobie o posłusznym i pokornym Słudze Jahwe. To Jego WYWYŻSZENIE ratuje cię od śmierci. Oddaj Mu chwałę w swoim sercu i w swoim życiu.

…wtedy poznacie, że Ja jestem. 

31.03, g. 8.58

BARDZO DZIĘKUJĘ!

Dziś na zakończenie dnia chciałbym skierować do Was po prostu słowa podziękowania:

- za kolejny wspólny dzień w tym trudnym czasie

- za każdy wyraz życzliwości i pamięci (np. za przyniesione „coś do kawy” – w ramach opieki nad samotnymi 😊 )

- za spotkanie z "mała trzódką" na Eucharystii

- za rozmowy z wami - choć sporadyczne, ale mówiące o waszym przeżywaniu tego czasu, w którym tęsknicie za kościołem i Eucharystią

- za świadectwo wiary, za świadectwo, że coś się zmienia w waszym życiu i w życiu waszych bliskich

- za wspólnotę modlitwy, zwłaszcza za wieczorny różaniec

- a także za zasilenie konta parafialnego waszymi ofiarami.

Serdeczne Bóg zapłać!

A na koniec chciałbym przypomnieć słowa papieża Franciszka z jego medytacji wygłoszonej 27 marca na pustym Placu św. Piotra:

„Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary?”  Panie, kierujesz do nas apel, apel o wiarę. Nie polega ona na tym, żeby być przekonanym, że istniejesz, ale na tym, by przyjść do Ciebie i zaufać Tobie. W tym Wielkim Poście rozbrzmiewa Twój naglący apel: „Nawróćcie się do Mnie całym swym sercem” (Jl 2,12). Wzywasz nas, byśmy wykorzystali ten czas próby jako czas wyboru. Nie jest to czas Twojego sądu, ale naszego osądzenia: czas wyboru tego, co się liczy, a co przemija, oddzielenia tego, co  konieczne od tego, co nim nie jest. Jest to czas przestawienia kursu życia ku Tobie, Panie, i ku innym.

Niech was błogosławi Bóg Wszechmogący, Ojciec i Syn + i Duch Święty.

30.03, g. 21.32


Czytajmy Boże słowo...

Dn 13,41-62;  J 8,1-11

Kamień ci się należy.

Zastanawiające, że przy pomocy tak prostego dowodu Daniel wykazał niewinność Zuzanny. Czyż nikt inny nie mógł wpaść na to wcześniej?

Niestety zło potrafi zaślepić całe społeczeństwa, zło potrafi przestraszyć całe grupy ludzi – i dla tzw. świętego spokoju dajemy sobie wmówić, że tak musi być, że takie jest życie, że przecież „świat idzie do przodu”… A niewinni wciąż giną na naszych oczach i przy naszym milczącym przyzwoleniu. A może to jest sposób, by odwrócić uwagę świata od naszych "świństewek" - skupić się na kamienowaniu kogoś, kto nie potrafi się już bronić? 

Sytuacja cudzołożnicy z kart Ewangelii była inna niż Zuzanny – choć zagrożenie śmiercią takie samo. W świetle Prawa ukamienowanie jej się należało i tutaj nie wystarczyłby nawet najmądrzejszy „Daniel”, by ją uratować. Nikt nie miałby prawa wypowiedzieć słów „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień”.  Uratowało ją spotkanie z absolutnie czystym i świętym Jezusem, Synem Bożym. Jezusem, który nie przyszedł człowieka potępić, ale go zbawić.

Dwa wnioski dla nas:  - jeśli komuś z naszych bliźnich należy się ukamienowanie, to na pewno nie my mamy prawo to wykonać;  - jeśli ukamienowanie należy się tobie, to za wszelką cenę szukaj spotkania z Jezusem. Tylko wtedy przeżyjesz.

I Ja ciebie nie potępiam.   Idź, a od tej chwili już nie grzesz.

30.03, g. 8.35

List Pasterski Biskupa Opolskiego na V Niedzielę Wielkiego Postu 2020

Kliknij w poniższy link, by obejrzeć zapis wideo:

https://youtu.be/KcRbBFvTOlo

 

Refleksja

„Jezus rzekł do Marty: „Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą?”.

Są ludzie, którzy rozsiewają wokół siebie woń dobra. Taką osobą był Jezus Chrystus, przyjaciel Marty, Marii i Łazarza. Przyjaciel każdego z nas. To On ma władzę nad śmiercią. Tylko On może powiedzieć: „Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!”. Bardzo wymowne są tu ludzkie odruchy Jezusa: głębokie wzruszenie i płacz. Pewnie nawet największy „twardziel” nie ukryłby w takim momencie wzruszenia. Taka jest właśnie siła miłości.

To miłość przemienia oblicze człowieka, oblicze świata. Przebacza, ociera niepotrzebne łzy, tuli rozdygotane dłonie, koi niespokojne serce. Potrafi dostrzec obraz i podobieństwo Boże. Kapelan jednego z polskich szpitali dzielił się swoim spotkaniem z człowiekiem chorym na AIDS. Pewnego razu udał się na oddział, aby odwiedzić leżących tam chorych. Gdy przybył do jednej z sal, na której leżał ów chory, zaproponował mu spowiedź. A on oburzony tą propozycją zaczął wołać, że Boga nie ma, bo on musi tak strasznie cierpieć. Bezradny kapelan usiadł przy jego łóżku i odruchowo chwycił go za rękę. Po pewnym czasie ów chory już z całkiem innym spojrzeniem powiedział: „Musi coś w tym być, bo jesteś pierwszym człowiekiem, który od kilku miesięcy chwycił mnie za rękę bez rękawiczki”. I poprosił o spowiedź. Ten niby drobny gest dokonał tak wielkiej przemiany, otworzył pełne buntu serce chorego.

Miłość przemienia oblicze świata. Nie da się jej kupić, ani tym bardziej znaleźć na ulicy, można nią tylko kogoś obdarować i wzajemnie otrzymać ją w darze. Miłość czysta, sprawiedliwa i mądra jest najwspanialszym darem, jaki może się stać naszym udziałem w spotkaniu z drugim człowiekiem. Jest darem i nie wypływa z potrzeb człowieka. Ona dopiero rodzi potrzeby. Nie dlatego przecież kocham człowieka, że go potrzebuję, lecz dlatego go potrzebuję, że go kocham.

ks. Leszek Smoliński

Opowiadanie

Znaczenie życia

Starszy nazywał się Frank i miał 20 lat. Młodszy Ted miał 18 lat. Wiele czasu spędzali razem, ich przyjaźń sięgała czasów szkoły podstawowej. Razem postanowili zaciągnąć się do wojska. Przed wyjazdem przyrzekli sobie i rodzinom, że będą wzajemnie na siebie uważać.

Szczęście im sprzyjało i znaleźli się w tym samym batalionie.

Ich batalion został wysłany na wojnę. To była straszliwa wojna, pośród rozpalonych piasków pustyni. Przez pewien czas Frank i Ted przebywali w obozie chronionym przez lotnictwo. Lecz któregoś dnia pod wieczór przyszedł rozkaz, by wkroczyć na terytorium nieprzyjaciela. Żołnierze pod piekielnym ogniem wroga posuwali się naprzód przez całą noc.

Rankiem dotarli do pewnej wsi. Ale nie było Teda. Frank szukał go wszędzie. Znalazł jego nazwisko w spisie zaginionych.

Zgłosił się u komendanta z prośbą o pozwolenie na poszukiwanie jego przyjaciela.

- To jest zbyt niebezpieczne – odpowiedział komendant – Straciłem już twego przyjaciela, straciłbym również ciebie. Tam ostro strzelają.

Frank mimo wszystko poszedł. Po kilku godzinach znalazł Teda śmiertelnie rannego. Ostrożnie wziął go na ramiona. Nagle dosięgnął go pocisk. Nadludzkim wysiłkiem udało mu się donieść przyjaciela do obozu.

- Czy warto było umierać, by ratować umarłego? – spytał komendant.

- Tak – wyszeptał Frank, gdyż przed śmiercią Ted powiedział: „Wiedziałem, że przyjdziesz”.

To właśnie powiemy Bogu w takiej chwili: „Wiedziałem, Boże, że przyjdziesz!”

29.03, g. 14.19


Ez 37,12-14;  Rz 8,8-11;  J 11,1-45

Daj się obudzić, duchowy śpiochu!

Wskrzeszenie Łazarza przez Jezusa jest po prostu demonstracją Jego boskiej mocy. Gdy ewangelista Jan podsumowuje to wydarzenie stwierdzeniem, że Wielu uwierzyło w Niego, chce i nam pomóc w odpowiedzi na pytanie Wierzysz w to?

Kolejna niedziela Wielkiego Postu prowadzi nas do wielkanocnego wyznania wiary w Jezusa żywego, do zawołania Pan mój Bóg mój! A może także do całkowitego poświęcenia swego życia Jezusowi…

…idę, aby go obudzić.

29.03, g.11.13

Jr 11,18-20;  J 7,40-53

Galilejczyk, czyli gorszy.

Czyż Mesjasz przyjdzie z Galilei?    Zbadaj, zobacz, że żaden prorok nie powstaje z Galilei.

Niejako między tymi dwoma zdaniami toczy się dzisiejszy spór o Jezusa. Z pewnością Galilea nie kojarzy się dobrze Żydom. Pochodzenie z Galilei generalnie dyskredytowało człowieka zanim zdążył się odezwać….

Coś nam to przypomina z naszych międzyludzkich relacji? Oj, chyba jednak tak… Już dzieci w szkole (przedszkolu?) wiedzą z kim wypada się bawić, a z kim nie. Kogo zaprosić na urodziny, a kogo nie. Później też nie jest najlepiej… Sami wprowadzamy podziały i sami wymyślamy kryteria oceny i osądzenia drugiego człowieka. Nieraz dyskredytujemy drugiego już z góry – bo pochodzi z jakiejś „Galilei’, której my nie akceptujemy, nie lubimy lub po prostu nie znamy. Nawet gdy inni wyrażają się o kimś pozytywnie, a nawet z podziwem (Nigdy jeszcze nikt nie przemawiał tak jak on…), trudno nam wyjść z własnego kręgu „zwierzchników lub faryzeuszów” i posłuchać czy spojrzeć na kogoś życzliwie. Warto i to przemyśleć w czasie Wielkiego Postu, a zwłaszcza w czasie zarazy..

Bo Jezus naprawdę pochodził z Galilei.

Lecz Pan Zastępów jest sprawiedliwym sędzią, bada sumienie i serce.

28.03, g. 9.11

Mdr 2,1a.12-22;  J 7,1n.10.25-30

Nie odwracaj się plecami.

Napięcie wokół Jezusa wzrasta. Już wprost i otwarcie się mówi o Jego zabiciu. Ale to jeszcze nie ta godzina. A Jezus również idzie w zaparte: nie odwołuje swoich słów o Bogu jako swoim Ojcu. On Go posłał, a Jezus Go zna. Wierzącym Żydom nie mieści się to w głowach. Nie są w stanie odkryć tajemnic Bożych, zaślepia ich własna złość. Owa złość rodzi się stąd, że nie mają zamiaru zmieniać swojego życia, uważają siebie za sprawiedliwych i nie znoszą, że ktoś wypomina im błędy obyczajów i łamanie prawa.

Czy potrafisz tutaj czasem dostrzec samego siebie?  Może nie usiłujesz nikogo zabić, ale czyż zatykanie własnych uszu na głos Sprawiedliwego nie jest także próbą uciszenia Go, gdy jest nam niewygodny, gdy sprzeciwia się naszym sprawom i upomina nas? Czyż jakąś formą zabicia nie jest także obojętne odwrócenie się plecami do Głosu Boga?

Ileż uwagi poświęcamy na słuchanie świata, a jak mało zależy nam na tym, by poznać tajemnice Bożej miłości i prawdy…

Nie pojęli tajemnic Bożych, nie spodziewali się nagrody za prawość i nie docenili odpłaty dusz czystych.

27.03, g. 9.22

Dziś w liturgii kolejne słowo na trudne czasy.  Najpierw o …zniechęceniu Boga swoim ludem! Bóg ma dość upartych, krnąbrnych i nieposłusznych Izraelitów i chce ich „wyniszczyć”, a Mojżesza „uczynić wielkim ludem”. Jednak wstawiennictwo i modlitwa Mojżesza odsunęły gniew Boga.

Jezus, odwołując się do pism Mojżesza, wskazuje na siebie jako tego, który daje życie, który jest szczególnym posłańcem Ojca dla ratowania człowieka. Tak, Jezus jest naszym nowym Mojżeszem. To dzięki Jego wstawiennictwu u Ojca my zostaliśmy ocaleni. To On oddalił od nas gniew Boga. To Jego ofiara daje nam życie. Jakże smutno więc brzmią Jego słowa: A przecież nie chcecie przyjść do Mnie…

Czytajmy słowo na trudne czasy…

Wj 32,7-14;  J 5,31-47

Przyjdźcie do Mnie wszyscy…

Można odnieść wrażenie, że dzisiejsze słowa do Żydów – swoich przecież rodaków, narodu wybranego przez Boga – Jezus mówi ze łzami w oczach… A przecież nie chcecie przyjść do Mnie, aby mieć życie.  Tyle słów, tyle znaków, tyle dzieł, których jesteście świadkami – a wy nic! Wręcz chcecie Mnie zabić… Dlaczego? Bo tak naprawdę brak wam miłości do Ojca, którego znajomością się chełpicie. A tymczasem wierzycie tylko sobie i zależy wam na ludzkim uznaniu i chwale. Nie szukacie uznania u Boga, nie interesuje was to. Jakaż szkoda i żal, że jesteście tak zaślepieni i zapatrzeni w siebie… A przecież to właśnie o Mnie pisze Mojżesz – i to on kiedyś będzie waszym oskarżycielem za wasz brak wiary.

Panie, pomóż nam dostrzegać w naszym życiu wielkie dzieła, które czynisz z miłości do nas. Przymnóż nam wiary, otwórz nasze serca i wlej w nie pragnienie życia z Tobą.

Widzę, że lud ten jest ludem o twardym karku.

     Na koniec tej części pozdrawiam wszystkich i życzę dobrego dnia. A drogim Parafianom, którzy może dziś wybierają się spacer albo przejażdżkę rowerem (tylko pojedynczo, albo najwyżej parami!) polecam nasz kościół parafialny – jest otwarty. Można wstąpić na chwilę modlitwy, a przy okazji ze stolika prasowego zabrać sobie kolejny numer DOBRYCH NOWIN. Polecam. Za darmo😊

26.03, g. 9.57

Kolejna WAŻNA INFORMACJA duszpasterska:

Zgodnie z dekretem biskupa ordynariusza naszej diecezji tegoroczne bierzmowania i Pierwsze Komunie zostają przeniesione na dalszy termin, nie wcześniejszy niż po 31 sierpnia br..

25.03, g. 13.52

A na dzisiejsze święto jeszcze mały fragment z CHRISTUS VIVIT:

44. "Zawsze głębokie wrażenie wywołuje siła «tak» Maryi, młodej kobiety. Siła tego «niech mi się stanie», które powiedziała aniołowi. To było coś innego niż bierna lub zrezygnowana akceptacja. Maryja nie znała powiedzenia «zobaczymy, co się wydarzy». Była zdecydowana, zrozumiała, o co chodziło, i powiedziała «tak», nie owijając w bawełnę. To było coś znacznie więcej, coś innego. Było to «tak» osoby, która chce się zaangażować i zaryzykować, która chce postawić wszystko na jedną kartę, bez innych gwarancji niż pewność, że niesie obietnicę. I pytam każdego z was: czy czujecie się tymi, którzy niosą obietnicę? Jaką obietnicę niosę w sercu, aby ją nieść dalej? Maryja niewątpliwie miała przed sobą trudną misję, ale trudności nie były powodem, by powiedzieć «nie». Z pewnością czekały Ją komplikacje, ale nie były to takie same komplikacje, jakie pojawiają się, gdy paraliżuje nas tchórzostwo, bo nie wszystko jest jasne lub zabezpieczone. Maryja nie wykupiła ubezpieczenia na życie!  «Tak» i chęć służenia były silniejsze niż wątpliwości i trudności" .

25.03, g. 12.29

 

Moi Drodzy,

Czytajmy słowo Boże…

Iz 7,10-14;  Hbr 10,4-10;  Łk 1,26-38  

Pan sam da wam znak

Znakiem jest Bóg z nami. Emmanuel jest znakiem Boga dla nas. Znakiem Boga dla człowieka jest …człowieczeństwo Boga. Wystarczy nad tym się zatrzymać, by odkryć wszystko, co najważniejsze o człowieku, o KAŻDYM człowieku, o każdym z nas. Nie zapominajmy o tym. Nigdy.

Słowo stało się ciałem…

      W czasie ograniczenia poruszania się i uczestniczenia w większych zgromadzeniach (także w kościele) ogromnego znaczenia nabierają nasze Kościoły Domowe – małe wspólnoty rodzinne, w których sprawowana jest liturgia domowa: czytane jest słowo Boże, trwa wspólna modlitwa i praktykowana jest wzajemna miłość. Nie, nie chodzi o to, że mamy całe dnie spędzać na klęczkach przed krzyżem i z różańcem w ręku, a na stole świece i otwarta Biblia…  Chodzi raczej o to, abyśmy realnie zaprosili Boga do naszych domów i do naszych serc.

Wielu z nas bardzo przywiązanych jest do nabożeństw, obrzędów i innych spotkań w kościele. Nie wyobrażamy sobie wielu wydarzeń w naszym życiu bez kościoła i Mszy św.. To bardzo piękne i cenne. Ale czy przy okazji zbyt wielu z nas nie ogranicza obecności Boga tylko do przestrzeni świątyni? Bóg jest obecny w naszym „kościółku”, którego wieżę widać z daleka  – i to nam wystarcza. Czasem go odwiedzimy, zwłaszcza jak czegoś potrzebujemy albo gdy nas sumienie poruszy. To przecież taki „dobry duszek”, który jest nam życzliwy i chętny do pomocy… Ale niech sobie tam w tym „kościółku” zostanie. W codziennym życiu, w naszych domach i pracy jesteśmy zbyt zajęci, by o tym „dobrym duszku” pamiętać, a co dopiero go słuchać i z nim rozmawiać. Może jak przyjdzie niedziela, święta, to go znów odwiedzimy.

No i przyszła – epidemia, która każe nam zostać w domu.

Bóg nie jest „dobrym duszkiem”, który sobie znalazł przytulne miejsce w Krośnicy przy ul. Szkolnej i czasem zaprasza nas na imprezy organizowane przez siebie. Owszem jest tam bardzo realnie obecny w sakramencie Eucharystii. Ale Bóg jest przede wszystkim Emmanuelem – Bogiem z nami zawsze i wszędzie. Bóg chce towarzyszyć nam na co dzień, być „w środku wydarzeń” naszego życia – po to stał się człowiekiem. Bóg chce być naszym Przyjacielem. Bóg w Jezusie Chrystusie zapraszam nas do codziennej i intymnej relacji z Nim. Jest Bogiem żywym i zaangażowanym w nasze sprawy.

Może nadszedł czas, byśmy to zaczęli zauważać.

25.03, g. 11.27

Niech was błogosławi i strzeże Bóg Wszechmogący, Ojciec i Syn + i Duch Święty!

24.03, g. 21.54


UWAGA WAŻNY KOMUNIKAT!

W związku z kolejnymi ograniczeniami wprowadzonymi przez Rząd w walce z pandemią koronawirusa, informuję, że od dnia 25 marca 2020 r.:

1)  We Mszach św. (odprawianych także  w naszym kościele) uczestniczyć może najwyżej 5 osób (a więc tylko przedstawiciele rodziny zamawiającej intencję mszalną);

2) Zapowiedziane na środę, czwartek i piątek od g. 18.00 godzinne Adoracje Najświętszego Sakramentu odbędą się bez udziału wiernych – można będzie w nich uczestniczyć jedynie wirtualnie przy pomocy kamery z naszego kościoła na stronie http://www.nspj-krosnica.pl/?p=main&what=81 klikając w umieszczony tam link.  Gorąco zachęcam do skorzystania z tej formy naszej wspólnej modlitwy.

3)  W czasie Adoracji będzie okazja do spowiedzi św. przy klęczniku przygotowanym przy bocznym ołtarzu Matki Bożej – to oznacza, że do kościoła mogą przyjść tylko ci, którzy chcą się wyspowiadać pamiętając o tym, by w kościele nie było jednocześnie więcej niż 5 osób.

4)  W najbliższą niedzielę (29.03) odbędzie się tylko jedna Msza św. o g. 8.00 (w intencji zapowiedzianej na g. 7.30) – oczywiście z udziałem tylko 5 osób z rodziny.

5)  Zachęcam gorąco, by jutro o g. 12.00 zgodnie z apelem papieża Franciszka odmówić modlitwę Ojcze nasz w intencji zatrzymania pandemii oraz za chorujących i całą służbę zdrowia.

6)  Nie rezygnujmy także z naszej codziennej modlitwy różańcowej o g. 20.30 w naszych domach.

I nie traćmy ufności w Boże Miłosierdzie.

24.03, g. 19.44

 

Obiecałem ludziom młodym (ciałem i duchem), że będziemy wracać w te dni do słów papieża Franciszka z listu (adhortacji) CHRISTUS VIVIT. Na tę chwilę proponuję wczytać się w dwa krótkie punkty z pierwszego rozdziału:

19. Ewangelia mówi nam także o pannach roztropnych, które były przygotowane i uważne, podczas gdy inne były rozkojarzone  i ospałe (por. Mt 25, 1-13). Można bowiem spędzić młodość w rozkojarzeniu, prześlizgując się po powierzchni życia, ospale, będąc  niezdolnym do pielęgnowania głębokich relacji i wejścia w istotę życia. W ten sposób przygotowujemy sobie przyszłość ubogą, bez treści. Albo można spędzić młodość, pielęgnując to, co piękne i wspaniałe, przygotowując tym samym przyszłość pełną życia i wewnętrznego bogactwa.

20. Jeśli utraciłeś wewnętrzny wigor, marzenia, entuzjazm, nadzieję i wspaniałomyślność, Jezus ukazuje się tobie, tak jak stanął przed zmarłym synem wdowy, i z całą swoją mocą Zmartwychwstałego Pan zachęca cię: „Młodzieńcze, tobie mówię wstań!” (Łk 7, 14).

24.03, g. 10.38

 

Słyszymy w tych dniach o różnych inicjatywach, z którymi wychodzą ludzie (nawet o to nie proszeni specjalnie) chcący pomóc innym: seniorom, samotnym, szpitalom, chorym itd.  To bardzo piękne. Kojarzą mi się oni z samym Jezusem, który w dzisiejszej ewangelii też nie proszony sam zauważa chorego i oferuje mu uzdrowienie, wyczekiwany od 38 lat dar. Tak, światu „potrzeba człowieka”…  Ale są sytuacje i sprawy, w których nawet najlepszy człowiek nam nie pomoże.  U progu słonecznego wtorku zapraszam na chwilę refleksji…  

Ez 47,1-9.12;  J 5,1-3a.5-16

Wcale nie potrzebujesz człowieka

Najczęściej zatrzymujemy się na fakcie cudownego uzdrowienia paralityka przy Sadzawce Owczej. Paralityk leżał bezradny już wiele lat czekając „na człowieka”, który by go wprowadził do sadzawki. Ostatecznie tym „człowiekiem” okazał się Jezus, który specjalnie wypatrzył go w całym tłumie chorych. Opowieść jak z bajki. Któż z nas nie marzyłby o takim spotkaniu w takiej sytuacji? Tymczasem o prawdziwym powodzie uczynienia cudu przez Jezusa mówi nam Jego ostatnie zdanie z tej historii: Nie grzesz już więcej, aby ci się coś gorszego nie przydarzyło.  W kontekście tego zdania inaczej odczytujemy pytanie Jezusa: Czy chcesz stać się zdrowym?  Chciałoby się dodać: czy chcesz stać się naprawdę zdrowym…?

Jezus wie co jest naszą najgroźniejszą chorobą. I tę chorobę uzdrawia przede wszystkim. Chorobę, której na imię grzech. Tylko czy naprawdę chcesz stać się zdrowym?

I wcale nie potrzebujesz „człowieka” – on może cię tylko zanieść do zwykłej sadzawki. Potrzebujesz Jezusa. Popatrz Mu w oczy i powiedz…

 …Panie, daj mi wody żywej, bym już nie pragnął.

Życzę wszystkim miłego i pięknego dnia.  Naprawdę Bóg jest dobry… 😊

24.03, g. 8.54

Drodzy Młodzi,

rano zadałem wam m.in. bardzo trywialne pytanie: jak żyjecie?  Na zakończenie dzisiejszego dnia chcę podzielić się pierwszym fragmentem słów papieża Franciszka z adhortacji do młodych CHRISTUS VIVIT – myślę, że słowa te pięknie współgrają ze Słowem z dzisiejszej liturgii:  Chrystus żyje. On jest naszą nadzieją, jest najpiękniejszą młodością tego świata. Wszystko, czego dotknie, staje się młode, staje się nowe, napełnia się życiem. Tak więc pierwsze słowa, które pragnę skierować do każdego z młodych chrześcijan, brzmią: On żyje i chce, abyś żył!    On jest w tobie, jest z tobą i nigdy cię nie opuszcza. Niezależnie od tego, jak bardzo byś się oddalił, Zmartwychwstały jest obok ciebie, wzywa cię i czeka na ciebie, abyś zaczął od nowa.

Tyle na razie papież Franciszek do młodych. Oczywiście śmiało mogą to także przyjąć dla siebie i ci nieco starsi.  Coś mi się wydaje, że do adhortacji CHRISTUS VIVIT będziemy częściej wracać w te dni… Nareszcie MAM CZAS ją przeczytać! 😊

A wy na co wykorzystujecie swój czas?

Dobrej nocy!   

Niech was błogosławi i strzeże Bóg Wszechmogący, Ojciec i Syn + i Duch Święty!

23.03, g. 21.32


Pozdrawiam wszystkich w piękny poniedziałkowy poranek!

Jest lekki mrozik, świeci słońce, a przez proroka Izajasza dobry nasz Ojciec mówi nam: Oto ja stwarzam nowe niebiosa i nową ziemię; nie będzie się wspominać dawniejszych dziejów ani na myśl one nie przyjdą.  Przeciwnie, będzie radość i wesele na zawsze z tego, co Ja stworzę…”

Jakże cudowne słowa!   Kochani, czy zdajemy sobie sprawę z tego, do czego Bóg nas w tych słowach zaprasza? Czy chcemy uczestniczyć w tym nowym stworzeniu? Przed trzema laty o dzisiejszym słowie napisałem taką refleksję – pozwólcie, że ją przypomnę:

Iz 65,17-21;  J 4,43-54

Naprawdę myślisz, że naprawisz to, co minęło?

Bóg przychodzi nie po to, by naprawić coś starego, co się zepsuło. On przychodzi, by stworzyć WSZYSTKO NOWE. Nowe niebiosa, nową ziemię, nowego człowieka, nowy świat. Tak nowy, że nikt nie będzie nawet wspominał przeszłości. Przeszłość jest naprawdę przeszłością. W Bogu istnieje tylko TERAZ i przyszłość. To tylko nam się wydaje, że ciągle musimy wracać do przeszłości, by ją naprawiać i zmieniać. Zmieniać przeszłość? Naprawiać coś, co już minęło?  Mimo wszystko nie wydaje ci się to nieco śmieszne? Nie wydaje ci się, że to właśnie szatan każe ci ciągle wracać do przeszłości? Właśnie dlatego, byś nigdy nie stał się NOWYM CZŁOWIEKIEM.

Daj się uzdrowić Jezusowi. Uwierz w Jego słowo. Żyj nowym życiem.

I uwierzył on sam i jego rodzina.

Życzę wam dobrego TERAZ! I wspaniałej przyszłości.

Ps. Dziś specjalne pozdrowienia dla naszej młodzieży. Jak żyjecie? Co słychać u was na progu wiosny 2020?

23.03, g. 8.51

1 Sm 16,1.6-7.10-13a;   Ef 5,8-14;   J 9,1-41

Ciemność nie jest dobra.

Gdyby ciemność była dobra dla człowieka, to Jezus nie uzdrawiałby niewidomych i żaden niewidomy nie pragnąłby uzdrowienia. Jesteśmy powołani do życia w świetle. Dopiero światło stwarza przestrzeń prawdy, dobra i bezpieczeństwa. Jezus przyszedł, by wprowadzić nas w przestrzeń światła.  

Oczywiście nie chodzi tylko o światło dla oczu naszego ciała. Św. Paweł bardzo trafnie to ujmuje mówiąc o dzieciach światłości i o bezowocnych czynach ciemności.  

Ciemność niewiary w Jezusa, ciemność braku poznania Syna Człowieczego, ciemność grzechu, ciemność obłudy i zakłamania, ciemność udawania, że wszystko jest w porządku, wreszcie ciemność śmierci – z takiej ciemności chce uzdrowić nas Jezus. Taka ciemność jest prawdziwym nieszczęściem człowieka.

Daj się dotknąć Jezusowi. To już czwarta niedziela Wielkiego Postu. Najwyższy czas by przejrzeć i wyznać wiarę w Jezusa.

Zbudź się, o śpiący, i powstań z martwych, a zajaśnieje ci Chrystus.

22.03, g. 12.50

 

Co prawda jeszcze sobotni wieczór, ale już z myślą o niedzieli najpierw słowa refleksji i małe opowiadanko. Polecam.

Refleksja

„Nie tak bowiem, jak człowiek widzi, widzi Bóg, bo człowiek widzi to, co dostępne dla oczu, a Pan widzi serce”.

Co widzisz? Programy informacyjne pełne niepokojących informacji o rozwoju pandemii? Opustoszałe ulice? Czy widzisz słońce i budzącą się wiosnę? Czy widzisz nieśmiało kwitnący kwiatek w ogródku?

Co, albo raczej kogo, może zobaczyć ktoś, kto patrzy na Ciebie? Jakie przeżycia rysują się w tych dniach na Twojej twarzy? A może z różnych powodów robisz wszystko, aby Twoja twarz była niewzruszona? Może masz poczucie, że powinieneś być oparciem dla innych i nie ma w tym przestrzeni na przeżywanie?

Bóg w Pierwszej Księdze Samuela przypomina, że patrzy o wiele głębiej i widzi więcej, niż może nam się wydawać. Bóg widzi w Tobie wszystkie piękne pragnienia i marzenia. Bóg widzi Twoją tęsknotę. Bóg widzi też wszystko z czym sobie nie radzisz, w czym może ostatnio upadłeś, to, co Ciebie przerosło.

Ten szczególny Wielki Post – pustynia, na której się znaleźliśmy – to czas Bożej troski o nasze serca. „Zabiorę wam serce z kamienia, a dam wam serce z ciała” – obiecuje Pan w Księdze Ezechiela. „Wypisze moje Prawo na tablicach ich serc” – dodaje w Księdze Jeremiasza. To, na co w tych dniach patrzysz, może okazać się rozstrzygające. Bóg dał Ci oczy, aby czytały Jego Słowo. Bóg dał Ci oczy, aby pomagały sercu adorować Go w Najświętszym Sakramencie. Bóg dał Ci oczy, aby cieszyły się wiosną. Dzień po dniu Twoje serce może doświadczać uzdrowienia, dzięki temu, na co, a raczej na Kogo, patrzysz. Abp Grzegorz Ryś napisał tydzień temu, że twarzą Boga nie jest pandemia. Jego twarzą jest Miłość.

Nie musisz już uciekać przed samym sobą. Nie musisz już skrzętnie ukrywać tego, co odkrywasz na dnie serca, o czym może nie masz odwagi mówić. Bóg w te dni przychodzi i zachęca: „Patrz na Mnie. Mów Mi o wszystkim. Ja będę zmieniał Twoje serce”.

Opowiadanie

Znaczenie życia

Pewien profesor kończąc kiedyś lekcję zwrócił się do swoich studentów w następujący sposób:

- Czy są jakieś pytania?

Jeden ze studentów zapytał go wtedy:

- Tak, panie profesorze: proszę mi powiedzieć jaki jest sens życia?

Jego kolegów, którzy zmierzali już w kierunku drzwi, ogarnął śmiech. Jednak profesor przyglądał się uważnie studentowi, chcąc zrozumieć, czy pytanie zostało zadane poważnie, czy jedynie dla żartu. Kiedy doszedł do wniosku, że student zadał mu je na serio, powiedział:

- Odpowiem panu.

Potem wyjął z kieszeni swoich spodni portfel, wydobył z niego małe, okrągłe lusterko, nie większe od monety, i po chwili namysłu powiedział:

- Kiedy wybuchła wojna, byłem jeszcze dzieckiem. Pewnego dnia znalazłem na ulicy roztrzaskane w drobiazgi lusterko. Wziąłem wtedy ze sobą największy jego kawałek. To właśnie ten drobiazg. Zacząłem się nim bawić i byłem pełen radości, że mogę odbijać w nim światło i kierować je do ciemnych zakątków, do których nigdy nie zagląda słońce: do ciemnych głębokich dziur, szczelin i zakamarków. Zachowałem sobie to małe lusterko. Kiedy stałem się już dorosłym człowiekiem, zdałem sobie sprawę, że lusterko to ma dla mnie jeszcze większe znaczenie niż poprzednio. Dzięki niemu zrozumiałem, że i moje życie może przekazywać Światło.

Ja też jestem fragmentem lustra, którego nie znam w całości. Poprzez wszystko to kim jestem i co czynię mogę przekazywać światło – światło prawdy, zrozumienia, świadomości, dobra, czułości – i oświetlać w ten sposób ciemne zakątki ludzkiego serca, by móc coś w kimś zmienić. Być może dostrzegą to również inni i oni także zechcą czynić podobnie.

W tym właśnie zauważam sens życia.

Całe niebo może odbijać się nawet w najmniejszej kałuży.

21.03, g. 21.12

Witam, witam :-)

Dziś trochę później niż zwykle, ale sobota to dla mnie od samego rana czas wytężonej pracy, dla której potrzebuję nieco więcej skupienia. Jej efekt możecie już znaleźć w zakładce OGŁOSZENIA PARAFIALNE. Poczytajcie uważnie - zwłaszcza rozbudowany punkt 1.

A teraz muszę zajrzeć do kotłowni - zrobiło się jakby chłodniej, choć to podobno pierwszy dzień wiosny...

Miłego popołudnia.

21.03, g. 14.37

Witam wieczorową porą! 😊

Chwilę po wspólnym różańcu siadam przy komputerze, by pozdrowić was pod koniec dnia i podziękować za to, że jesteśmy razem: szczególnie za spotkanie na porannej Eucharystii (było nas ok. 30 osób), za czas wieczornej adoracji i różańca. Nie ustawajmy w naszej modlitwie. Wierzę, że ma ona niezwykłą moc…

Podczas adoracji prosiłem Pana o słowo pocieszenia i nadziei dla nas wszystkich. Otworzyłem Pismo św. na Ewangelii wg św. Jana 16,16-24. Są tam m.in. słowa „Wy będziecie się smucić, ale smutek wasz przemieni się w radość. … proście, a otrzymacie, aby radość wasza była pełna.”  Warto z tym fragmentem Ewangelii usiąść sobie w chwili ciszy…

No właśnie, a propos ciszy: jesteście tam? Słupki oglądalności naszej strony pną się w górę, ale jakoś osobiście tego nie odczuwam… Może jakiś mail? SMS? Wpis w księdze gości? Wiadomość na WhatsAppie, czy Twitterze?  Już zaczynam myśleć, że chyba sam jestem zarażony…. 😉

To tyle na dzisiaj. Dobrego wieczoru i spokojnej nocy życzę wszystkim!

Niech was błogosławi i strzeże Bóg Wszechmogący, Ojciec i Syn + i Duch Święty!

20.03, g. 21.28

 

Jeśli ktoś lubi oglądać filmy w czasie wolnym, to polecam https://www.katoflix.pl/  Tam do wyboru różne filmy i nie tylko.

20.03, g. 14.58

 

Witajcie!

Na początek dnia najpierw zapraszam na krótką refleksję wokół dzisiejszego słowa Bożego:

Oz 14,2-10;  Mk 12,28b-34

Wróć, nawróć się, słuchaj, słuchaj i kochaj, kochaj. 

Wiemy już, że Wielki Post to czas, w którym mamy wrócić do Boga i bardziej Go słuchać. Słyszymy to wezwanie także dzisiaj. A owocem nawrócenia i słuchania ma być po prostu miłość do Boga i bliźniego. Miłość jest najlepszym (kto wie czy nie jedynym!) sprawdzianem naszego nawrócenia. Miłość, która każe nam na nowo przewartościować nasze życie, nasze myślenie, nasze postępowanie, nasze wybory, nasze priorytety, nawet zmienić nasz plan dnia… Miłość jako świadoma decyzja.

…bo Jeden jest i nie ma innego prócz Niego. Miłować Go całym sercem, (….) i miłować bliźniego (…)  daleko więcej znaczy niż wszystkie całopalenia i ofiary.

     Kochani, a jeśli obecna sytuacja pandemii i zagrożenia śmiercią niczego nas nie nauczy? Niczego nie zmieni? Jeśli uwierzymy, że to tylko dzięki temu, że zdobyliśmy środki dezynfekujące, że zrobiliśmy przezornie zakupy na zapas (mąki, cukru, konserw, chleba, papieru toaletowego, lekarstw…) – że to właśnie to nas uratowało (jeśli uratuje)? Jeśli po wyjściu na zewnątrz po obecnej izolacji domowej nadal nie będziemy potrafili z miłością spojrzeć na siebie i z wdzięczności uwielbiać Boga?

Na razie niektórzy z nas się modlą żarliwie o zatrzymanie epidemii koronawirusa – może trzeba będzie wkrótce dołączyć modlitwę o rozwój nowej „epidemii”, epidemii miłości…?

Dziś znów okazja w naszym kościele do adoracji Pana Jezusa – od g. 18.00

20.03, g. 9.14

Dziękuję za kolejny wspólny dzień, a szczególnie za spotkania na Eucharystii i "wirtualnie" wspólną modlitwę różańcową.

Jutro rano Msza św., a o g. 18.00 okazja do idywidualnej adoracji Najświętszego Sakramentu i spowiedzi.

Spokojnej nocy i dobrego odpoczynku.

Niech was błogosławi i strzeże Bóg Wszechmogący, Ojciec i Syn + i Duch Święty.

19.03, g. 23.02


Czas na informację dla czytelników Gościa Niedzielnego:

W związku z wprowadzeniem stanu zagrożenia epidemicznego w naszym kraju informujemy, że od tego tygodnia wstrzymany zostanie kolportaż parafialny „Gościa Niedzielnego”. W związku z tym prosimy o przekazanie niniejszej informacji wiernym na stronach internetowych parafii oraz w mediach społecznościowych. Drodzy Czytelnicy „Gościa Niedzielnego”, informujemy, że w związku z wprowadzeniem stanu zagrożenia epidemicznego w naszym kraju, od nr. 12/2020 (z datą 22 marca 2020 r.) „Gościa Niedzielnego” czasowo wstrzymany zostaje kolportaż parafialny naszego tygodnika. Bieżące wydanie „Gościa Niedzielnego” w wersji drukowanej będzie można kupić jedynie w tradycyjnych kanałach sprzedaży prasy (kioski, saloniki prasowe, stacje benzynowe itp.). Przypominamy o możliwości skorzystania z prenumeraty pocztowej. Szczegóły na www.igomedia.pl/Zamowprenumerate lub pod nr. tel. 32 608 80 83. Pragniemy również zachęcić do skorzystania z darmowego, elektronicznego wydania „Gościa Niedzielnego” nr 12/2020. Szczegóły na e.gosc.pl w zakładce Instrukcja. Kompletne wydanie 12. numeru „Gościa” – z dodatkami diecezjalnymi -  będzie też dostępne w formacie PDF – do ściągnięcia i wydrukowania w domu - na stronie gosc.pl. Zachęcamy do skorzystania z tej możliwości, by „Gość Niedzielny” mógł trafić do starszych czytelników, którzy nie korzystają z komputerów czy urządzeń mobilnych. Podjęcie tej decyzji było dla nas trudną koniecznością, ale mamy nadzieję, że ta sytuacja nie potrwa długo. Zapewniając o naszej modlitwie w intencji całego społeczeństwa, chorych, służb medycznych, a także Was, Drodzy Czytelnicy, prosimy o modlitwę w naszej intencji w tym bardzo trudnym momencie. Redakcja „Gościa Niedzielnego”

19.03, g. 12.18

 

Witam serdecznie tych, którzy chcą pozostać w kontakcie ze swoim duszpasterzem także poprzez niniejszą stronę internetową!

Kochani, dziś uroczystość św. Józefa, Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny, wzywanego przez wielu jako swego patrona. Proszą go mężowie i ojcowie o potrzebne łaski do odpowiedzialnego i wiernego wypełnienia swego powołania. Proszą ludzie pracy, a szczególnie rzemieślnicy o jego opiekę. Modlą się do niego chorzy i umierający, by był z nimi. Wzywa cały Kościół, którego św. Józef jest Opiekunem tak, jak był opiekunem Jezusa Chrystusa. Szczególnych czcicieli ma z pewnością św. Józef w członkach swojego Bractwa, obecnego także w naszej parafii.

Cieszymy się, że mamy również  w naszym kościele ołtarz poświęcony św. Józefowi z piękną jego figurą. Dziś po porannej Mszy św. modliliśmy się tam o jego pomoc na te trudne czasy, w jakich przyszło nam żyć.

Niech św. Józef  będzie z wami i wyprasza potrzebne łaski! Spokojnego dnia życzę wszystkim.

2 Sm 7,4-5a.12-14a.16;  Rz 4,13.16-18.22;  Mt 1,16.18-21.24a

Św. Józef

Wierzący. Wbrew nadziei uwierzył nadziei. Prawy. Sprawiedliwy. Delikatny. Posłuszny Bogu. Otwarty na natchnienia Bożego Ducha. Pokorny. Czysty.

Zakochany w Maryi.

Zapatrzony w Jezusa.

Św. Józefie, módl się za nami.

19.03, g. 8.54

Na zakończenie dnia:

Ps 131

Panie, moje serce się nie pyszni
i oczy moje nie są wyniosłe.
Nie gonię za tym, co wielkie,
albo co przerasta moje siły.

Przeciwnie: wprowadziłem ład
i spokój do mojej duszy.
Jak niemowlę u swej matki,
jak niemowlę - tak we mnie jest moja dusza. Izraelu, złóż w Panu nadzieję
odtąd i aż na wieki!

Niech was błogosławi i strzeże Bóg Wszechmogący, Ojciec i Syn + i Duch Święty.

18.03, g. 21.27

 

Witam w nowym dniu.

Czas izolacji, zachowania dystansu fizycznego wobec siebie, czas oddalenia od ludzi… Czy ten czas przybliża nas do Boga? Czy odkrywamy co jest największą wartością naszego życia? Czy odkrywamy obecność Jezusa przy nas? Jezusa, który wciąż delikatnie puka do drzwi naszych serc. Klamka jest tylko po naszej stronie…

Zapraszam ponownie do lektury małej refleksji wokół Bożego słowa na dziś.

Pwt 4,1.5-9;  Mt 5,17-19

Ale JA nie chcę.

Dlaczego trzeba wypełniać przykazania? Najprostsza odpowiedź brzmi: bo tak chce Bóg. Ale oczywiście w dzisiejszych czasach taka odpowiedź już nie przekonuje. Wielu (nawet tzw. „wierzących”) wzrusza ramionami i odpowiada, ale JA NIE CHCĘ. „Ja” stało się bogiem. Wielu traktuje przykazania jako negatywną alternatywę tzw. wolności. I mając do wyboru „wolność” albo przykazania wybiera „wolność”. Jest to oczywiście pseudo-wolność – bo jak można podejrzewać Boga, który jest największym obrońcą wolności człowieka o to, że to właśnie On chce nam tę wolność zabrać? To człowiek nieraz sprzeniewierza się i cofa swoje obietnice i ślubowania. To człowiek zmienia koniunkturalnie zdanie jeśli jest to dla niego korzystne. Nie Bóg. Bóg nigdy nie cofa swoich darów – nawet wtedy, gdy one obracają się przeciwko Niemu. Owszem, odrzucając przykazania Boże korzystamy ze swojej wolności – i Bóg to szanuje. Czy jednak takie korzystanie z wolności paradoksalnie nie pakuje nas w niewolę? A już na pewno oddala nas od Boga, który jest pomysłodawcą ludzkiej wolności i jej najpewniejszym …gwarantem!

Jak więc spojrzeć na przykazania?

Jako na słowo kochającego nas Tatusia, który wie o życiu o wiele więcej niż my i przestrzega nas przed wyborami fatalnymi w skutkach dla nas samych. 

Słowa Twoje, Panie, są duchem i życiem.

18.03, g. 9.06

Moi Drodzy,

Wciąż (a może coraz bardziej) czujemy się w obecnej sytuacji zagrożeni, niepewni, zestresowani, nieufni wobec siebie… Ja czuję się podobnie.

Dziś podczas adoracji uświadomiłem sobie na nowo, że być może ta sytuacja, w której przyszło nam żyć ma przekonać nas i cały świat, że tak naprawdę bezpiecznie człowiek czuje się dopiero blisko Serca Pana Jezusa i w rękach Dobrego Ojca… Dopiero tam jesteśmy bezpieczni i spokojni, jesteśmy pewni, że nic nam nie grozi, bo nasz Tato o wszystkim wie i przecież jest silniejszy od wszystkich mocy zła. A nawet gdy nas coś „ugryzie”, to On jak dobra Matka „podmucha” w bolące miejsce i wszystko przejdzie… Może doczekaliśmy takiego czasu, by sobie to uświadomić i na nowo uwierzyć? I z głębokim przekonaniem ogłaszać to światu…? 

Przybliżmy się do Serca naszego Pana. On nas naprawdę kocha…

Na zakończenie tego kolejnego dnia niech was błogosławi i strzeże Bóg Wszechmogący, Ojciec i Syn + i Duch Święty.

😊

17.03, g. 21.29

Witam wszystkich w kolejnym dniu pozostawania w domach!

     Warto dziś sięgnąć do słowa Bożego z wtorku trzeciego tygodnia Wielkiego Postu. Najpierw piękna modlitwa skruszonego Azariasza z Księgi Daniela, a potem przypowieść Jezusa o miłosiernym panu i niemiłosiernym słudze. A poniżej znajdziecie moją krótką refleksję na ten temat…

Dn 3,25.34-43;  Mt 18,21-35

…i nie przebaczaj nam, jako i my nie przebaczamy naszym winowajcom.

Pytanie „czy aż tak często (zawsze!) mam przebaczać?” podobne jest do pytania „czy aż tak bardzo mnie kochasz?”. Wbrew pozorom mamy kłopot z wiarą w naprawdę całkowite przebaczenie, które naprawdę daje nam Bóg. Dziesięć tysięcy talentów to niewyobrażalny wręcz dług, którego nie dałoby się oddać do końca życia (dlatego obietnica, którą składa dłużnik swojemu panu jest groteskowa) i tylko dzięki miłosierdziu pana ów dłużnik mógł dalej żyć spokojnie. I to stało się naprawdę.

Może dlatego, że nie do końca wierzymy w całkowite Boże przebaczenie, i my sami mamy kłopot z przebaczaniem naszym dłużnikom? Ciągle nam się wydaje, że to nie możliwe, aby to czy tamto „uszło nam płazem” - i wcześniej czy później będziemy musieli dług oddać. Może dlatego już w ogóle nie prosimy o przebaczenie?  Wolimy żyć w przekonaniu, że swój własny ciężar win trzeba nieść do końca życia. No a jeżeli ja go muszę nieść, to niech go niesie także mój winowajca…

Przekreślamy w ten sposób sens krzyżowej śmierci Jezusa. To przecież On zapłacił za nasze winy swoją męką i śmiercią.

Do nas należy tylko upaść przed Nim i prosić: Panie, miej cierpliwość nade mną…

A potem trzeba wstać i z radością iść dalej w swoje życie stając się również świadkiem miłosierdzia.

Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu.

      Przypominam także, że już dziś pierwsza okazja do adoracji Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie w naszym kościele o g. 17.00 (z okazją do spowiedzi św.). Na zakończenie Adoracji odmówimy koronkę do Bożego Miłosierdzia, a potem jeszcze wieczorna Msza św..

17.03, g. 10.04

Moi Drodzy Parafianie,

wszystkim dziękuję za dzisiejszą modlitwę. Szczególnie za spotkanie na dzisiejszej Eucharystii (było nas ok. 30 osób) oraz za wspólny Różaniec o g. 20.30. Wierzę, że jednoczy on wielu z nas. Potrzebujemy bardzo tej modlitwy - my, nasza Ojczyzna i cały świat. Trwajmy w niej z ufnością i głęboką wiarą.

Chcę was też poinformować, że w naszym kościele będzie też okazja do indywidualnej adoracji Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie z intencją zatrzymania epidemii koronawirusa oraz o umocnienie wiary i życia chrześcijańskiego w naszych rodzinach. Godzinne adoracje będą: jutro od g. 17.00, w środę i piątek od g. 18.00. Podczas adoracji będzie także okazja do spowiedzi św. (konfesjonał znajdować się będzie w zakrystii). Pamiętajmy przy tym, aby zachować ustalone wymagania co do ilości gromadzących się w kościele osób.

Dziękuję za dzisiejszy dzień i życzę wam wiele pokoju serca i ufności w Opatrzność Bożą.

Niech was błogosławi Bóg Wszechmogący, Ojciec i Syn + i Duch Święty.

Dobrej nocy.

16.03, g. 21.17

Kolejne ważne decyzje naszego Biskupa w związku z sytuacją epidemii, o których warto wiedzieć:

1. W mocy pozostaje dyspensa ogólna od obowiązku uczestnictwa w niedzielnej Mszy św.

2.  Uroczystości pogrzebowe należy ograniczyć do trzeciej stacji (tylko na cmentarzu) w obecności grona ludzi nie większego niż 50 osób (wliczając kapłana i pracowników firmy pogrzebowej). Msza pogrzebowa może być odprawiona w dniu pogrzebu lub w innym terminie zgodnie z ustaleniem z rodziną zmarłego.

3.  Kościoły mają pozostać otwarte w ciągu dnia, z zaleceniem by pilnować by nie znajdowało się w nich jednocześnie więcej niż 50 osób. Zaleca się częstsze wystawianie Najświętszego Sakramentu z umożliwieniem wiernym przystąpienia do sakramentu pokuty z zachowaniem zasad chroniących przed zarażeniem.

4.  Zawieszona zostaje posługa nadzwyczajnych szafarzy Komunii świętej.

5.  Zarządzenie obowiązuje do piątej niedzieli Wielkiego Postu (29.03.2020).

16.03.2020, g. 16.36

Słowo Boga do swojego ludu na dziś:

Wyście widzieli, jak niosłem was na skrzydłach orlich i przywiodłem was do Mnie. Teraz jeśli pilnie słuchać będziecie głosu mego i strzec mojego przymierza, będziecie szczególną moją własnością pośród wszystkich narodów, gdyż do Mnie należy cała ziemia. Lecz wy będziecie Mi królestwem kapłanów i ludem świętym.  (Wj 19,4-6a)

Błogosławionego dnia życzę wszystkim😊

16.03, g. 9.00

Niech was błogoslawi i strzeże Bóg Wszechmogący, Ojciec i Syn + i Duch Święty.

Dobrej i spokojnej nocy.

15.03.2020, g. 21.12

Drodzy Parafianie!

Pozdrawiam Was w to piękne niedzielne popołudnie! Z jednej strony mamy piękny marcowy dzień, a z drugiej jest w tym dniu jakiś dziwny …smutek  (takim wrażeniem dzielili się ze mną niektórzy z was, których spotkałem).  A słowo Boże dzisiejszej Jutrzni mówi o dzisiejszym dniu tak:  Ten dzień jest poświęcony Panu, Bogu waszemu. Nie bądźcie smutni i nie płaczcie. Nie bądźcie przygnębieni, bo radość w Panu jest waszą ostoją. Jakże piękne słowa! Niech będą i dla was źródłem pokoju i nadziei.

Kochani, w normalnych okolicznościach wielu z nas uczestniczyłoby właśnie w kościele w Gorzkich Żalach – naszym pięknym nabożeństwie pasyjnym. Usłyszelibyśmy dziś w rozważaniu jak to Szatan okłamał i oszukał arcykapłanów i uczonych w Piśmie, by doprowadzić do zabicia Jezusa. A przecież to oni mieli służyć Bogu, mieli obowiązek wyjaśniać ludziom „wielkie sprawy Boże” i jako pierwsi rozpoznać Mesjasza. Tymczasem uwierzyli, że to właśnie oni są powołani do „ocalenia religii i narodu”. Kompletnie zapomnieli, że historia świata i człowieka jest w ręku Boga. Doszli do wniosku, że największym zagrożeniem dla ich „religii i narodu” (a właściwie dla ich własnej pozycji i znaczenia w narodzie) jest Jezus. Dlatego trzeba Go zabić. Uwierzyli, że zabicie niewinnego człowieka jest ich jedynym ratunkiem. Choć doskonale wiedzieli, że nie mają żadnych dowodów winy Jezusa. Dlatego potrzebowali fałszywych świadków – co wcale nie okazało się trudne. Mieli przecież pieniądze. A chcieli ratować siebie i swoją funkcję i znaczenie w społeczeństwie. Uwierzyli, że są ważni, a Szatan podtrzymywał w nich to przekonanie. W konsekwencji to oni najbardziej cieszyli się z wyroku skazującego Jezusa na śmierć.

Ta historia jest przestrogą najpierw dla nas, kapłanów i „przełożonych ludu”, ale także dla każdego, kto za wszelką cenę chce bronić swojej pozycji i znaczenia w społeczeństwie, w grupie, we wspólnocie. Nie możemy ulec kłamstwu, że jesteśmy ważniejsi od samego Boga, bo wtedy Jezus i Jego Ewangelia stanie się dla nas głównym przeciwnikiem, antagonistą, wrogiem i przeszkodą w realizacji swojego własnego planu na życie.

Moi Drodzy, życzę wszystkim pięknego popołudnia i jeszcze raz zapraszam na dzisiejszy wspólny różaniec o g. 20.30. Zjednoczmy się w naszych domach we wspólnym wołaniu do naszej Matki o ratunek i pocieszenie w tym trudnym momencie naszego życia.

Z Bogiem.

15.03.2020, g. 15.17

Polecam wam również moje krótkie refleksje wielkopostne

 

Wj 17,3-7;  Rz 5,1n.5-8;  J 4,5-42

Zostaw swój dzban.

To Jezus rozpoczął dialog z Samarytanką, czym wywołał u niej pierwsze zdziwienie. Potem słowa o wodzie żywej i kolejne zdziwienie. A dalsze słowa Jezusa rozbudzają już u owej kobiety pragnienie wody żywej. Dopiero teraz Jezus pomaga Samarytance odkryć i nazwać prawdę o sobie samej: Nie mam męża. Tak, ten z którym teraz mieszkasz nie jest twoim mężem.

Z bogactwa treści spotkania przy studni Jakuba uchwyćmy się dzisiaj tej myśli: pragnienie wody wytryskującej ku życiu wiecznemu otwiera człowieka na prawdę o sobie samym i prowadzi ku nawróceniu.

Ileż to już razy właśnie pragnienie PRAWDZIWEGO ŻYCIA zaprowadziło mnie do kratek konfesjonału... Ileż to już razy pragnienie całkowitego zanurzenia się w wodzie Bożego życia kazało mi porzucić dotychczasową płyciznę i bylejakość…   A wszystko rozpoczyna się paradoksalnie od Jezusowego „Daj Mi pić”. To On jest pierwszy. To On najpierw pragnie ciebie. On pragnie twojej duszy, twojego serca. Czyż nie słychać tu owego Pragnę wypowiedzianego później na krzyżu? Jezus bardzo pragnie ciebie.

Samarytanka po rozmowie z Jezusem zostawia dzban, z którym przyszła po codzienną wodę i odchodzi, by przyprowadzić innych do Jezusa, do Tego, przez którego poznała prawdę o sobie.

Przecież i ty pragniesz PRAWDZIWEGO ŻYCIA, prawda?

Daj mi tej wody… 

 

Więcej znajdziecie tutajhttp://www.nspj-krosnica.parafia.info.pl/?p=main&what=77

Drodzy Parafianie!

W związku z bardzo poważnym zagrożeniem epidemiologicznym w naszym kraju i zgodnie z ograniczeniami wprowadzanymi przez decyzje naszego rządu, informuję, że począwszy od dzisiejszego dnia (sobota 14 marca) wieczorem Msze św. nie mogą odbywać się z udziałem wiernych w ilości powyżej 50 osób. Dlatego apeluję, aby skorzystać z dyspensy udzielonej przez naszych biskupów. Dotyczy to zwłaszcza osób starszych oraz dzieci i młodzieży. Ponadto, jeśli ktoś odczuwa obawę przed zarażeniem również w zgodzie ze swoim sumieniem może pozostać w domu. Ograniczmy swoje poruszanie się do niezbędnego i koniecznego minimum!  To bardzo ważne w walce z rozwojem epidemii.

Jeśli chodzi o Msze św. niedzielne 15 marca, to zostaną odprawione tylko w godzinach 18.00 w sobotni wieczór, a w niedzielę o g. 8.00 i 10.00 w przyjętych intencjach (nie będzie Mszy o g. 10.30). O udział w tych Mszach św. proszę jedynie tych, którzy intencje zamówili i ich krewnych.  Oczywiście nie będzie Gorzkich Żali, ani innych dodatkowych nabożeństw czy spotkań. 

Msze św. w tygodniu będą odprawiane na razie według planu.

Jednocześnie bardzo zachęcam do skorzystania z transmisji Mszy św. w telewizji bądź radiu.

Bardzo proszę również wszystkich o włączenie się  w żarliwą modlitwę do Boga w intencji zatrzymania epidemii i uzdrowienia zarażonych. Jednoczmy się np. we wspólnym różańcu w naszych domach o g. 20.30 każdego wieczoru.

Pozdrawiam was serdecznie i życzę zdrowia.

Ks. Zygmunt Czech, proboszcz

Refleksja

Zwiedzając muzea, ruiny, miejsca historyczne, potrzebujemy przewodnika, który nas oprowadzi, wyjaśni fakty historyczne. Sami przecież nie musimy znać historii danego miejsca. Podobnie potrzebujemy przewodnika w naszej wierze, w rozumieniu i stosowaniu  wiary.

Dla nas, chrześcijan, takim przewodnikiem jest miłość i poznanie prawd wiary.  Miłość otwierająca nam radość istnienia, wielość w jedności, łączność we wspólnocie i rozumieniu, to miłość, którą przeżywamy w rodzinie, we wspólnocie, w prawdzie. Nam jednak dzisiaj objawia się miłość Ojcowska, Wielka, Boża, Miłość przez duże M, powodująca, że mamy cel, mamy wyznaczoną drogę i czujemy, że  jesteśmy kochani, upragnieni, oczekiwani.

Ale żeby tak było, żebyśmy poczuli to wszystko, dobrze wsłuchajmy się w dzisiejsze czytania, Ewangelię i chociaż przez chwilę oczyma wyobraźni stańmy pośród tych, o których teksty traktują. Wejdźmy w rolę Abrahama i poczujmy jego wielką uległość wobec słów Boga, wyczujmy jego wielką rozwagę, a jednocześnie wielką bojaźń wobec Boga, który chcąc ustanowić go Ojcem narodu, każe mu iść do wskazanego przez Siebie kraju. W jednej chwili Abraham musi zostawić dom rodzinny, kraj w którym dorastał, by wypełnić wolę Boga. Wyrzeczenie się wszystkiego, z czym do tej pory miał do czynienia, pójście na (w naszym ludzkim rozumieniu) poniewierkę, bez świadomości tego, co zastanie, świadczy o wielkim bohaterstwie Abrahama, ale także o posłuszeństwie i miłości.

Święty Paweł, jakby w konsekwencji czytania o Abrahamie, kieruje do nas słowa, które trudno pominąć: „weź udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii według mocy Boga!”( 2 Tm 1,8b). Jakby chciał nam przekazać, że warto dla prawdy, miłości i posłuszeństwa ponieść wszelkie trudy, boć one to doprowadzą nas przed oblicze Pana. Pana, który z Miłości dał nam szansę na powtórne spotkanie się z Bogiem poprzez „naszego Zbawiciela, Chrystusa Jezusa, który przezwyciężył śmierć, a na życie i nieśmiertelność rzucił światło przez Ewangelię” (2 Tm 1,10b).

Piotr Blachowski

 

Opowiadanie

Trzy żaby

Trzy ciekawskie żaby wyszły pewnego dnia ze stawu, w którym zawsze mieszkały, i wybrały się na podbój świata. W pobliżu znajdowało się okazałe gospodarstwo rolne.

Żaby rozpoczęły swoje odkrywanie świata od ogrodzonego podwórza gospodarstwa. Lecz natychmiast dostrzegły je dwie gęsi, które, zadowolone z możliwości odmiany jadłospisu, oblizały się i, sycząc, rzuciły się w stronę żab.

Jednak trzy żaby były zręczne i dzielne – udało im się uciec. Właśnie w tej chwili gospodarz postawił przed drzwiami obory wiadro mleka. Dwa wspaniale susy i żaby znalazły się w wiadrze. Początkowo pływanie w mleku niesłychanie im się spodobało, lecz wkrótce zaczęły się martwić. Musiały jak najprędzej stąd się wydostać! Zdenerwowany gospodarz mógł się z pewnością okazać groźniejszy niż gęsi...

Próbowały wiele razy, lecz na próżno – metalowe ścianki wiadra były gładkie i śliskie.

Pierwsza żaba była fatalistką. Po kilku nieudanych próbach rzekła:

– Nigdy się stąd nie wydostaniemy. To już koniec. – Poddała się i utopiła.

Druga żaba przedstawiała typ intelektualistki i miała ogromną teoretyczną wiedzę na temat cieczy, skoków i obowiązujących praw fizycznych. Błyskawicznie dokonała wszelkich obliczeń dotyczących odległości od krawędzi wiadra, jego średnicy, koniecznej siły skoku, paraboli, masy ciała, siły przyciągania ziemskiego, przyspieszenia. Znalazła rozwiązanie i wyskoczyła bardzo energicznie. Lecz... w swoich obliczeniach nie wzięła pod uwagę uchwytu wiadra. Uderzyła się w głowę, straciła przytomność i skończyła marnie na dnie wiadra.

Trzecia żaba nawet na chwilę nie przestała pływać i ze wszystkich swych sił starała się nie poddawać. Pod wpływem jej energicznych ruchów mleko zamieniło się w masło, śliskie wprawdzie, lecz dosyć twarde i żabie łatwo udało się wyskoczyć na zewnątrz.

Nigdy nie trać nadziei, bez względu na sytuację w jakiej się znalazłeś. Nie poddawaj się i zabierz się do pracy.

Refleksja

Radość chrześcijanina wypływa ze słuchania i przyjęcia Dobrej Nowiny o śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa: kerygmy. Streszcza ona Tajemnicę tej miłości, która „jest tak realna, tak prawdziwa, tak konkretna, że ​​oferuje nam relację pełną szczerego i owocnego dialogu”. Kto wierzy w tę wieść, odrzuca kłamstwo, według którego nasze życie miałoby swe pochodzenie w nas samych, podczas gdy w rzeczywistości pochodzi ono z miłości Boga Ojca, z Jego woli, by dać życie w obfitości. Jeśli natomiast słuchamy bałamutnego głosu „ojca kłamstwa” (por. J 8, 45), to narażamy się na pogrążenie w otchłani nonsensu, doświadczając piekła już na ziemi, jak o tym niestety świadczy wiele dramatycznych wydarzeń z doświadczenia ludzkiego osobistego i zbiorowego.

Dlatego w tym Wielkim Poście roku 2020 chciałbym przekazać każdemu chrześcijaninowi to, co już napisałem ludziom młodym w adhortacji apostolskiej „Christus vivit”: „Spójrz na rozpostarte ramiona ukrzyżowanego Chrystusa, pozwól się zbawiać zawsze na nowo. A kiedy idziesz wyznać swoje grzechy, mocno wierz w Jego miłosierdzie, które cię uwalnia na zawsze od wszelkiej winy. Kontempluj Jego krew przelaną z powodu tak wielkiej miłości i daj się przez nią oczyścić. W ten sposób możesz się nieustannie odradzać na nowo”. Pascha Jezusa nie jest wydarzeniem z przeszłości: ze względu na moc Ducha Świętego jest zawsze aktualna i pozwala nam postrzegać i dotykać z wiarą ciała Chrystusa w wielu osobach cierpiących.

Warto rozważyć dogłębniej Tajemnicę Paschalną, dzięki której została nam udzielona łaska Boża. Doświadczenie miłosierdzia jest bowiem możliwe tylko w kontakcie „twarzą w twarz” z ukrzyżowanym i zmartwychwstałym Panem, który „umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie” (Ga 2, 20). Chodzi o dialog serca z sercem, przyjaciela z przyjacielem. Właśnie dlatego w okresie Wielkiego Postu tak ważna jest modlitwa. Jest ona nie tyle obowiązkiem, ile wyraża potrzebę odpowiadania na miłość Boga, która nas zawsze uprzedza i wspiera. Chrześcijanin modli się bowiem mając świadomość, że jest miłowany pomimo swej niegodności. Modlitwa może przybierać różne formy, ale w oczach Boga tak naprawdę liczy się to, że drąży nasze wnętrze doprowadzając do rozkruszenia zatwardziałości naszego serca, aby je coraz bardziej nawracać ku Niemu i ku Jego woli.

Z Orędzia Papieża Franciszka na Wielki Post 2020

Opowiadanie

Mur

Na surowej i kamienistej pustyni mieszkało dwóch pustelników. Zajmowali dwie groty, które znajdowały się blisko siebie, jedna naprzeciwko drugiej.

Po latach modlitw i okropnych umartwień jeden z nich nabrał przekonania, że doszedł do doskonałości.

Drugi był człowiekiem równie pobożnym, ale jednocześnie dobrym i wyrozumiałym. Zatrzymywał się, by porozmawiać z nielicznymi pielgrzymami, pocieszał i gościł tych, którzy zagubili się, i tych, którzy uciekali.

– Cały ten czas odebrany jest modlitwie i rozmyślaniu – myślał pierwszy pustelnik, który potępiał częste, ale maleńkie uchybienia drugiego.

Chcąc dać mu do zrozumienia w jakiś widoczny sposób, jak bardzo jest jeszcze daleki od świętości, postanowił umieszczać jeden kamień u wejścia do własnej groty za każdym razem, gdy ten drugi popełniał uchybienie.

Po kilku miesiącach przed grotą znajdował się szary i przytłaczający mur z kamieni. Pustelnik zaś był zamurowany wewnątrz.

Czasami wokół serca budujemy mury z małych kamieni codziennych niechęci, odwetów, milczenia, nierozwiązanych spraw, dąsów.

Opowiadanie

Milczenie

- Dość! Mam ich naprawdę dość!

Wszyscy w niebie wstrzymali oddech. Nikt nie widział nigdy dotąd tak zagniewanego Jezusa. To właśnie On grzmiącym głosem okazał swój boski gniew.

- Przez trzydzieści trzy lata przebywałem wśród ludzi, mówiłem im wielokrotnie, że czyny są tysiąc razy ważniejsze od słów. Dlatego zostałem ukrzyżowany. Tłumaczyłem na wszystkie sposoby, że to nie po słowach i pustych ceremoniach będą oceniali moich uczniów, ale po tym, w jaki sposób będą okazywać miłość.  Prawie nikt tego nie zrozumiał! Głoszą kazania, śpiewają wzruszające hymny, uczestniczą w przejmujących nabożeństwach, a tak mało czynią!

- Co zamierzasz zrobić, Jezu? – spytał nieśmiało jakiś anioł.

- Odbiorę im mowę… Jak to się stało z Zachariaszem, ojcem Jana Chrzciciela!

Tak zdecydował Jezus i odebrał wszystkim chrześcijanom zdolność mówienia. Nagle w całym świecie wśród wszystkich wierzących w Chrystusa zapanowało wielkie milczenie.

W pierwszym momencie ludzie zdumieli się. Wielu pobiegło do aptek, by kupić syrop i pastylki na ból gardła. Popyt na zioła i miód też był ogromny. Potem zaczęto się martwić, aż w końcu ludzi ogarnęło przerażenie. Jak mogli modlić się bez słów? Jak mogli powiedzieć Jezusowi i bliźnim, że ich kochają? Wielcy teolodzy nie mogli nawet wypowiedzieć słowa „transsubstancjacja” (czyli „przeistoczenie”), a kaznodzieje bez wzniosłych określeń i głębokich pojęć czuli się bezrobotni. Zwykli ludzie nie potrafili się kłócić. Co gorsza, nie wiedzieli, jak wyrazić solidarność, pociechę, współczucie i jedność. W wyniku przemyśleń doszli do prostego wniosku: „To, czego nie możemy wypowiedzieć słowami, możemy przekazać za pomocą czynów”.

Wielu tak właśnie sądziło. Wybitni mistrzowie słowa stali się spontaniczni i szczerzy, nauczyli się wyrażać siebie, posługując się spojrzeniem, uśmiechem, czułością, gestami dobroci. Na wydziałach teologicznych uniwersytetów otwarto stołówki i schroniska dla biednych i bezdomnych. Również nauka katechizmu stała się radosna, przeplatana zabawą. Wielu czuło się zawstydzonych, wspominając, jak łatwo kłamało się za pomocą słów. W niektórych gazetach ukazały się artykułu zatytułowane „Patrzcie, jak oni się miłują!”.

Coraz więcej ludzi uznawało taki sposób wyrażania wiary za bardzo interesujący. Przyciągała ich atmosfera przyjaźni, pokoju, prawdziwej gościnności, jaką oddychało się wśród uczniów Jezusa. Gdy po pewnym czasie Jezus zwrócił im możliwość posługiwania się słowami, byli niemal zasmuceni. W czasie wielkiego milczenia doświadczyli, ile czułości jest w wierze chrześcijańskiej.

Opowiadanie

Łza pustyni

W Marrakeszu pewien misjonarz zauważył leżącego człowieka, który głaskał ręką piasek, a ucho przykładał do ziemi. Misjonarz zainteresowany tym dziwnym zachowaniem, zapytał:

- Co pan robi?

- Towarzyszę pustyni i łączę się z nią w jej samotności i płaczu

- Nie wiedziałem, że pustynia płacze.

- Płacze każdego dnia. Ma wielkie pragnienie – chciałaby być pożyteczna dla człowieka i zamieniać się w ogromny ogród, w którym byłoby uprawiane zboże, rosłyby kwiaty oraz pasałyby się owce.

- Mam do pana prośbę. Proszę powiedzieć pustyni, że rolę, która została jej powierzona, wypełnia bardzo dobrze. Jej otwarta przestrzeń pozwala mi zrozumieć, jak mali jesteśmy przed Bogiem. Kiedy patrzę na jej piasek, wyobrażam sobie miliony ludzi, którzy zostali stworzeni jako równi sobie, i myślę, że nie zawsze świat traktuje ich w sposób jednakowy. Wzniesienia pustynne pomagają mi medytować. Kiedy widzę wschodzące na horyzoncie słońce, moja dusza wypełnia się radością, a ja czuję się bliżej Boga.

Następnego ranka misjonarz ponownie spotkał mężczyznę w tym samym miejscu i w tej samej pozycji.

- Czy przekazał pan pustyni wszystko to, co wczoraj jej przekazałem?

Człowiek przytaknął głową.

- I nadal płacze?

- Tak. Teraz płacze, ponieważ tysiące lat żyła w przekonaniu, że jest całkowicie bezużyteczna, i cały ten czas zmarnowała na przeklinaniu Boga i swojego losu.

- Niech więc pan jej powie, że również człowiek często sądzi, że jest bezużyteczny. Rzadko odkrywa sens swojego przeznaczenia i myśli, że Bóg był wobec niego niesprawiedliwy.

- Nie wiem, czy pustynię przekonają te argumenty – powiedział człowiek

- Doszliśmy do chwili, aby zrobić to, co czynię wtedy, kiedy mam wrażenie, że ludzie stracili już nadzieję. Pomódlmy się.

Uklękli i obaj się pomodlili.

Następnego dnia, kiedy misjonarz odbywał poranny spacer, w miejscu, w którym wcześniej spotykał owego człowieka wytrysnęło źródło. W kolejnych miesiącach stawało się coraz większe i mieszkańcy okolicy wybudowali wokół niego studnię.

Beduini nazwali tę studnię Łzą Pustyni. Mówią, że wszyscy, którzy piją z niej wodę, potrafią zamienić swoje cierpienie w powód do radości.

Plan

Podczas Wniebowstąpienia Jezus rzucił okiem w kierunku ziemi znikającej w ciemności. Tylko nieliczne, maleńkie światła błyszczały nieśmiało w mieście Jeruzalem. Archanioł Gabriel, który przybył na powitanie Jezusa, zapytał:

- Panie, co to za światełka?

- To moi uczniowie, zgromadzeni na modlitwie wokół mojej Matki. Mam plan, że jak tylko wstąpię do nieba, wyślę im mojego Ducha Świętego, aby te drżące płomyczki stały się nieugaszonym ogniem, powoli rozpalającym miłość wśród wszystkich narodów ziemi!

Archanioł Gabriel ośmielił się ponownie zapytać:

- A co zrobisz, Panie, jeśli ten plan się nie powiedzie?

Po chwili ciszy Pan odpowiedział mu łagodnie:

- Ale Ja nie mam innego planu...

 

Jesteś małą lampeczką, drżącą pośród niezmierzonego mroku. Ale stanowisz część Bożego planu. I jesteś niezastąpiony. Ponieważ nie ma innego planu.

Ideały

Pewien mistrz uczył, że nie można żyć bez ideałów, celu, marzeń. Aby wytłumaczyć nieustraszonemu młodzieńcowi niezbędność ideałów, wskazał mu błękitną linię horyzontu.

- Tam masz dojść, to twój cel!

Młodzieniec szedł szybkim krokiem. Dotarł do pierwszych wzgórz, ale błękitna linia przesunęła się na górski łańcuch. Młodzieniec ruszył w dalszą drogę, ale błękitna linia była już za górami, na końcu rozległej niziny. Rozczarowany wrócił do mistrza.

- Gdy robię dziesięć kroków, horyzont także przesuwa się do dziesięć kroków. Jak długo bym nie szedł, nigdy do niego nie dojdę!

- Tak, tak właśnie jest!

- Po co zatem ideały?

- Właśnie po to, aby cały czas iść.

Kiedy rzeka przestaje płynąć, staje się bagnem. Podobnie dzieje się z człowiekiem.

Drwale       

Dwóch drwali pracowało w tym samym lesie przy wyrębie drzew. Pnie drzew były ogromne, wytrzymałe i mocne. Obaj używali swych siekier z taką samą wprawą, ale każdy z nich używał innej techniki. Pierwszy uderzał w drzewo z niesłychaną wytrwałością, raz za razem, nie zatrzymując się, chyba że tylko na kilka sekund, by złapać oddech.

Drugi co godzinę robił przerwę w pracy.

O zmierzchu pierwszy był w połowie dzieła. Napocił się porządnie i nie dałby rady pracować nawet pięciu minut dłużej.

Drugi, choć to niewiarygodne, kończył ścinanie swego drzewa. Rozpoczęli razem i obydwa drzewa były dokładnie takie same.

Pierwszy nie wierzył własnym oczom.

- Nic z tego nie rozumiem! Co godzinę odpoczywałeś. Jak to możliwe, że skończyłeś tak szybko?

Tamten odparł z uśmiechem:

- Widziałeś, że co godzinę robiłem sobie odpoczynek. Nie zauważyłeś jednak, że wolny czas wykorzystywałem, aby podostrzyć siekierę.

Twój duch jest jak siekiera. Nie pozwalaj mu zardzewieć. Ostrz go trochę każdego dnia.

1. Zatrzymaj się na dziesięć minut, aby posłuchać muzyki.

2. Gdy tylko możesz, spaceruj.

3. Uściśnij każdego dnia drogie Ci osoby i powiedz każdej z nich: „Kocham cię”.

Menu

Statystyki






statystyka

Wyszukiwanie

 

Dzisiaj jest

piątek,
29 maja 2020

(150. dzień roku)

Święta

Piątek, VII Tydzień Wielkanocny
Rok A, II
Wspomnienie św. Urszuli Ledóchowskiej, dziewicy

 

Sonda



Licznik

Liczba wyświetleń strony:
1716627

Zegar